RSS
piątek, 29 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 13

Rośliny, zwierzęta i człowiek

M: Bóg polecił człowiekowi, aby rządził, był królem zwierząt. To znaczy, że mamy opiekować się nimi, mamy uczyć je i pomagać im się rozwijać. Kiedy inne zwierzęta dorastają do poziomu, by stać się ludźmi, to muszą istnieć pewni ludzie, którzy już się rozwinęli, stali się mądrzejsi, po to, żeby uczyć tych nowych ludzi. Rozumiesz? Drzewa, kamienie, minerały, muszą się rozwinąć, by stać się ludźmi. Jeśli one przejdą wyżej i nikt ich nie będzie dalej uczył, to znowu powrócą do królestwa minerałów i drzew.

Q: Ale jak na przykład roślina może nauczyć się rozróżniać, co jest dobre, a co złe?

M: Uczą się one powoli, poprzez doświadczenia wielu tysięcy lat, poprzez wchłanianie nauk z energii, z otaczającej je atmosfery. Ale ich rozumienie i system trawienny są bardzo powolne. Muszą one pozostawać w tego rodzaju atmosferze przez wiele, wiele tysięcy lat, aż w końcu się przebudzą i zrozumieją: ,,Ach, tak, to jest to!” Wtedy otrzymają ludzkie ciało. Są to młode dusze. Tak samo jak łatwo jest powiedzieć młodszemu bratu czy młodszej siostrze, co mają robić, ale trudno jest wyjaśnić młodszym dzieciom, czego pragniesz. Dużo czasu upłynie, zanim będą potrafiły cię zrozumieć. Dużo czasu upłynie, zanim wstąpią na uniwersytet. A na uniwersytecie muszą być jacyś profesorowie, którzy będą ich uczyć. Jeśli każdy po ukończeniu uniwersytetu odszedłby i nie pozostałby tam nikt, to kto witałby nowo przybyłych, nowych studentów. Nie wszyscy muszą zostać nauczycielami na uniwersytecie. Nauczyciel w szkole podstawowej też jest ważny. Prawda? Za dużo mówię. Czy nie uważacie, że już wystarczy? (Publiczność zaprzecza).

- Supreme Master Ching Hai

18:52, pureocean
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 12

Oświecony Mistrz zbawia używając logiki

 

Q: Wiesz, Pan Budda powiedział kiedyś: ,,Jeśli mógłbym was wszystkich zabrać z tego cierpienia i ignorancji, zrobiłbym to natychmiast. Ale nie mogę”.

M: Tak, tak.

Q: Więc w jakimś sensie nie jest on wszechmogący. Ale Pan jest wszechmogący. Tak więc...

M: Budda jest wszechmocny, ale my musimy chcieć.

Q: Dlaczego nie może nas on po prostu wyzwolić?

M: Nie może. Wtedy nie byłoby to zabawne.

Q: Ale cierpienia jest więcej niż zabawy. (Śmiech).

M: Ludzie lubią cierpienie. Budda i Jezus nie mogli zmusić tych ludzi, jeśli oni nie chcieli za nimi podążać. Ludzie mają wolną wolę, w tym cały problem. Ten świat jest negatywny. Muszą oni pracować w zgodzie z zasadami tego świata. Nie mogą wszystkiego zniszczyć. Jest to królestwo Pana Karmy. Kiedy wchodzi się do tego królestwa, to należy działać w zgodzie z jego prawami. Święci przychodzą tutaj, aby wytłumaczyć to ludziom, aby logicznie tłumaczyć to ludziom, by zachęcić ich do odejścia z własnego wyboru, z mądrości i z wyboru, nie za pomocą sztuczek magicznych, nie za pomocą hipnozy. To właśnie dlatego praca mistrza jest trudna i pełna cierpienia. Inaczej, każdy mógłby zostać mistrzem, i jeden mistrz wystarczyłby, żeby zabrać tam do góry cały świat, a tutaj nikt by nie pozostał. Ale to nie jest dozwolone, bo jacyś ludzie muszą tutaj zawsze być, po to, żeby święci mogli przyjść tutaj i nawiązywać łączność z niebem. Bo dopóki na tym świecie przebywają ludzie, inne istoty mogą się tutaj rozwijać. Pamiętasz Biblię, Stary Testament?

Q: Tak.

 

- Supreme Master Ching Hai

23:14, pureocean
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 11

Władcy różnych poziomów

 

Q: Czy Najwyższy Bóg może ukazać się w fizycznym ciele?

M: Tak. On może ukazać się w fizycznym ciele.

Q: Czy w każdym wybranym przez Siebie ciele? Czy wyznawcy różnych religii, kiedy modlą się do Boga, są w tym szczerzy i głęboko wierzą w Pana, to czy naprawdę mogą oni kontaktować się z Panem piątego poziomu?

M: Przeważnie komunikują się oni z Panem Karmy.

Q: Pan Karmy pochodzi z drugiego poziomu. Żydzi nazywają go Jahwe, ale to nie to samo co Jama czy Pan Śmierci?

M: Nie, Pan Śmierci przebywa w krainie piekła, w pierwszym poziomie.

Q: Wygląda więc na to, że Najwyższy Bóg przekazał odpowiedzialność za różne poziomy różnym Władcom.

M: Jama współpracuje z Panem Karmy.

Q: Tak więc będą oni pracować jedynie do końca naszych dni tutaj, na Ziemi?

M: Tak. Będą pracować, aż skończy się ich kadencja.

Q: Czy masz na myśli kalpę? Tak jak na przykład u hindusów są cztery kalpy, czy w tym znaczeniu?

M: Aż Pan..., aż ich karma się skończy.

Q: Masz na myśli, że to poprzez tę służbę oczyszczają się.

M: To jest skomplikowane.

Q: Tak, to jest skomplikowane.

M: Kiedy zajmują oni tę pozycję, to mają Moc Boga, żeby wykonywać swą pracę.

Q: Ale ryszi i święci mogą wpływać na te prawa; w wielu przypowieściach mówi się o tym, że mogą oni zmieniać te prawa.

M: Tak. Mistrzowie są ponad wszystkim. Zazwyczaj nie wykorzystują oni swojej pozycji mistrza, żeby je likwidować. Jedynie z nimi współpracują i przeprowadzają duszę przez tę krainę. Ale nigdy ich nie likwidują. Tak jak doradca prezydenta. Ma on władzę nad wszystkimi ministrami, a nawet strażnikami przy bramie, nigdy jednak by nie powiedział: ,,Ej ty, jesteś tylko strażnikiem tej bramy”. Nie zrobiłby tego. Wiesz o tym. On ich szanuje i gdy przyjeżdża, to pokazuje swoją kartę identyfikacyjną i czeka, aż strażnik otworzy bramę i pozwoli mu wjechać. Nie wjeżdża tak po prostu przez bramę, nic nikomu nie mówiąc, chociaż dobrze zna pałac, bo szanuje pracę każdego. Ale oczywiście, jeśli zechce zabrać ze sobą kogoś, komu normalnie nie pozwolono by przebywać w pałacu, to może to zrobić. Dzięki jego obecności i, jak by to można powiedzieć, poręczeniu, strażnik pozwoli każdemu w jego towarzystwie wejść do prezydenta. Inaczej taka osoba nie mogłaby wejść do pałacu prezydenta. Rozumiesz? Każda zwyczajna osoba, która towarzyszy wpływowej osobistości, może wejść do pałacu prezydenta.

 

- Supreme Master Ching Hai

00:07, pureocean
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 10

Jezus medytował metodą Quan Yin

Q: A na przykład Jezus, jaką metodą medytował?

M: Quan Yin.

Q: Skąd wiesz?

M: Wiem.

Q: Więc Jezus miał także wszechwiedzący umysł?

M: Tak, tak. Miał.

Q: Miał?

M: Och, proszę, nie pytaj mnie. Jeśli powiem ci zbyt wiele... (Ktoś inny z publiczności chce zadać pytanie). Tylko ty możesz mnie pytać. Zadajesz inteligentne pytania, więc pytaj dalej. Innych ludzi nie chcę już słuchać. Pytali mnie już o to tysiące razy i męczyli mnie tysiące razy, już dłużej im na to nie pozwolę.

Q: Jezus, na przykład, pochodził z Esseńczyków. Esseńczycy to był święty zakon zamieszkujący okolice Morza Martwego. Wiedziałaś o tym?

M: Tak. Pochodził z zakonu Esseńczyków, którzy byli wegetarianami od tysięcy lat. W tamtych czasach mieli oni linię przekazu.

Q: W tamtych czasach?

M: Nazywali się Białym Braterstwem, przekazywali światło i dźwięk. W tamtych czasach bardzo trudno było wstąpić do ich zakonu. Należało ślubować życie w celibacie, i że nigdy nie ujawni się ich nauk poza zakonem. Każdy, kto wstępował do tego zakonu, musiał zostać wprowadzony przez starszego członka i musiał przejść przez lata prób zanim został zainicjowany do faktycznego zakonu, dopiero wtedy mógł założyć biały habit. Był to bardzo niezwykły zakon. Byli oni ,,inkarnacjami miłości”. A Jezus złamał ślub milczenia. Ale to oczywiście nastąpiło z polecenia Najwyższego. Otrzymał on wewnętrzny nakaz. Bo nikt z tego zakonu nigdy przedtem tak jawnie nie nauczał. Po pierwsze, z powodu ślubowania. Po drugie, to było niebezpieczne. Dlatego, po tym, jak zaczął otwarcie nauczać, przed ukrzyżowaniem, Białe Braterstwo obserwowało go uważnie, próbowało go ochraniać na różne sposoby. Ale nie zdołali mu pomóc. To właśnie oni wykradli go z krzyża, czy z jaskini. Tak czy inaczej, za dużo mówię, za dużo mówię o nieważnych sprawach. Zadaj mi jakieś inne pytanie.

Q: Mistrzyni, powiedz coś na temat Egipcjan.

M: Egipcjan?

Q: Egipcjanie też byli wysoko inicjowani.

M: Tak, bo w tamtych czasach mieli żyjącego mistrza - Mojżesza. Kiedy Mojżesz żył, ludzie przez niego zainicjowani przez pewien czas zachowywali linię przekazu. To dlatego wierzyli oni, w tamtych czasach, że są dziećmi Boga. Tak samo jak teraz wy, po inicjacji, wierzycie, że jesteście dziećmi Boga. Każdy, kto ma żyjącego mistrza, jest wysoko inicjowany. Bez mistrza, czy to Egipcjanin czy Palestyńczyk, czy obojętnie kto, nie może być wysoko inicjowany. Otwieramy się poprzez mistrza, dzięki jego wewnętrznej mocy, a nie dzięki świętym tekstom i zewnętrznym obrzędom.

Q: W takim razie powiedz mi, dlaczego Mojżesz popełnił te dwa błędy? Pierwszy, kiedy zabił tych Egipcjan, po czym odszedł na pustynię na czterdzieści lat.

M: Stało się to, zanim osiągnął oświecenie.

Q: A także to, kiedy nie posłuchał Ojca, gdy Ten powiedział mu o wodzie. Nie uwierzył i dalej robił swoje.

M: Tak. To była ludzka strona Mojżesza.

Q: Ludzka strona Mojżesza?

M: Dużo jest nonsensów. Na przykład: Bóg... Jest tyle nonsensów w pismach świętych. Nie chcę o tym mówić, dobrze? Czy muszę o tym mówić?

Q: Tak, proszę.

M: Na przykład: Bóg stworzył ten świat w ciągu siedmiu dni... sześciu dni. Ale kiedy chciał stworzyć dziesięć przykazań, wtedy zabrało mu to czterdzieści dni. Miały one być bardzo święte i szanowane. Kiedy jednak Mojżesz przyszedł i zobaczył, że wszyscy się bawią i piją, i robią różne głupie rzeczy, zniszczył je. Zniszczył przykazania Boga, których stworzenie trwało czterdzieści dni. Zniszczył je. Zniszczył kamienie, na których spisane były przykazania Boga! Były one podobno spisane ręką Boga. Czyż nie? A kiedy ludzie wyrazili skruchę, to poszedł i stworzył je na nowo. Tym razem szybciej! (Śmiech). Jeśli zadasz mi jeszcze jedno takie pytanie, to będziemy mieć kłopoty. Mogę powiedzieć coś, co nie spodoba się kościołowi, czy komuś innemu. Czasami nie mówię pewnych rzeczy, bo nie chcę nikogo obrazić. Nie obraziłam nikogo?

Q: Nie, mówią, że nie.

M: Wszyscy jesteście chrześcijanami. Cóż mogę poradzić?

Q: Ja jestem i buddystką, i chrześcijanką. Posłuchaj, a wtedy, kiedy Bóg się rozgniewał? Jak Bóg może rozgniewać się na Swoich ludzi?

M: To jest interpretacja ludzi. Kiedy mówimy, że Bóg się gniewa, to znaczy, że działa prawo karmy. I to jedynie Pan, Bóg Karmy jest rozgniewany, nie Wszechmogący.

Q: Czy to z tego powodu Mojżesz nie mógł wejść do ziemi obiecanej? Mógł ją jedynie zobaczyć? Jego własna karma powróciła do niego, czy tak?

M: To była jakby zbiorowa karma tej grupy Żydów. Bóg pomagał im w czasie wielu klęsk, i uczynił dla nich wiele cudów podczas ich exodusu. Pomagał im, ratował ich, dawał im pożywienie i picie, nigdy nie musieli się o nic martwić. Ale oni okazali nieposłuszeństwo wobec Boga. Rozumiesz? I chcieli czegoś, co było sprzeczne z poleceniami Boga. Nie przestrzegali poleceń Boga. Zatem tego, co odrzucili, nie mogli dostać ponownie. Albo przynajmniej wymagałoby to ponownego rozpatrzenia po upływie długiego czasu. Na przykład, kiedy masz nagły atak choroby, idziesz do lekarza i lekarz chce natychmiast się tobą zająć. Ale ty patrzysz na tego lekarza i on ci się nie podoba, albo nagle czujesz się zdrowa i niewdzięczna mówisz: ,,Ach, już cię nie potrzebuję. Chcę tego, a może tamtego”. Oczywiście lekarz nie może się z tobą dłużej spierać, bo musi zająć się kimś innym. Później jednak robi ci się przykro i wzywasz go znowu. Niestety! Ktoś inny jest w kolejce przed tobą i musisz poczekać. Przedtem odmówiłaś. Teraz lekarz operuje kogoś innego i nie może zostawić go nie zoperowanego, z otwartym brzuchem, tylko dlatego, bo ty byłaś wcześniej. Ty odmówiłaś, kiedy była twoja kolej. A jeszcze potem mówisz, że to lekarz pogniewał się na ciebie. To nieprawda.

Q: Powiedz mi coś o wojnie między Żydami i Arabami, która trwa po dziś dzień. Bóg powiedział, że ukarze tych ludzi, gdyż byli mu nieposłuszni, że rozproszy ich po całym świecie, a Arabowie będą walczyć z nimi aż do końca swych dni.

M: To dlatego, bo czcili oni zazdrosnego Boga. Czcili Władcę drugiego świata. Czcili Pana Karmy, który jest w drugim poziomie i to ten Bóg ich ukarał. Jeśli czciliby Wszechmogącego, lub jeśli ich mistrz Mojżesz byłby wielkim świętym, nie musieliby przez to wszystko przechodzić. Także, jeśli już raz straciłaś szansę, musisz cierpieć przez wiele, wiele pokoleń, wiele tysięcy lat, aż koło się zamknie i będziesz naprawdę mieć wszystkiego dosyć, i okażesz prawdziwą skruchę. Wtedy przybędzie mistrz i zbawi cię.

Jeden z moich uczniów, kiedy po raz pierwszy mnie zobaczył, po wysłuchaniu wykładu poszedł do domu. Nie chciał przyjąć inicjacji. Odmówił jej przyjęcia. Uważał, że to nie jest konieczne. Uważał, że jest dobrym człowiekiem, że praktykuje, od czasu do czasu medytuje, robi tylko dobre rzeczy i nie potrzebuje mistrza. A jeszcze do tego kobieta, kobieta - mistrz! ,,A pisma buddyjskie przecież mówią, że kobieta nie może zostać Buddą” - tak powiedział. Ale on w poprzednim życiu dobrze praktykował. Miał tę zasługę, że spotkał Buddę i osiągnął oświecenie. Poza swym wielkim ego, było w nim też coś dobrego. Tak więc kiedy przyszedł na wykład, poczuł, wiedział, miał wizję, zobaczył mnóstwo światła i Buddów. Wiedział, że tzw. Mistrzyni Czing Hai nie jest kimś zwykłym. Wiedział to. To nie to, że on nie wiedział. Wiedział, ale odmówił. Stwierdził, że nie jest mu to potrzebne, że sam sobie wystarczy. Robił dobre uczynki, zawsze dawał na ofiarę w świątyniach buddyjskich i dawał jałmużnę, i wszystko było jakby w porządku. Poszedł więc do domu. Ale niektórzy z naszych uczniów w pewnym sensie namawiali go: ,,Dlaczego nie przyjmiesz inicjacji? To taka dobra okazja. Nigdy nie wiadomo, możesz umrzeć bez inicjacji. Nigdy nie wiadomo, kiedy Mistrzyni znów przyjedzie, wiesz, wszystko może się zdarzyć. Przyjmij inicjację”. I w ten sposób, jak by to można powiedzieć, został wytrącony ze swojego postanowienia.

 

- Supreme Master Ching Hai

12:47, pureocean
Link Dodaj komentarz »
Rozmowa o Prawdzie część 9

Mistrz poświęca swoje fizyczne ciało

Q: Tak. Przyjrzyjmy się teraz Jezusowi. Widzimy, że Jezus znał dobrze stare pisma żydowskie i sam stał się częścią przesłania o Mesjaszu.

M: Już skończyłaś?

Q: Tak więc, kiedy myślę o Żydach, to zadaję sobie takie oto pytanie: Pan Jezus wiedział, że będzie musiał umrzeć w sposób, w jaki umarł, ponieważ w pewnym momencie prosi Boga: Proszę Panie, czy możesz zabrać tę moją czarę? Nie chciał tak umierać.

M: Czy możesz ode mnie zabrać tę czarę z gorzkim napojem? Nie chciał go wypić. Jest to ludzka strona każdego mistrza. Poprosiłabym o to samo, jeśli miałabym być ukrzyżowana. Proszę o to samo, kiedy Bóg domaga się ode mnie czegoś, czego nie chcę zrobić. W końcu i tak to robię. Mistrz robi wiele nadludzkich rzeczy i wytrzymuje każdą sytuację, jego cierpliwość i miłość są nieskończone. Ale to nie znaczy, że mistrzowie lubią wszystko, co robią. Otóż oni też się boją. Oni też muszą robić rzeczy, których nie chcą zrobić, ale muszą je zrobić. Jeśli lubiliby wszystko, co robią, to jaką wartość miałoby ich poświęcenie? Rozumiesz?

Q: Tak, rozumiem.

M: Na przykład, bardzo lubisz pieniądze. Zależy ci na nich i zarabiasz dużo, ponieważ chcesz i ciężko na nie pracujesz. Ale kiedy jest to konieczne, to dajesz je innym. Nie robisz tego dlatego, że nie lubisz pieniędzy. Jeśli byś nie lubiła pieniędzy, to po co pracowałabyś tak ciężko? Ale musisz je oddać dla dobra innych. Dlatego pieniądze, które ofiarowujesz mają nawet większą wartość, bo lubisz je mieć. Kiedy oddajesz coś, czego nie lubisz, albo coś, czego chcesz się pozbyć, to czy wtedy jest sens o tym mówić?

Q: Ale dlaczego Bóg chciał, żeby Jezus umarł w taki sposób?

M: Bo bez tego grzechy jego uczniów nie zostałyby zmyte. Ciało mistrza istnieje w dwóch celach. Pierwszy: po to, żeby uczniowie w tym fizycznym świecie mogli je widzieć. Nie potrafią zobaczyć astralnego ciała mistrza. Drugi: ciało mistrza istnieje po to, by mistrz mógł je poświęcać. Istnieje ono po to, żeby zbierać na siebie wszystko to, czego muszą pozbyć się uczniowie. Żeby zbierać grzechy uczniów, które potem muszą zostać oczyszczone. Podobnie jak śmieciarze, którzy muszą najpierw zebrać śmieci, posługując się swoim ciałem, prawda? Muszą użyć swoich rąk, aby podnieść pojemnik ze śmieciami i wsypać je na śmieciarkę, a później wyrzucić do morza lub na teren śmietniska. Ale zanim to nastąpi, ich ciało jest brudne i cuchnie tak samo jak śmieci. Śmieci nie pozostają z nimi, smród nie pozostaje z nimi na zawsze. Ale muszą oni poczekać, aż pojadą do domu i umyją się, gdy będą mieć czas, by się wymyć. Kiedy podnoszą śmieci, to śmieci są z nimi, chociażby tylko przez 5 minut czy 5 sekund. Rozumiesz?

Q: Budda także miał uczniów, a nie musiał tak umierać.

M: Z różnych względów. Po pierwsze: Budda żył w Indiach. Indie to był święty kraj. Od wielu tysięcy lat ludzie tam żyjący byli wegetarianami i czytali św. teksty, i praktykowali, i czcili świętych. Mieli czyste serca. Po drugie: Budda także cierpiał, ale inaczej, psychicznie. Pewnego dnia już nie mógł tego wytrzymać. Zostawił wszystkich uczniów i odszedł samotnie w dżunglę na trzy miesiące. Oczywiście mistrzowie rzadko mówią o wewnętrznym cierpieniu, ale ono istnieje. Żaden mistrz od niego nie może uciec. A czasami to cierpienie jest tak wielkie, jest zbyt duże, tak że objawia się ono na ciele w formie choroby bez powodu, czy w formie ataku na otoczenie lub krytyki. Widzisz, to wewnętrzne cierpienie jest gorsze niż cierpienie fizyczne. Jest ono gorsze niż piekło. Czasami, kiedy mistrz się śmieje, żartuje, tańczy, czy nawet kiedy spożywa posiłek z uczniami, nikt nie wie, co się dzieje w jego wnętrzu. Mistrz często cierpi za zamkniętymi drzwiami. Pamiętasz Milarepę?

Q: Tak, pamiętam.

M: Mimo że nie miał wielu uczniów. Nie był on w tamtych czasach taki sławny i ukrywał się w jaskiniach w Himalajach. Nie schodził nawet do miasta, żeby udostępnić swoje nauki wiekszej grupie ludzi. Tylko nieliczni, którzy o nim słyszeli, przyszli do niego. I wiesz, w tamtych czasach nawet pójście w Himalaje, by się z nim spotkać, nawet to było czymś wyjątkowym. Niewiele osób było na to stać. Wiesz, jak bardzo niedostępne są pewne miejsca w Himalajach, możesz sobie więc wyobrazić, że niewielu ludzi go poznało. Mimo to cierpiał. Został otruty. Został otruty z zazdrości. To było przyczyną jego śmierci. Wiedział, że tak będzie, ale zgodził się na to. Tak samo jak Jezus wiedział, że będzie ukrzyżowany, ale pogodził się z tym. Nie ma wyboru. Nie ma wyboru. Kiedy Bóg czegoś chce, nie masz wyboru.

Q: Dlaczego Bóg chce takich rzeczy?

M: By zmyć grzechy uczniów.

Q: Czy nie mógł wymyślić jakiegoś pozytywnego sposobu na zmywanie grzechów uczniów?

M: Nie, ponieważ ten świat nie jest pozytywny. Jest to świat mocy negatywnej. Kiedy tutaj przychodzisz, musisz postępować zgodnie z prawem karmy. W przeciwnym razie naruszysz prawo królestwa tego fizycznego świata i zapanuje w nim chaos. I wtedy każdy będzie robił to, na co tylko będzie miał ochotę i nie będzie za to karany. Ludzie będą zabijać, kraść, robić te wszystkie złe rzeczy i nikt nie będzie za to ukarany.

Q: Jak wiesz, Rama Maharishi umarł na raka, Swami Shivananda też. Czy oni także brali na siebie karmę?

M: Tak. Ale to jedynie ostatni akt tej sztuki. Bardziej dramatyczne rzeczy działy się za ich życia.

Q: A co ze Swamim Vivekanandą? On nie umarł w taki sposób.

M: A jak?

Q: Nie wiem. Nie słyszałam, żeby miał raka, czy trąd, czy coś w tym rodzaju.

M: Może to było coś innego. Nie wszyscy umierają na raka czy zostają ukrzyżowani.

Q: Tak jak Śri Arubindo, on po prostu wszedł w samadhi. I Matka także.

M: Wewnętrzne cierpienie, cierpienie w środku, cierpienie psychiczne jest gorsze niż ból fizyczny. Ale, jak już powiedziałam, mistrzowie też różnią się poziomem. Jeśli nie inicjujesz uczniów i nie bierzesz na siebie ich karmy, to nie musisz cierpieć. Vivekananda nie był mistrzem na tym poziomie.

Q: A Śri Arubindo?

M: O to mnie nie pytaj, bo zaraz wszyscy zaczną mieć pretensje. Mistrzowie różnią się od nauczycieli.

Q: Ale wszyscy oni muszą medytować. Znaczy to, że kluczem do bycia mistrzem jest zawsze medytacja.

M: Są różne medytacje.

 

- Supreme Master Ching Hai

01:39, pureocean
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 8

Poziom nauk zależy od poziomu ucznia

M: Nie obchodzą mnie nawet święte teksty. Bo Budda raz mówił do pewnej grupy uczniów z pewnego punktu widzenia, a kiedy indziej zwracał się do innej grupy. Mówił dwie różne rzeczy. Niektóre wypowiedzi zawarte w pismach nie zostały nawet wypowiedziane na Ziemi, dlatego ich poziom jest inny. Na przykład tekst o Buddzie Wrota Ziemi, o Bodhisattwie Wrota Ziemi został wygłoszony w Niebie. Na samym początku tej sutry jest powiedziane, że Budda udał się do takiego a takiego Nieba, i że zebrali się tam wszyscy bodhisattwowie. Prawda? Uczniowie na wyższym poziomie udali się tam także i wszystko słyszeli, zapamiętali, wrócili i spisali to. W ten sposób można wyjaśnić różnice, czy niekiedy nawet paradoksy pojawiające się w tekstach. To dlatego, że Budda uczył ludzi na Ziemi w inny sposób, a ludzi w Niebie w inny, a jeszcze w inny sposób uczył bodhisattwów. Wiele tekstów nie zostało wypowiedzianych na Ziemi, tak jak np. Sutra ,,Flower Gallon”. Nie odnosi się ona do Ziemi.

Q: Sutra Serca też.

M: Och, to jest jeszcze coś innego. Sutrę Serca Budda skierował tylko do jednego ucznia, do Sariputry.

Q: Aha, do Sariputry. Gdyż tylko on jeden mógł zrozumieć, o czym mówił Budda.

M: Tak. Dzisiaj ludzie czytają ją na głos i codziennie powtarzają, nic nie rozumiejąc, bo oni nie są na poziomie Sariputry.

Q: Tak jak ja, kiedy zaczęłam studiować Sutrę Lotosu, to także jej nie mogłam zrozumieć.

M: Ale to jest bardzo proste.

Q: Nie, trudne.

M: Teraz jest to proste.

Q: Tak?

M: Przeczytaj ją jeszcze raz.

Q: Muszę spróbować.

M: Ja często przytaczam Sutrę Lotosu, zwłaszcza rozdział o bodhisattwie Quan Jin.

Q: Powiedz nam o tym.

M: Jeśli znałabyś chiński, byłoby to dla ciebie jasne, już byś ją zrozumiała. Nie mogę ciągle powtarzać tych samych rzeczy. Już o tym mówiłam w innym języku.

Q: Powiedz nam jeszcze raz, powiedz.

M: Nie, nie mam teraz nastroju. Do tego musi być odpowiednia chwila. Zostało to nagrane w języku chińskim, tutaj, podczas Odosobnienia. Możesz poprosić kogoś, żeby ci przetłumaczył to na hiszpański. No dobrze, możesz zapytać mnie o to, czego tam nie rozumiesz.

Q: Na przykład, kiedyś pewien człowiek, który wierzył w Boga, zapytał Buddę, czy Bóg istnieje, inny człowiek, który nie wierzył w Boga, także zapytał, czy Bóg istnieje, a bodhisattwa, który też tam był, również czekał na odpowiedź. Wtedy Pan Budda ...

M: ... dał im trzy różne odpowiedzi.

Q: ... dał im trzy różne odpowiedzi.

M: Czy tak?

Q: Tak. Tak więc był on w jakimś sensie jak lustro, ale nigdy nie dał jednoznacznej odpowiedzi. Wyjaśnij to proszę.

M: Powiedz, której odpowiedzi nie rozumiesz.

Q: Wiesz, pierwszemu człowiekowi, temu, który wierzył, odpowiedział właśnie to, w co ten człowiek już wierzył. Powiedział mu: ,,Tak, Bóg istnieje”. Temu, który nie wierzył, powiedział: ,,Boga nie ma”. Więc zaprzeczył swojej pierwszej odpowiedzi.

M: A trzeciemu?

Q: Do bodhisattwy oczywiście w ogóle się nie odezwał.

M: To bardzo miłosiernie. Powinien był go zbić. Wkracza w zaszczytny poziom bodhisattwy, a ciągle jeszcze zadaje to głupie pytanie. Nie rozumiesz? Co do człowieka, który wierzył, że Bóg istnieje: wierzył on tak mocno, że tzw. Bóg pomaga mu w życiu, że życie to utrzymuje w porządku i dyscyplinie, toteż Budda nie chciał niszczyć jego światopoglądu, nie mając czasu na to, by zbudować mu nowe wyobrażenie o Bogu. Na przykład, ja także zawsze mówię o Bogu. Jeśli ludzie wierzą w Boga i żyją w wewnętrznej czystości i dyscyplinie, a także medytują o Bogu, to dlaczego miałabym mówić im, że Boga nie ma. Nie byłoby to dla nich dobre. Wprowadziłoby to zamęt w ich umysłach i zniszczyłoby wszystko, na czym im zależy i co zbudowali. A oni przecież na tym opierają swoje życie. A co do tego, który wierzył, że Boga nie ma, to prawdopodobnie był to człowiek oświecony. Wiedział, że nie istnieje taki Bóg, jakiego sobie wyobrażamy. Ale musimy być oświeceni, by wiedzieć, że Bóg jest energią mocy miłości i mądrości. To nie jest tzw. Bóg, w którego wierzy większość ludzi. Znasz wyobrażenia ludzi. Taki Bóg nie istnieje. To Budda miał właśnie na myśli. Drugi mężczyzna twierdził, że takiego Boga nie ma. Oczywiście Budda rozumiał, o co mu chodziło i znał jego poziom, więc to potwierdził: ,,Tak, tak. Boga nie ma.” Ponieważ tamta osoba zrozumiała już, czym jest Bóg, że nie jest On indywidualną osobą, czy kimś, kto na waszą prośbę, jak sobie wyobrażacie, zrobi to czy tamto itp., Budda to potwierdził. Powiedział: ,,Tak, masz rację. Dobrze”. To nie znaczy jednak, że Budda był ateistą, a tylko, że tamten człowiek naprawdę rozumiał, czym jest Bóg; nie jedynie przyjęty powszechnie wizerunek, ale prawdziwy Bóg. Bóg o którym nie trzeba nawet mówić ,,Bóg”. Rozumiesz? Mądrość, moc miłości i wszechmiłosierdzie.

Q: Uniwersalne, nie jednej osoby, nie jednej osoby.

M: Tak, nie taki Bóg jak większość ludzi sobie wyobraża.

Q: Tak.

M: A ten trzeci, bodhisattwa, oczywiście nie powinien zadawać takiego głupiego pytania, jeśli sam siebie nazywa bodhisattwą!

Q: Nie jestem pewna, czy bodhisattwa zadał jakieś pytanie. On jedynie siedział koło Buddy, i dlatego Budda się uśmiechał.

M: Tak, tak. Były trzy odpowiedzi.

Q: Tak? On nie powinien był o to pytać, to prawda.

M: Otóż bodhisattwa powiedział tak: ,,Dlaczego odpowiedziałeś pierwszemu: tak, a drugiemu: nie?” Oczywiście głupie pytanie. Po pierwsze nie miało to z nim nic wspólnego. To nie jego sprawa, czy Budda powiedział tak czy nie. Powinien to rozumieć. Czy jeszcze coś? Czy już wszystko jest jasne?

21:56, pureocean
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie cześć 7

W Królestwie Bożym nie ma ani kobiet ani mężczyzn

Q: Istnieją też święci, hinduscy święci, którzy nie uznają podziału na mężczyzn i kobiety. Ale widzisz, trudno jest znaleźć świętą kobietę. Ty jesteś drugą, jaką spotkałam w swoim życiu, bo ich po prostu nie ma. Święci zawsze przychodzą jako mężczyźni.

M: Są silniejsi, więc zabierają wszystkie miejsca. Kobiety nie mogą walczyć z mężczyznami, więc im ustępują. Także to, że zazwyczaj kobiety nie mają dużego ego. Mężczyźni mają duże ego i kiedy toczy się wielkie wpółzawodnictwo, kobieta raczej mówi: ,,Niech ci będzie, weź sobie to miejsce.” Kobiety uczy się, żeby w rodzinie zajmowały drugorzędną pozycję, tak samo jest w królestwie świętych. Mężczyźni są zazwyczaj bardzo agresywni i mają wielkie ego. Nic dziwnego, że zajmują wszystkie pozycje, nawet pozycje świętych. Tak to wygląda. Kobiety oddają wielkie usługi ludzkości. Bez kobiety nie narodził się żaden mężczyzna. Ale jak się już urodzą, zaczynają atakować kobietę, i poniżają ją. Po tym, jak kobieta ich nosiła w swoim łonie, karmiła i uczyła. Tak czy inaczej, jest to walka ego. W Królestwie Bożym nie ma mężczyzn i kobiet. Tak. Ja czuję się kobietą, kiedy chcę czuć się kobietą, i czuję się mężczyzną, kiedy chcę czuć się mężczyzną.

Q: To prawda. Ja tak samo.

M: Odpowiednio do sytuacji.

Q: Tak.

M: I odpowiednio do danej sytuacji. Bo w przeciwnym razie, nie jestem ani mężczyzną ani kobietą. Jeśli byłabym mężczyzną, to nie mogłabym być Buddą. Jeśli byłabym kobietą, to także nie mogłabym być Buddą. Bo kiedy jest się określonym w jakiś sposób, nie można być Buddą. Należy być elastycznym.

Q: Ale czy wiesz, że powszechnie uważa się, że było wielu Buddów, ale wszyscy byli mężczynami, nie było ani jednej kobiety. Wszystkie imiona Buddów są męskie.

M: Nie czytałaś Sutry Lotosu? Buddyjskiej Sutry Lotosu? W czasach, kiedy żył Budda, żył też bodhisattwa Mandziuśri. Pewnego razu wszyscy bodhisattwowie zebrali się razem i zapytali Mandziuśriego: Nauczałeś w wielu miejscach, czy ktokolwiek dzięki twoim naukom został Buddą? Mandziuśri odrzekł: Tak, tak. Była jedna mała dziewczynka Smok. Ona została Buddą. Miała tylko 8 lat. Tak więc jest to policzek dla wszystkich mężczyzn. Żaden mężczyzna nie został Buddą w tak młodym wieku, z Buddą Siakjamunim włącznie. Wszyscy musieli przekroczyć trzydziestkę, jako mężczyźni i jako ludzie. Ta mała dziewczynka Smok, ośmioletnia, została Buddą. Oni czasami sobie tak żartują. (Śmiech). Zatem, jeśli mała dziewczynka Smok mogła zostać Buddą, to dlaczego ja nie mogłabym, dlaczego nie mogłabym zostać Buddą? Jeśli ona miała tylko osiem lat, to ile czasu mogła praktykować? Najwyżej osiem lat. I już mogła zostać Buddą! Ja mam ponad trzydzieści lat, czterdzieści, dlaczego nie mogłabym zostać Buddą? To jest nielogiczne! Więc widzisz, zaprzeczają sami sobie.

19:29, pureocean
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie cześć 6

Dyskryminacja kobiet nadal istnieje część 2

Q: Wiesz, kiedyś byłam w Himalajach w Jyotirmath. Przebywa tam Shankaracharia. Jest on papieżem hindusów. Wiesz, że kobieta, że kobiety nie mają prawa tam przebywać. Chodziłam wtedy w moich mnisich szatach, z ogoloną głową i oni myśleli, że jestem mężczyzną.

M: Tak więc tobie pozwolili.

Q: Tak, pozwolili mi, a ja im nic nie mówiłam, tylko grałam przed nimi tę rolę. Mieszkałam ze wszystkimi mnichami, jadaliśmy razem obiady. Mój głos brzmi jak męski. Klepałam ich po plecach, zachowywałam się więc jak mężczyzna i byłam w pełni akceptowana. Kiedy brałam prysznic, opierałam stopy o drzwi, żeby inni mnisi nie mogli ich otworzyć i zobaczyć, że jestem mniszką, a nie mnichem. I tak, było gdzieś koło szóstej wieczorem i rozmawialiśmy już z Shankaracharią od kilku godzin i słuchaliśmy jego wykładu. Wydawał mi się bardzo oświeconą istotą. Naturalnie wówczas uważałam, że jest on bardzo oświecony, ten najwyższy papież hindusów. Ale wtedy usłyszałam kobiecy głos dochodzący z dołu. Wszyscy byliśmy na pielgrzymce w Jyotirmath i były tam tysiące pielgrzymów. Ta mniszka była z Saraswati Math. Jest to ten sam zakon co Shankacharii. Na dole było kilku mężczyzn i ona sama. Broniła się, gdyż ją atakowali. Jej stopy krwawiły, bo szła na pielgrzymkę bez butów. Broniła się, bo wyrzucali ją stamtąd. Odnosili się do niej bardzo agresywnie.

M: Z dużą nienawiścią. Wiem, wiem. Oni naprawdę nienawidzą kobiet. Uważają, że kobiety są niebezpieczne, ale nie wiedzą dlaczego. Brak w tym logiki. Jedynie ślepo przestrzegają tej reguły. Każda kobieta, która do nich przyjdzie, zostanie pobita i wyrzucona. Nie obchodzi ich, co się z tobą stanie. Oni muszą jedynie przestrzegać reguł. To wszystko. Ślepo przestrzegają reguł, nie biorąc pod uwagę nic, nie rozumiejąc tych reguł.

Q: Nie rozumiejąc ich i nie podążając za naukami Shankaracharii. Pierwsze, co Shankaracharia powiedział, to: ,,Wszyscy jesteśmy jednym”.

M: Uważają oni, że kobiety zbrukają ich zakon, że skalają ich samą swoją obecnością. Uważają, że kobieta jest czymś niższym niż mężczyzna.

Q: Uważają, że kobieta jest diabłem. Do tego już doszli.

M: Tak.

Q: Tak więc oczywiście potraktowali ją w ten sposób, z pogardą i zupełnie bez współczucia, bo już był wieczór, mróz ze śniegiem, a ona nie mogła już dalej iść, bo była zupełnie wycieńczona i jej stopy krwawiły.

M: Tak, fanatycy.

Q: Fanatycy, rozumiesz. A był z nią mnich, także z zakonu Saraswati Math, ale nic nie mówił. Ona stała tam sama, pośród około dwudziestu atakujących ją mężczyzn. Nie mogłam więc sobie tak po prostu tam pozostać, mając do dyspozycji wygodne mnisie łóżko i przespać w nim tę noc, a potem spotkać się z Shankaracharią o dziewiątej rano, tak jak się umówiliśmy. Nie mogłam tego zrobić. Musiałam jej bronić, bo sama przecież także jestem kobietą. Tak więc wtrąciłam się.

M: Tylko po to tam byłaś.

Q: Właśnie tylko po to.

M: Tylko po to, żeby dać im nauczkę.

Q: Żeby dać im nauczkę. Wiedziałam, że wszyscy myśleli, że jestem mnichem.

M: To zostało zaaranżowane, żebyś tam była.

Q: Rozumiesz, Bóg tak chciał.

M: Inaczej nikt nie mógłby być aż tak ślepy, żeby nie zauważyć twojej figury i wziąć cię za mnicha, chyba że za ,,małpkę” (to gra słów w jęz. angielskim: monk - mnich i monkey - małpa).

Q: Za małpkę może, ale za mnicha?! Wszyscy myśleli, że jestem mnichem, wszyscy. Wszyscy wierzyli, że jestem mnichem, mężczyzną. Nie przypuszczali nawet, że mogłabym być kobietą. Rozumiesz, nie chciałam ich oszukać. Ja tylko przyjęłam rolę, jaką mi narzucili i kontynuowałam tę grę. Tak więc naturalnie, kiedy ta kobieta zaczęła wołać o pomoc, pobiegłam jej bronić. Powiedziałam tym mnichom, że oni wszyscy pochodzą z ciała kobiety, że urodziły ich kobiety. I doprawdy nie mogłam tego zrozumieć, ponieważ w hinduizmie bardzo szanuje się Matkę. Święta Matka jest dla nich bardzo ważna.

M: Tak, tak.

Q: Oni nie dali jej żadnego miejsca, nawet koło łazienki, w jakimkolwiek osłoniętym miejscu. A znajdowaliśmy się na wysokim wzgórzu, a to oznaczało, że ta mniszka musiałaby zejść z tego wzgórza na krwawiących stopach, półżywa, musiałaby przejść całe to wzgórze.

M: A oni czczą Świętą Matkę.

Q: Tak. Czczą Świętą Matkę. Ale nie widzieli Jej w tej biednej mniszce. Naturalnie więc poczułam się odpowiedzialna za to, by zaopiekować się tą mniszką, znaleźć dla niej jakieś miejsce, gdzie mogłaby przenocować i coś zjeść. Więc powiedziałam im prawdę, także to, że nie jestem mężczyzną.

M: Reguły są po to, żeby chronić osoby praktykujące. Nie powinniśmy przywiązywać się do nich, zatracając elastyczność krzywdzić innych. Teraz w końcu zaczęłaś przestrzegać swoich zasad.

Q: Tak, by mówić prawdę. Tak więc rozumiesz, zabrałam tę biedną mniszkę oraz tego mnicha z Saraswati ze sobą. Pozostali mnisi byli przerażeni. I powiedziałam im jeszcze, że nie zobaczę się z Shankaracharią.

M: Byli przerażeni.

Q: Tak, przerażeni. I powiedziałam im, że skoro Shakaracharia uczy nas, że wszyscy jesteśmy jednym, to musimy także stosować się do tego w swoich czynach. Potem z tym drugim mnichem zabraliśmy tę nieszczęsną mniszkę. Wiesz, całe to miejsce było wypełnione tysiącami pielgrzymów. Czy zgadniesz, gdzie znaleźliśmy miejsce dla tej mniszki, tej hinduskiej mniszki? U sikhów.

M: Gdzie? Ach, tak, tak.

Q: U sikhów. Wiesz, że hindusi i sikhowie walczyli wtedy ze sobą i zabijali się nawzajem.

M: Sikhowie przyjęli ich, kiedy nigdzie nie było dla nich  miejsca.

Q: Jedynie sikhowie otworzyli drzwi przed hinduską mniszką. Wtedy zobaczyłam absurdalność religii.

M: Tak, tak. Jedynie miłość się liczy, nie religia. Sikhowie są dobrzy.

Q: Są piękni. Przebywałam z nimi i studiowałam pisma świętych sikhijskich.

M: Tak, z tego co wiem, to hindusi także są dobrymi ludźmi, ale są wśród nich też fanatycy, jakich spotkałaś.

20:15, pureocean
Link Dodaj komentarz »
Rozmowa o Prawdzie cześć 5

Dyskryminacja kobiet nadal istnieje częśc 1

Q: Mistrzyni, co powiesz o Biblii i Dharmapadzie, w obydwu mówi się o kobietach. Obydwie jesteśmy kobietami, więc jest to dosyć ważny temat. W Dharmapadzie Pan Budda powiedział, że nie chce, by kobiety wstępowały do zakonu.

M: Nie winię go za to. Kobiety są niebezpieczne. Czy możesz wyobrazić sobie sanghę pełną kawalerów, wszyscy to piękni mężczyźni o silnych ciałach i seksualnym, fizycznym pożądaniu? A tutaj przychodzą kobiety. Jak myślisz? Już i tak jest im ciężko walczyć ze sobą, a teraz jeszcze dochodzi pokusa. Co o tym sądzisz? Byłoby im jeszcze trudniej. Poza tym Budda miał też na uwadze społeczne obyczaje w ówczesnych Indiach. A także trudności życia w sandze, bo musiała się ona zawsze przemieszczać, panowały w niej trudne i surowe warunki, kobieta nie mogłaby prawdopodobnie ich znieść. Nawet niektórzy mężczyźni, nie mówiąc już o kobietach, nie radzili sobie.

Niektórzy mnisi, kiedy ze mną jeżdżą, mówią: ,,Nie mogę nadążyć za Mistrzynią. Za dużo tego, za szybko, za dużo”. Wszyscy narzekają, ale po jakimś czasie przyzwyczajają się. Czasami jest ciężko. Podczas mojej wizyty na Filipinach towarzyszyło mi kilku mnichów i kilku świeckich uczniów. Między nimi byli też mężczyzna i kobieta, zupełnie nowi, dopiero co zaczęli praktykować. Mężczyzna spał całymi dniami, a kobieta ledwo mogła nadążyć. W grupie był także nie inicjowany mężczyzna, polityk. Musiałam wtedy zajmować się sprawą wietnamskich uchodźców, zmuszeni więc byliśmy pracować z nie inicjowanymi osobami. Był on bardzo wystraszony, widząc, w jaki sposób się poruszam. Tak sapał (Mistrzyni zabawnie go naśladuje). I kiedyś zapytałam go o tę kobietę. Spytałam: ,,Gdzie jest taka a taka kobieta? Gdzie jest ta uczennica?” A on odpowiedział: ,,Umarła”. (Mistrzyni śmieje się). ,,Jest półżywa”. Ja na to: ,,Co? Ja odjeżdżam, a ona nawet nie przyszła na lotnisko pożegnać się ze mną? Co z niej za uczennica? Co ona takiego robiła? Prawie nic!” A on spojrzał bardzo nieszczęśliwie i powiedział: ,,Mistrzyni, ona jest tylko zwyczajną kobietą”. (Mistrzyni śmieje się). Spytałam: ,,Co masz na myśli mówiąc, że jest ona tylko zwyczajną kobietą? A ja to co?” Naprawdę nie rozumiałam. Nie chciałam sprawiać nikomu kłopotu, tylko byłam zdziwiona. Chciałam jej powiedzieć, żeby coś dla mnie zrobiła, potem, jak wyjadę, a jej nie było, więc byłam, rozumiesz, w jakimś sensie oburzona. A on powiedział: ,,Och, nikt nie może pracować w taki sposób jak ty”. Tak po prostu. (Mistrzyni śmieje się). ,,Ty nie jesteś kobietą. Nie jesteś z tego świata. Nikt za Tobą nie może nadążyć”. Powiedział mi to prosto w twarz. Dodał jeszcze: ,,Nawet mężczyźni nie mogą za Tobą nadążyć, nie mówiąc już o kobietach”. Byłam tak zaskoczona, że musiałam pomyśleć o tym. Musiałam to przemyśleć, nie potrafiłam nic na to odpowiedzieć. Ciągle jeszcze się zastanawiam, czy to prawda.

20:09, pureocean
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie cześć 4

Mistrz uczy każdego w inny sposób

Q: Mistrzyni, wyjaśnij mi jeszcze jedno. Pan Budda uczył zazwyczaj na czterech poziomach, zależnie od ludzi, od słuchaczy, Pan Jezus natomiast zwykle uczył na jednym poziomie; nigdy nie powiedział, że daje różne nauki.

M: Jakie cztery poziomy?

Q: Kiedy byliśmy u lamów, uczono nas, że istnieją cztery rodzaje ludzi. Niektórzy są bardzo rozwinięci. I tak, odpowiednio do inteligencji ludzi, Budda uczył ich w inny sposób.

M: Tak, tak, ale tylko wewnątrz. Inicjacja jest taka sama. Wewnątrz mistrz uczy każdego inaczej i nawet najbliższy przyjaciel tej osoby o tym nie wie. Nawet mąż i żona wewnątrz otrzymują inne nauki. To nie są tylko cztery poziomy, to są cztery tysiące poziomów, cztery miliony poziomów, itd.

Q: Więc Jezus uczył w ten sam sposób?

M: Tak.


Czasy, w jakich żyli Jezus i Budda

M: Jezus nie miał dużo czasu, żeby nauczać. Miał tylko trzy i pół roku zanim został ukrzyżowany. Musisz także wiedzieć, że za czasów Jezusa bardzo trudno było nauczać. Ze względu na ówczesną sytuację polityczną, on i jego uczniowie nie mogli swobodnie nauczać swojej doktryny. W tamtych czasach każdy, kto zdobył sławę, narażony był na zawiść ze strony kościoła i rządu imperatora. I powinnaś wiedzieć, że ówcześni ludzie byli na niskim poziomie rozwoju duchowego. We wszystkich świątyniach ciągle zabijano zwierzęta, by złożyć ofiarę. I dym unosił się aż do nieba, czerniały od niego sufity w kościołach, a ręce kapłanów umazane były krwią. Okropny swąd wypełniał wiele zakątków pod niebem Egiptu i Palestyny.

Q: A Budda?

M: Budda miał szczęście. Urodził się w Indiach, gdzie nauki duchowe były już rozwinięte, większość ludzi była wegetarianami i czciła świętych. I rywalizacja polityczna w tamtych czasach nie była niebezpieczna. Ponadto Budda urodził się księciem. Każdy wiedział, że porzucił całe królestwo, żaden król nie przypuszczał więc, że mógłby próbować zostać królem i z nim rywalizować.

Jezus natomiast nie pochodził z rodziny arystokratycznej, a istniała przepowiednia, że narodzi się król Żydów. Istniała obawa, że Jezus przeprowadzi rewolucję i ogłosi się królem Żydów, tak więc to wywołało niepokój rzymskiego rządu. Widzisz, musisz spojrzeć także na tło historyczne, aby zrozumieć, dlaczego Jezus i Budda tak się od siebie różnili, i dlaczego chrześcijaństwo rozwinęło się w takim kierunku, a buddyzm w innym. To jest poziom fizyczny, rozumiesz? Istnieją także inne przyczyny, które musimy wziąć pod uwagę, takie jak boski plan i duchowy poziom rozumienia ludzi w tamtych czasach. Jezus jednak miał szczęście, że go ukrzyżowano. Umarł w chwale. Umarł u szczytu swojej popularności. Jeśli żyłby dłużej, prawdopodobnie zadano by mu więcej cierpień, może nawet poniżej jego godności.

Q: Jezus zawsze mówił, że on tylko pragnie wypełniać pismo święte. Cokolwiek by nie zrobił, jakich słów by nie użył, jakie by nie były jego czyny, on zawsze wypełniał posłanie pisma świętego.

M: Nie przyszedłem, by niszczyć prawo, ale by je wypełniać. Cóż, każdy mistrz robi to samo. Przychodzą tu jedynie po to, aby lepiej wyjaśnić ludziom święte teksty. Bez pomocy naprawdę oświeconego mistrza niewielu potrafi zrozumieć, o czym mówią święte teksty. Widzisz, zaistniało mnóstwo nieporozumień. Znasz wszystkie święte pisma. Większość tych tekstów zabrania jedzenia mięsa. A zobacz, w kościele, od tych postawionych bardzo wysoko po najniższych, biskupi i wyznawcy, wszyscy jedzą mięso i piją wino. Bóg powiedział: Kto kazał wam zabijać te wszystkie kozy, woły na ofiarę dla mnie? Wasze ręce pełne są niewinnej krwi. Powinniście zaprzestać czynienia tych wszystkich grzechów, bo inaczej, kiedy będziecie się modlić, odwrócę Swoją głowę, nie wysłucham was. Okażcie skruchę i przestańcie, bo inaczej nie wybaczę wam. Czyż nie?

Jeśli Bóg zabrania nam zabijać nawet na ofiarę dla Niego, jak moglibyśmy się ośmielić jeść mięso i ofiarowywać je samym sobie? Tak? To jest nielogiczne. Poproś papieskich dygnitarzy o odpowiedź na to jedno tylko pytanie. Jedno zdanie tylko, nie musimy omawiać całej Biblii. Bez żyjącego mistrza każdy jest duchowo ślepy. Dlatego bycie niewidomym w sensie fizycznym to nic. Uważam, że ci, którzy do mnie przychodzą, są naprawdę bardzo oświeceni, bardziej niż te miliony ludzi, którzy mają oczy, ale nie mogą zobaczyć. Dlatego Biblia mówi: Patrzysz i widzisz, ale nie dostrzegasz, słuchasz i słyszysz, ale nie rozumiesz. Każda osoba po inicjacji wszystko lepiej rozumie. Nie rozumiała ona tych rzeczy wcześniej. To jest iluminacja, tak, oświecenie. Jesteśmy oświeceni. Znamy Prawdę, bo mistrz rzucił światło na Prawdę, nie odkrytą dotychczas Prawdę w każdej Biblii, w każdym świętym tekście i pozwala nam poznać tę Prawdę, która jest w nich zawarta. Nawet takie proste zdanie, jak to, które właśnie zacytowałam z Biblii, ilu jednak chrześcijan je zna? Ilu je zna, nie mówiąc już o jego zrozumieniu. Codziennie czytają Biblię. W kościele księża znają Biblię na pamięć. Muszą ją znać, aby zdać egzaminy, prawda? Ale nie zdadzą egzaminów w niebie, jeśli będą postępować niezgodnie z Biblią. Mięso dla brzucha i brzuch dla mięsa, a Bóg zniszczy oba, mięso i brzuch.

19:45, pureocean
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 3

Mistrzowie biorą na siebie karmę swoich uczniów

Q: Czy mistrzowie nie inicjują ich dlatego, że mogliby przejąć od nich trochę karmy?

M: Tak.

Q: Myślałam, że on nie inicjował niewidomych dlatego, że, jak mówił, jest to najgorsza karma, jaką można mieć.

M: Och, jest jeszcze gorsza karma.

Q: Gorsza niż to? Na przykład?

M: Ślepota fizyczna jest lepsza niż ślepota duchowa. Osoba, która nie widzi mistrza, ale rozpoznaje jego wielkość, jest lepsza od osoby, która widzi mistrza, a nie pojmuje tego.

Q: Ale na przykład, kiedy inicjujesz osoby niewidome, to czy bierzesz na siebie jakieś grzechy tych osób?

M: Cały czas je biorę.

Q: Cały czas?

M: Biorę je, kiedy ludzie modlą się w domu. Biorę je, kiedy ktoś usłyszy moje imię. Biorę je, kiedy ktoś usłyszy o mnie. Biorę je zawsze. Biorę je, kiedy kogoś zobaczę.

Q: Jak więc oczyszczasz tę karmę?

M: To jest właśnie moja praca (śmiech). Poczekaj, aż sama zostaniesz mistrzem, wtedy ci powiem. Teraz trudno byłoby ci to zrozumieć. Dzieje się to dzięki duchowej dyscyplinie, dzięki zasługom pochodzącym z bilionów, trylionów lat mojej praktyki, za sprawą niezwykłej wytrzymałości fizycznej i dzięki mojej bezgranicznej miłości. Rozumiesz?

Q: Tak. Dziękuję.

M: Tak samo jest w buddyzmie. Budda nie przyjmował osób, które nie miały sprawnych wszystkich pięciu zmysłów, jeśli któryś z pięciu zmysłów nie był sprawny. Za życia Buddy należało spełnić wiele warunków, aby otrzymać inicjację w buddyzm. Ale ja ślubowałam zbawiać najgorszych, dla mnie więc nikt, kto przychodzi do mnie, nie jest pozbawiony nadziei. Wśród naszych uczniów są najgorsi ludzie, jakich można sobie wyobrazić. Nawet Buddowie w dziesięciu kierunkach nie mogli ich zbawić.

Q: Pan Budda powiedział, że istnieje pięć niewybaczalnych grzechów. Na przykład: zabicie Buddy.

M: Tak, jeśli zabijemy Buddę, lub jeśli zranimy Buddę do krwi.

Q: Tak, lub arhata. Kiedy zabijemy arhata lub ojca. Jeśli zabijemy swojego ojca lub matkę, lub kiedy spowodujemy rozłam sanghi.

M: Kiedy zabijemy swojego ojca lub matkę, i jeśli spowodujemy konflikt w sandze.

Q: Budda powiedział, że te grzechy są niewybaczalne.

M: Tak.

Q: Więc Ty akceptujesz także tych?

M: Także.

Q: Tak więc?

M: A kto inny ich przyjmie?

Q: Tak, to prawda. Nikt.

M: Nikt.

Q: Ale wobec tego, jak ci ludzie mogą zostać zbawieni, skoro Budda powiedział, że te grzechy są niewybaczalne?

M: Zmieniam ich za pomocą swojej miłości.

Q: Wobec tego, może jest to Twoja chrześcijańska strona, gdyż Pan Jezus zawsze wybaczał, wybaczał nawet najgorszym grzesznikom, zbrodniarzom. Czy wobec tego musisz brać na siebie karmę tych ludzi?

M: Tak. Prawo karmy musi być uszanowane. Kiedy jednak mistrz bierze na siebie karmę, to nie jest to samo, gdyby uczeń brał na siebie karmę. Na przykład, kiedy Jezus był prześladowany, przybity do krzyża, wtedy jego uczniom i zwolennikom zostały wybaczone ich grzechy. Ale jeśli wzięłabyś kogoś z ulicy, i ta osoba zostałaby ukrzyżowana za grzechy innych ludzi, to i tak nic nikomu nie zostałoby wybaczone. Nikt nie odniósłby z tego żadnych korzyści. Rozumiesz? Ciało mistrza, chociaż wygląda tak samo, różni się od ciał innych ludzi. Na przykład, wszystkie samochody wyglądają podobnie, ale mercedes ma inną konstrukcję i wytrzymałość niż volvo.

Czy możesz więc sobie wyobrazić, że aby mistrz mógł zainicjować tysiące czy setki ludzi, to musi on mieć przynajmniej tyle mocy błogosławieństwa, żeby każda z tych osób mogła otrzymać swoją część? Rozumiesz? By dać je tym setkom czy tysiącom ludzi; zależy, ilu ich jest. A część przeznaczona dla jednej tylko osoby otwiera jej oko mądrości i wtedy ta osoba może mieć wizje, zobaczyć gwiazdy i nieba, i piekła, a nawet więcej. Ta energia musi być tak silna, by mogła oczyścić karmę zebraną w ciągu dziesiątek tysiącleci wcieleń każdej osoby. Budda zatem powiedział, że gdyby karma lub grzechy jednej tylko osoby przybrały kształt, to nie pomieściłby ich cały wszechświat. Aby spalić wszystkie grzechy i karmę jednego człowieka, wliczając w to co najmniej karmę pięciu jego pokoleń, sama chyba rozumiesz, jak dużo energii to wymaga. Jeśli to się nie stanie, to nie będzie mogła ona usłyszeć dźwięku, nie będzie mogła zobaczyć światła, bo będzie zbyt obciążona i zablokowana swoją własną karmą. Tak więc, aby ta moc mogła dotrzeć do świata, to musi ona najpierw przejść przez ciało mistrza. Kiedy mistrz inicjuje tysiące ludzi, to moc musi być wielka. Zwykła osoba nie wytrzymałaby takiej mocy. Zbyt wielkie napięcie nawet dobrej energii może spowodować utratę przytomności. Rozumiesz? Podobnie, aby ta tutaj żarówka mogła świecić, potrzebne jest duże napięcie prądu. Mimo że wygląda ona tak samo jak inne żarówki, to jednak jest ona inaczej skonstruowana. Aby świecić takim jasnym światłem, musi być w stanie wytrzymać wyższe napięcie elektryczne. Musi być w stanie wytrzymać ten rodzaj napięcia elektrycznego. A więc, bez wątpienia, ciało mistrza jest inne. Zazwyczaj jednak mistrzowie nie mówią o tym, chyba że ktoś ich o to zapyta. Mistrzowie są zwykle bardzo skromni. I nie zawsze powinno się o czymś mówić, jeśli jeszcze nie nadeszła właściwa pora. Rozumiesz? Również audytorium musi być odpowiednie.

23:39, pureocean
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 2

Czy niewidomi mogą być przyjęci na uczniów?

 

Q:       Wielki Mistrz z Beas w Indiach, Charan Singh, który odszedł już w wielką nirwanę, inicjował wszystkich, z wyjątkiem niewidomych.

M: Dlaczego?

 

P: O to właśnie chciałam Mistrzyni zapytać, bo powiedziałaś, że masz niewidomych uczniów.

M: Mam niewidomych uczniów. Wszyscy o tym wiedzą. Tak, taka jest zasada, podstawowa zasada. Aby otrzymać inicjację od mistrza, należy mieć wszystkie pięć zmysłów w doskonałym stanie. Od pradawnych czasów obowiązuje taka generalna zasada. Budda też o tym mówił. Ale ktoś musi ich inicjować, prawda?

 

Q:       Pewien uczeń tego Mistrza pragnął, aby jego matka także otrzymała inicjację, lecz nie powiedział Mistrzowi, że była niewidoma. Poprosił go tylko: ,,Proszę, Mistrzu Charan Singh, zainicjuj moją matkę.” ,,Dobrze, dobrze. Przyprowadź swoją matkę, zainicjuję ją”. Tak więc, kiedy uczeń ją przyprowadził, Mistrz zobaczył, że jest ona niewidoma i powiedział: ,,Ależ mówiłem ci, że nie mogę inicjować niewidomych, nie mogę zainicjować twojej matki”. Uczeń bardzo się wtedy zdenerwował i nalegał: ,,Proszę Mistrzu, proszę Cię, to moja matka, proszę, zainicjuj ją”. Więc Mistrz sprawił, że przed inicjacją ta kobieta odzyskała wzrok, i dopiero wtedy ją zainicjował. Podczas inicjacji widziała.

M: Tylko podczas inicjacji.

Q:       Tylko wtedy.

M: A potem?

Q:       Potem ślepota powróciła.

M: Na Tajwanie, kilka osób też odzyskało wzrok podczas wykładów, nie przychodząc na inicjację nawet. Po fakcie przyjęły inicjację i potem napisały listy, czy też opowiedziały o tym, że odzyskały wzrok podczas mojego wykładu.

Q:       Odzyskały wzrok na zawsze?

M: Na zawsze. Jedna z nich była niewidoma od dzieciństwa, przez ponad dwadzieścia lat.

Q:       Ale, czy inicjujesz ich nawet, jeśli są niewidomi?

M: Tak! Mają takie same wewnętrzne doświadczenia. Wewnątrz widzą Mistrza. (Śmiech).

Q:       Zobaczyli Mistrza wewnątrz.

M: Taka osoba zawsze wie, kiedy zbliżam się do niej. Pewna moja niewidoma uczennica zawsze wie, kiedy jestem blisko niej. Uśmiecha się i wtedy ja wiem. Klepię ją po ramieniu i ona to rozumie. Jesteśmy wtedy bardzo blisko.

07:27, pureocean
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 1

2 czerwca 1991r.

Kostaryka

Jest to zapis dyskusji, jaka odbyła się między Mistrzynią Czing Hai i jej dawną znajomą. Po raz pierwszy spotkały się wiele lat temu, kiedy obydwie w poszukiwaniu Prawdy przemierzały Himalaje. Po latach spędzonych z wieloma sławnymi Mistrzami w różnych częściach świata, praktykując najróżniejsze metody medytacji, dawna znajoma przyjęła inicjację w Metodę Quan Yin. Szczera atmosfera tego spotkania zainspirowała Mistrzynię do jasnych, pozbawionych rezerwy wypowiedzi. ,,Rozmowa o Prawdzie” to niezwykły dialog na temat Prawdy.

W tekście, zamiast imion, używamy następujących skrótów:

M – Najwyższa Mistrzyni Czing Hai, Q - dawna znajoma z Himalajów, P - pytania publiczności.

Tłumaczenie z jęz. angielskiego.


Co stanowi o atrakcyjności mistrza

P: Jeśli jakaś osoba fizycznie bardzo źle się czuje, to czy dusza tej osoby może wejść w inne ciało, w ciało innej osoby, czy może dokonać jakby transplantacji ciała?

M: Po co? Żeby jeszcze bardziej cierpieć?

P: Nie. Ale może ta osoba robi coś dobrego, coś znaczącego i ludzie nie chcieliby, żeby odeszła.

M: Nikt nie potrzebuje nikogo aż tak desperacko. Nikt nie jest aż tak ważny. Nawet jeśli zabraknie jednego mistrza, przyjdzie inny. Ale na pewno nie spodoba się wam. (Mistrzyni śmieje się). Przyzwyczajacie się do znajomej twarzy i gdyby się zmieniła, to powiedzielibyście: ,,Nie, tej nie chcę”. (Mistrzyni śmieje się). To jest jedyny problem. To dlatego wszyscy nadal czekają na Jezusa. Uważają, że kiedy przyjdzie następny Mesjasz, to będzie on wyglądał dokładnie tak samo jak na obrazach. Gdy ktoś mówi im o Mistrzyni Czing Hai, odpowiadają: ,,O nie!”

P: Dlaczego każdy wygląda inaczej? Na przykład, każdy ma inną twarz. Co oznacza twarz? Co reprezentuje twarz człowieka?

M: Czy uważasz, że wszyscy powinni wyglądać tak samo? To byłoby nudne. Nigdy byś się nie zakochała i nie rodziłyby się dzieci. Dlatego każdy wygląda inaczej. To jest przynajmniej jedna z przyczyn, że mamy różne twarze, dobrze? Nigdy byś się nie urodziła, gdyby twoi rodzice wyglądali tak samo.

P: Chciałabym wiedzieć, jakie ma znaczenie twarz w życiu duchowym.

M: Nie ma żadnego. Znaczenie ma tylko energia. Osoby praktykujące zazwyczaj promieniują światłem. To energia jest ważna. Ludzie lubią przebywać w pobliżu osoby, która dobrze praktykuje. Twarz się nie liczy. Gdybyś na przykład poszła zobaczyć Miss Świata 1970 roku, i musiałabyś przebywać blisko niej przez dłuższy czas i musiałabyś ciągle na nią patrzeć, to nie miałabyś na to ochoty. Rozumiesz? Szybko byś się nią znudziła. Zauważ, że kiedy intensywnie przyglądamy się najpiękniejszym nawet twarzom, to po pewnym czasie zaczyna nas to nużyć. Czujemy się znudzeni i chcemy odpocząć. Ale znam pewnych tzw. Mistrzów, Mistrzów, którzy nie są ani piękni, ani przystojni, ale ludzie wiecznie gapią się na nich i nigdy ich to nie nudzi. Tak! Czasami cały dzień potrafią krążyć w pobliżu Mistrza tylko po to, by móc go zobaczyć chociaż przez moment. Tak? Albo pokonują wiele kilometrów jedynie po to, by zobaczyć Mistrza i jest im żal, kiedy muszą wracać. To wszystko. Dlaczego zadałaś to pytanie?

P: Ponieważ czasami spotykam ludzi takich jak Ty, ludzi mających dobre wibracje. To znaczy, to promieniuje z Twojej duszy. Z Twojej twarzy widzę, że możesz wnieść spokój w moje życie. Jestem Ci za to bardzo wdzięczna, bo choć wcale nie jestem dobra, ty tak bardzo mnie kochasz. Dziękuję Ci.

M: Jaka jest różnica między moją twarzą a twarzami innych ludzi? Są takie same. Prawda? Oczywiście, że nie identyczne. Oczywiście nie wyglądam tak samo jak ty czy ona, ale sama twarz nie ma znaczenia. Liczy się tylko miłość, jaka z tej osoby emanuje, nie jej twarz.

P: O to pytałam, i chciałam, żeby wszyscy o tym wiedzieli.

M: Ach tak.

P: Ty nie patrzysz na twarz, patrzysz jedynie w serce.

M: Tak? Aha! Teraz rozumiem. Chcecie zobaczyć moje serce? (Śmiech). Niektórzy bardzo starzy mistrzowie mają takie fałdy i bruzdy, całą twarz w zmarszczkach i nie wyglądają już zbyt atrakcyjnie, ale ludziom się podobają. To z powodu zasług wyniesionych z praktykowania, z miłości jaką w sobie mają. Tak. Niektórzy twierdzą, że ludzie lubią mnie, ponieważ mam miły głos, czy przyjemną twarz, albo piękne oczy. To nieprawda, bo mam też niewidomych i głuchych uczniów. Zawsze, kiedy tylko przyjeżdżam, co tydzień przychodzą na spotkania ze mną, biorą udział nawet w Siedmiodniowych Odosobnieniach. Nigdy nie widzieli mojej twarzy, ale widzą mnie wewnątrz i opisują mnie dokładnie tak, jak wy mnie teraz widzicie. Oczywiście wewnątrz jestem piękniejsza.

08:38, pureocean
Link Dodaj komentarz »