RSS
środa, 31 marca 2010
Rozmowy o Prawdzie część 22

 Wygląd może być mylący

 

Q:       Jest jeszcze jedna historia o dwóch buddyjskich mnichach Zen. Wędrowali, i jeden z nich zobaczył kobietę.

M: Tak, tak! To jest znane.

Q:       Kobieta była z dzieckiem i szykowała się do przejścia przez rzekę, lecz bała się, że nie uda jej się przejść. Toteż mnich, który zauważył, że ona potrzebuje pomocy, natychmiast podszedł, wziął ją na ręce i przeniósł ją z dzieckiem na drugą stronę, zostawił ją tam i wrócił do drugiego mnicha. A ponieważ byli to mnisi Zen, mówili bardzo mało. Jednak po dwóch godzinach ten drugi mnich zapytał: ,,Jak śmiałeś dotknąć ciała kobiety?”

M: A nawet ją trzymać i przenieść na drugą stronę.

Q:       ,,A nawet ją trzymać i przenieść na drugą stronę”. Dwie godziny później ten pierwszy odpowiedział: ,,Ja ją przeniosłem i tam zostawiłem, ale ty wciąż ją niesiesz”.

M: Tak, cały czas ją jeszcze niesiesz aż tutaj. Tak. To jest przywiązanie.

Q:       Przywiązanie.

M: Przykazanie wewnętrzne i przykazanie zewnętrzne. Święci i Mistrzowie robią wszystko bez przywiązywania się do tego, co robią. Po prostu robią to, co mają zrobić. Natomiast inni ludzie robią wszystko z powodu swoich przyzwyczajeń i to ich pragnienia zmuszają ich do działania, chociaż na zewnątrz wygląda to tak samo. W Chinach był pewien mistrz, bardzo sławny, król kochał go tak bardzo, że podarował mu chyba z 13 żon. Taki był zwyczaj królów, rozumiesz, dawać w prezencie piękne kobiety komuś, kogo się faworyzowało. Tak. A jeśli nie zgodzilibyście się na przyjęcie podarku króla, to zgodzilibyście się na egzekucję. (Śmiech). Zgodzilibyście się na szubienicę. Tak więc oczywiście ten mistrz przyjął te kobiety. Toteż wszyscy uczniowie byli bardzo podekscytowani, wszyscy uczniowie rodzaju męskiego oczywiście. Mówili: ,,Mistrzu, jeżeli ty możesz mieć trzynaście żon, to nam jest wolno mieć przynajmniej jedną albo dwie. Moglibyśmy mieć dwie albo trzy”. Na to Mistrz wziął garść szpilek, połknął je i powiedział: ,,Jeśli potraficie zrobić to samo, możecie mieć nawet i trzydzieści”. Wszyscy uczniowie rozdziawili buzie i zamknęli się. Oczywiście było to zbyt ekstremalne ze strony tego mistrza. Nie musiał tego robić, popisywać się swoimi cudotwórczymi zdolnościami. Mógł posłużyć się logiką, to by wystarczyło. Są różnice między mistrzami a uczniami. Musi tak być, chociaż mistrz jest bardzo pokorny i nigdy tak nie uważa, ani nie okazuje tego. Lecz my musimy wiedzieć o tym z obserwacji, intuicyjnie, i zauważyć, co potrafią mistrzowie, a czego my nie potrafimy. To musiał być kiepski mistrz, skoro musiał uciekać się do magii, zwyczajnej magii, żeby wywrzeć wrażenie na swoich uczniach. Inaczej bowiem nie musiałby tego robić. Po kilku inicjacjach uczniowie powinni znać moc mistrza. Po usłyszeniu paru relacji od innych uczniów, powinni znać moc mistrza, nawet jeśli sami nie mieli doświadczeń, głębokich doświadczeń. Rozumiecie?

~Supreme Master Ching Hai

09:44, pureocean
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 marca 2010
Rozmowy o Prawdzie część 21

Sen u jednego mnicha, u innego jest medytacją

 

Q:       Bueno! Uświadamia on sobie, że są święci, że jest Bóg, czy więc żyjąc z taką myślą, może on być szczęśliwy przez cały czas?

M: Tak, z jednej strony, lecz z drugiej nie może pozwolić sobie na to, żeby zawsze pozostawać na tym poziomie. Musi cierpieć za grzechy ludzkich istot. Kiedyś jeden z wybitnych uczniów Buddy, miał on na imię...?

Q:       Ananda?

M: Nie, nie! Osoba świecka.

Q:       Kasyapa?

M: Nie, Kasyapa był mnichem. Chodzi mi o osobę świecką, to był bardzo sławny uczeń Buddy. Nieważne. Wiem, tylko zapomniałam. Dobrze? (Mistrzyni miała na myśli Vimalakirti). Był chory. Przewyższał poziomem wszystkich mnichów. Był bardzo mądry i oświecony. Wszyscy mnisi bali się go. Ktoś go kiedyś zapytał: ,,Dlaczego jesteś chory? Jesteś świętym, nie masz karmy. Jak możesz być chory?” On na to odpowiedział: ,,Wszystkie istoty są chore, dlatego ja jestem chory.” Ponieważ święci są bardzo wrażliwi. Są jednym ze wszystkimi istotami, dlatego potrafią odczuwać cierpienie każdej istoty i cierpią troszeczkę, troszeczkę za każdego, za każdą istotę. Dźwięk złamanego serca jest cichy. Nikt nie potrafi go usłyszeć, jedynie święty. Jest taka zabawna historia o dwóch mnichach z Chin. Jeden mnich, który mieszkał w górach, cały czas medytował, wiódł bardzo czyste i święte życie. A drugi mnich cały czas gdzieś wędrował, wyglądało na to, że nigdy nie medytował. Pewnego dnia, ten nigdy-nie-medytujący mnich przyszedł w góry do chaty tego medytującego mnicha i przespał tam jedną noc. Ten pierwszy mnich był bardzo święty, nie chciał tak naprawdę mieć z nikim nic do czynienia i nie chciał nikogo u siebie przyjmować, ale drugi mnich po prostu się tam wpakował i położył się spać. Cóż więc mógł tamten uczynić? I całą noc chrapał. Rano świątobliwy święty nakrzyczał na niego: ,,Chrapałeś całą noc i przeszkadzałeś mi w medytacjach! Ty wstrętny hałaśliwy mnichu! Sam nie medytujesz i w dodatku przeszkadzasz mi medytować!” Na to śpiący mnich odpowiedział: ,,Ty niegodziwy mnichu! Nie potrafiłeś nawet wejść w samadhi, kiedy medytowałeś. Wierciłeś się i zabiłeś jedną mrówkę, a drugiej złamałeś nogę. Tak bardzo płakała przez całą noc, że nie mogłem spać!” (Śmiech).

Q:       To świetna historia!

M: Różne poziomy. W porządku? To wszystko. A wy idźcie do domu i nie łamcie nóg mrówkom, i nie sprawiajcie mi kłopotów.

Q:       Pokazuje to względność medytacji.

M: Tak. Jest jeszcze inna historia o Mistrzu Lin Czi w Chinach. Kiedy Mistrz Lin Chi był jeszcze uczniem, zawsze spał. Spał wszędzie. Ale wy go nie naśladujcie! Dobrze? Mówię o Mistrzu Lin Czi, nie o was. Pewnego dnia spał w sali medytacyjnej, w kącie, i zobaczył, że wchodzi jego Mistrz. Udając, że się go boi, wziął swoją poduszkę i śpiwór, i poszedł schować się w drugim kącie, i spał dalej. Mistrz znał Lin Czi. Tak, znali się dobrze. Wtedy Mistrz poszedł prosto do sali medytacyjnej i zobaczywszy siedzącego tam mnicha, który medytował, kopnął go, mówiąc: ,,Ty śpiący mnichu! Udajesz, że co robisz? Powinieneś nauczyć się medytować tak jak Lin Czi tam w kącie”. (Śmiech). Mnich nie mógł w to uwierzyć. Bo wiesz jak siedzi mnich. W tych wszystkich szatach, dostojnie, przed posągiem Buddy..., i mimo to dostaje kopniaka w tyłek. (Śmiech). Paląc kadzidło przed sobą, rozumiesz. Nie poruszy się dotąd, aż nie wypali się całe kadzidło. Ale ruszał się cały w środku. Dlatego, chociaż Lin Czi był przykryty śpiworem, Mistrz powiedział, że on medytuje, a że tamten mnich, który siedział, śpi. Rozumiecie? To są różne poziomy. Tak, Lin Czi spał, lecz nigdy nie spał. Spało tylko ciało. Jego umysł był zawsze oświecony. Cokolwiek by nie robił, zawsze był skoncentrowany na sobie. Nigdy nie odrywał się od środka. Natomiast ten drugi mnich siedział jak kawał drewna, jego umysł podążał jednak we wszystkich kierunkach, a on nie potrafił na to nic poradzić. Starajcie się więc koncentrować i nie krytykujcie wyglądu innych ludzi. Współpraktykujący, niektórzy, nie są tacy na jakich wyglądają. Ktoś mnie przed chwilą zapytał: ,,Jaka jest różnica między twarzami i jak różne twarze mogą mieć ludzie?” Tak, nie ma żadnej różnicy. Jeśli ktoś towarzyszyłby mi codziennie, to pomyślałby: ,,Ach! Co takiego robi Mistrzyni? Je, śpi, nie robi nic”. Lecz inni uczniowie opowiadaliby różne historie, o tym jak Mistrzyni jest zajęta przez 24 godziny dziennie w różnych częściach świata. Rozumiecie? Dobrze. Tak więc to, jak mistrz wygląda i to, co mistrz robi, to są dwie różne sprawy. To jak wygląda mistrz zależy od naszego poziomu. Możemy zrozumieć mistrza jedynie wtedy, kiedy jesteśmy na jego poziomie, lub prawie na jego poziomie.

~Supreme Master Ching Hai

 

20:59, pureocean
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 marca 2010
Rozmowy o Prawdzie część 20

Tylko szaleni decydują się zejść tutaj na dół

 

Q:       Weźmy na przykład Bodhisattwę, musi on powracać tu w ludzkim ciele raz za razem. Tak więc sen byłby czymś w rodzaju małej ucieczki od patrzenia na cierpienia innych?

M: Po co? Po co Bodhisattwa miałby ciągle tutaj wracać?

Q:       Tak mi powiedziano w szkole Mahajany, że Bodhisattwa będzie powracał tutaj cały czas, dopóki wszyscy nie staną się Buddami.

M: Tak, lecz nie każdy. Bodhisattwowie generalnie przychodzą na zmianę. Niektórzy nigdy nie opuszczają Nieba.

Q:       Czy to jest ich wybór? Czy mogą tam ot tak po prostu pozostać?

M: Tak. Tylko szaleni decydują się zejść tutaj na dół. (Śmiech).

Q:       A mogliby przecież tam żyć w spokoju, szczęśliwie i czytać sobie pisma święte?

M: Tak, lecz wtedy... bez mistrzów.

Q:       Z mistrzami, dlaczego? Z mistrzami nigdy nie cierpimy.

M: Nie! Jeśli wszyscy mistrzowie pozostawaliby szczęśliwi w Niebie, wtedy wy tutaj cierpielibyście.

Q:       Och, tak, jeśli nie byłoby mistrza, aha! To prawda!

M: Tak! Bez mistrza cierpielibyście tutaj.

Q:       To na pewno

M: Tak więc pewni szaleni mistrzowie muszą zejść tutaj.

Q:       W pewnym więc sensie mistrz, kiedy tutaj przychodzi jest już oświecony, tak jak ty?

M: Oczywiście. Czy myślisz, że schodzi tu na ślepo, albo skacze przez pomyłkę? Czy że może wsiadł do niewłaściwego autobusu? (Śmiech.)

Q:       No tak, ale na przykład, kiedy Guru Govinda Singh, dziesiąty guru Sikhów widział swoje dzieci postawione pod murem i grzebane żywcem, i wcześniej wiedział, że tak się stanie, ponieważ mistrz zna przyszłość, więc dlaczego się na to zgodził? Czy nie mógł on tego zmienić, żeby nie musiały one w ten sposób umrzeć?

M: Nie, nie mógł. Mógł, lecz nie chciał. Dlaczego mielibyśmy przeszkadzać woli Boga? Dlaczego mielibyśmy troszczyć się bardziej o ciało niż o duszę? Gdy Bóg już nie chce dłużej korzystać z twojego ciała lub czyjegokolwiek ciała, zabiera je w jakikolwiek sposób. Pogrzebani żywcem czy martwi, to to samo. Prędzej czy później i tak będziemy pogrzebani, żywi albo martwi. Jeśli chodzi o mistrzów, im prędzej odejdą tym lepiej. Mniej będą cierpieć. Cóż jest dobrego w życiu w tym fizycznym ciele? Co ten fizyczny świat może zaoferować mistrzowi?

 ~Supreme Master Ching Hai

22:05, pureocean
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 marca 2010
Rozmowy o Prawdzie część 19

Jeść i spać czy nie

Q:       Na Shivaratri mieszkali dwaj jogini, którzy pozwalali ludziom się im przyglądać. Nigdy nie jedli, nigdy nie spali i mieszkali w małych chatkach. Raz w roku pozwalali ludziom przybyć w odwiedziny na Shivaratri. Jogini siedzieli na zewnątrz. Mieli olbrzymie brzuchy. Dlaczego? Nigdy nie mogłam tego zrozumieć. Mieli bardzo grube szyje i długie włosy. Nie jedli i nie spali w ogóle.

M: Odżywiali się powietrzem! Byli ,,oddychaczami”! Tego też się można nauczyć.

Q:       Jak?

M: Naucz się od nich.

Q:       Ale oni nie uczą. Zawsze ukrywają się w tych dwóch domkach. Nikt nie może z nimi rozmawiać, ani ich widywać.

M: Gdyby za długo rozmawiali, umarliby.

Q:       Oni nie rozmawiają. W dniu, w którym wychodzą na zewnątrz, też nic nie mówią. Tylko siedzą. Można ich oglądać przez 12 godzin, ale oni nie odzywają się.

M: Na Tajwanie była taka osoba, kobieta, mniszka. Nie jadła nic przez jakieś dwadzieścia kilka lat zanim umarła. Święta Teresa z Niemiec, z Bawarii, też nie jadła.

Q:       Przyjmowała tylko hostię.

M: Tak, w niewielkich ilościach. Możemy oduczyć się nawyku jedzenia. W Indiach opowiedziano mi historię o pewnym człowieku. Był to zwykły człowiek, żaden praktykujący czy cokolwiek, codziennie pił tylko trochę osolonej wody i to wszystko. Nie jadł nic. Nie jest to w żadnym wypadku nic duchowego. Nasze ciało łatwo się przystosowuje, możemy je wyćwiczyć na różne sposoby. Kiedyś prawie zerwałam z nawykiem jedzenia, lecz Bóg tego nie chciał. Powiedział: ,,Nie rób tego”, więc musiałam znowu zacząć jeść.

Q:       A jesz tak niewiele.

M: Wtedy bałam się jedzenia. Jak tylko coś zjadłam, czułam się taka zanieczyszczona, było mi niedobrze i nie chciałam już w ogóle nic jeść. Przestałam na długo. Ale Bóg wtedy powiedział: ,,Nie, bądź nadal normalna. Bo inaczej ludzie będą przychodzić do ciebie tylko dlatego, że nie jesz”. Zapomną zupełnie o oświeceniu. Będą pytali tylko o to, co masz w żołądku. Pewna mniszka z Formozy, która głodowała, nie jadła, też nie rozmawiała. Lecz była jeszcze jedna kobieta w Indiach, także bardzo sławna. Ona też nie jadła, ale mówiła.

Q:       Tak, słyszałam o niej. Miałam ją odwiedzić.

M: Myślę, że teraz już jej tutaj nie ma.

Q:       Tak. Pewnie już umarła.

M: Tym lepiej dla niej.

Q:       A więc tych, którzy szukają Boga, nie powinno wcale obchodzić, czy ich mistrz je czy nie je, czy się ubiera, czy nie. Mam na myśli, że to nie jest wcale ważne.

M: Tak. Nie powinni się tym zajmować.

Q:       Tak więc jest to ogólną zasadą, że ciało potrzebuje pokarmu?

M: Nie jest to regułą. Zwykle tak jest, ale wcale nie musielibyśmy jeść, jeśli potrafilibyśmy nauczyć się nie jeść i jeśli niejedzenie byłoby naszym przeznaczeniem. Jeśli w poprzednim życiu wyczerpały się nasze zasługi jedzenia, to w tym życiu nie powinniśmy już jeść. Jeżeli nie zebraliśmy zasług jedzenia, nie powinniśmy jeść. Jeśli je zmagazynowaliśmy, to musimy jeść. Bo inaczej musielibyśmy powrócić tu znowu i zjeść to wszystko w następnym życiu. Tak więc trzeba być normalnym. W porządku?

Q:       Czy tak samo jest ze snem? Bo zauważyłam, że wielu mistrzów nie śpi.

M: Och! Spać czy nie spać. Tylko ciało śpi, dusza nie śpi nigdy. Ja mogę spać, ale mogę też nie spać. Nie ma to dla mnie żadnej różnicy. Jak zabiłabym czas, gdybym nie spała? Zawsze jestem wdzięczna, kiedy mogę spać, tak szybciej mija czas. W samadhi jestem zawsze, czy to we śnie, czy na jawie. Co to więc za różnica?

 

~Supreme Master Ching Hai

22:43, pureocean
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 marca 2010
Rozmowa o Prawdzie część 18

Fascynujący świat cudotwórczych mocy

M: Tak. Lecz gdy nauczysz się zbyt wiele, to potem jest tak jak w..., no wiesz, jak w książce Aleksandry...

Q: Aleksandra Wielkiego? Jego masz na myśli? Aleksandra Wielkiego, który pojechał do Indii?

M: Nie, nie. Tę, która pojechała do Tybetu, Francuzkę.

Q: Aha, wiem, Aleksandrę Neel.

M: Tak, Neel.

Q: Znam ją. Tak, czytałam jej książki.

M: Kiedy pojechała do Tybetu...

Q: Przebrana za mężczyznę, za biedaka.

M: W Himalajach widziała wielu ludzi, nagich mężczyzn. Na przykład widziała Tybetańczyków, których całe ciała okręcone były łańcuchami, żelaznymi łańcuchami, a kiedy gdzieś frunęli, to musieli zabierać te łańcuchy ze sobą, ponieważ zbyt długo praktykowali fruwanie i ich ciała stały się zbyt lekkie. Fruwaliby wiecznie bez tych łańcuchów. Tak więc musieli używać ich, żeby kontrolować własną wagę, żeby czasami zatrzymać się na ziemi i coś zjeść. Tak, i czasami słyszała: ,,Dzyń, dzyń, dzyń”. Rozumiecie, to był dźwięk łańcuchów, kiedy ktoś taki lądował na ziemi. (Śmiech). Więc jeżeli chcecie, to możecie pojechać do Tybetu i nauczyć się tego. Potrzeba wielu lat, żeby doskonale opanować tę sztukę latania.

Q: Wiesz, lamowie zaprosili mnie na trzyletnie odosobnienie ,,tumo”, co oznacza umiejętność kumulacji ciepła, a ja powiedziałam: ,,Nie, a po co?” Nie miało to dla mnie żadnego sensu.

M: Mamy grzejniki. Mamy centralne ogrzewanie.

Q: Mamy centralne ogrzewanie, a na dodatek mnie interesuje Bóg, poznanie Boga.

M: A nie ogrzewanie, tak? Chociaż wiesz, powinnaś była się tego nauczyć.

Q: Po co?

M: Nie musiałabyś używać suszarek do ubrań. Mogłabyś suszyć swoje ubrania w kilka sekund. Bez potrzeby suszenia po praniu, to znaczy wkładania ubrań do suszarki. Tak, oszczędziłabyś pieniądze na suszeniu, to by było bardzo opłacalne.

Q: Suszyłabym je na słońcu.

M: Ale wiesz co? W Tybecie nie ma słońca, więc tam oni tego potrzebują.

Q: Tak, to prawda. Tam jest mróz.

M: Mróz, oooch! Wyobraź sobie, gdybyś miała rodzinę i wewnętrzny ogrzewacz, to cała rodzina mogłaby oszczędzić dużo pieniędzy, susząc ubrania na twoim ciele, ubrania całej rodziny. Po upraniu ubrań, rodzina mówiłaby ci tylko: ,,Ej ty, chodź tutaj, włóż to na siebie”. I wszystko byłoby suche w kilka sekund.

Q: Ale ja bym zamarzła, siedząc trzy lata w Himalajach. To nie jest warte, żeby przez trzy lata marznąć.

M: To dlatego, bo nie nauczyłaś się ogrzewania tumo. Widziałam wielu joginów, którzy chodzili po zaśnieżonych górach Himalajów, nagich, z bosymi stopami, bez butów, bez niczego! A ich ciała były różowe i gorące.

~Supreme Master Ching Hai

17:53, pureocean
Link Dodaj komentarz »