RSS
niedziela, 03 października 2010
Rozmowy o Prawdzie część 26

Prawdziwy Mistrz musi być wszechobecny

 

M: Wiesz, prawdziwy mistrz, prawdziwie, w pełni oświecony mistrz musi być wszechobecny, to jedyne potwierdzenie. To znaczy, że musi mieć zdolność ukazywania się w różnych miejscach w tym samym czasie.

Q:       Masz na myśli - za pomocą ciała subtelnego?

M: Podczas inicjacji musi być w stanie pojawić się w kilku duchowych ciałach. Przynajmniej pięciu czy dziesięciu uczniów, mniej więcej, musi zobaczyć wewnętrznego Mistrza, rozumiesz? Czy chociaż dwóch lub trzech. Musi tak być na każdej inicjacji..., przynajmniej niektórzy lub 50 procent. Bez zdolności bycia wszechobecnym nie jesteś mistrzem, ponieważ nie jesteś jednym z Bogiem. Bóg jest wszechobecny. Rozumiesz?

Q:       A ta moc, czy przychodzi ona sama, tak jak mówił tamten mistrz, czy przychodzi ona dzięki treningowi albo wykonywaniu jakichś ćwiczeń?

M: I tak i nie. Moc możesz uzyskać, robiąc cokolwiek. Jeśli tańczysz dziko przez jakiś czas, zabraknie ci tlenu i również poczujesz jakąś moc.

Q: Czy należy coś robić?

M: Jeśli musisz coś robić, żeby osiągnąć oświecenie, to nie jest to prawdziwe oświecenie.

Q:       Tak więc wykonywanie ćwiczeń nie dałoby żadnego rezultatu?

M: Czy możesz sobie wyobrazić Buddę albo Jezusa rzucających się na pustyni czy pod drzewem bodhi, żeby osiągnąć oświecenie? Oni po prostu siedzieli bez ruchu i oświecenie samo przyszło.

Q:       Zstąpiło na nich?

M: Tak.

Q:       A więc to nad tym pracowali Śri Aurobindo i Matka. Mówili, że jeśli ludzie będą tylko siedzieli, nie muszą wykonywać wcale żadnych ćwiczeń, to światło przyjdzie do nich poprzez sahasrarę, tylko dzięki siedzeniu bez ruchu.

M: Tak, to się zdarza.

Q:       Lecz my musimy patrzeć tutaj (pokazuje na czubek głowy).

M: Nie, to jest to samo.

Q:       Nie to samo?

M: Patrzymy tutaj, żebyśmy mogli widzieć światło. Patrzymy okiem mądrości. Nie możemy tym patrzeć. Tutaj nie ma oka.

Q:       Lecz tutaj jest oko, które się również otwiera i wtedy pojawia się światło. Co to jest?

M: To jest oko, oko mądrości. (Mistrzyni wskazuje na środek czoła). Zgoda?

Q:       Aha, to to jest oko mądrości. Tak więc co to za światło? Jaki to rodzaj światła? Widziałam je z jednym Mistrzem.

M: To jest Bóg.

Q:       To jest Bóg?

M: Mówiłam już o tym podczas inicjacji. Różne rodzaje światła reprezentują różne poziomy. Jeśli zapomniałaś, powinnaś zapytać o to jeszcze raz mnichów.

Q:       A zatem, czy mogę również rozmawiać z Bogiem jako człowiek? Czy mogłabym z Nim siedzieć i rozmawiać z Nim, tak jak rozmawiam z Tobą?

M: Tak, gdy osiągniesz Jego poziom. Ale Bóg nie jest osobą. Nie spodziewaj się, że przyjdzie do ciebie osoba i będzie z tobą rozmawiała w cztery oczy.

Q:       Czy nie mógłby być jak ojciec, wyglądać jak ojciec?

M: Mógłby. Może objawić się w ten sposób. Tak, ale myślę, że już z tobą gorzej. Twój poziom spada. Idź spać, dojdź do siebie i następnym razem znów możesz zadawać mi pytania. W porządku? Dobrze, to wszystko. Jutro będę miała zachrypnięty głos.

Q:       To moja wina. Będę się modlić.

M: Jutro wyjeżdżam do Ameryki, niedługo jednak będę z powrotem. Módlcie się za mnie.

Q:       A kiedy wrócisz?

M: Mam nadzieję, że wrócę za parę dni, więc módlcie się za mnie.

Q:       Będziemy się modlić.

M: Módlcie się za moje powodzenie. Jest to wolą Boga. Dobrze. Dobranoc.

Q:       Powiedzie ci się. Życzę ci powodzenia.

M: Dziękuję!

 ~Supreme Master Ching Hai

23:37, pureocean
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 września 2010
Rozmowy o Prawdzie część 25

Seks i nauki pewnego cokolwiek oświeconego mistrza

 

Q:       Miał on wielu inteligentnych uczniów, ludzi bogatych i wykształconych.

M: Dlatego, że byli to intelektualiści, podobało im się jego intelektualne oczytanie i mowa.

Q:       Czy był on oświeconym mistrzem?

M: Tak, trochę.

Q:       Czytałam jego książkę ,,Psychologia Ezoteryczna”, napisał on tam: ,,Oświecenie po prostu przychodzi. Nie powinniśmy się o nie martwić i nie powinniśmy nic robić, żeby je osiągnąć!”

M: Każdy to mówi. On czytał dużo książek i powtarzał połowę z nich, trzy czwarte z nich. Można by znaleźć z tuzin książek, które mówią to samo. Ale czy jest w tym zawarta jakaś moc, to inna sprawa, własna realizacja. Czytałam kilka jego książek.

Q:       Co o nich sądzisz?

M: Och. Za dużo w nich nonsensów. Mówił tylko po to, żeby mówić, jak baba, jak zwykła gospodyni domowa.

Q:       Za dużo mówił?

M: Zawsze to samo. Zawsze o seksie. W porządku, seks nie jest zły, ale dlaczego zawsze kłaść nacisk na seks? Czy nie ma już nic poza seksem? Nic innego? Te rzeczy powinniśmy robić w sypialni i potem o nich zapominać. Nie ma potrzeby ciągle pisać o tym w gazetach czy w książkach, ponieważ jest to bardzo zwyczajna rzecz, jak jedzenie czy spanie. Czy powinno się robić wielkie rzeczy z tego, że codziennie jemy? Dlaczego zawsze trzeba robić wielką sprawę z seksu? Jeśli lubisz seks, to go uprawiaj. To jest twoja osobista sprawa, nikt ci tego nie zabrania. Nie ma potrzeby go gloryfikować i wyśmiewać się z ludzi, którym to nie odpowiada. To nie jest w porządku. To jest sprawa osobistych upodobań. Zwierzęta uprawiają seks lepiej niż my! Co takiego specjalnego jest w seksie? Tak naprawdę większość seksualnych lekcji pobieramy u zwierząt. Tak więc cóż w tym wielkiego? To właśnie uważam za niewłaściwe.

Q:       Wiesz dlaczego kładł on taki nacisk na seks, podobnie jak Freud? Myślę, że dlatego, bo na całym świecie wielu ludzi jest prześladowanych z powodu seksu. Nawet wielu mnichów, swamich, wielu z nich jest homoseksualistami. Wielu chciałoby mieć kobiety, lecz nigdy nie mieli okazji. Tłumią to więc w sobie. Sądzę, że on został w ten sposób mistrzem, Bóg prawdopodobnie posłużył się nim, żeby rozjaśnić umysły ludzi.

M: Być może, lecz on z tym przesadził.

Q:       Tak, poszedł trochę za daleko, podobnie jak Freud. Sądzę, że obydwaj posunęli się do skrajności. Dr Kinsey sporządził dwa raporty na temat życia seksualnego człowieka. Pokazują one, że w większości rodzin, mężowie i żony nie są zadowoleni ze swego pożycia seksualnego. Dlatego nasze społeczeństwo jest tak zepsute i ma tyle problemów.

M: Jest już tyle książek, z których mogą się tego nauczyć. Nie potrzeba do tego mistrza. Książki, filmy, publikacje, pokazy topless itd. Wszędzie można się tego nauczyć. Po co przychodzić do stóp mistrza, żeby się tylko tego uczyć? Nie ma usprawiedliwienia. Jeżeli, jak mi powiedziałaś, mistrz mówi o tym tylko dlatego, bo ma to większą moc, i wszyscy mnisi i inni ludzie będą go słuchać. Ale nie wszyscy mnisi słuchają go, mnisi odrzucili go. Tak więc jego lekcje i tak nie docierają do mnichów, nieważne czy są oni prześladowani czy nie. Nie pomoże to nikomu, kto nie lubi seksu. Jeśli nie lubiliby seksu, nigdy do niego by nie przyszli. Komu więc on pomaga? Nikomu! Tylko ci, którzy lubią seks, którzy już znają seks, przychodzą do niego. Jaki więc z tego pożytek? Dajesz mleko dzieciom, które mają mleko od matki i są syte, a tym innym głodnym nie dajesz. Zobacz, że wszyscy mnisi go odrzucili.

Q:       Tak. Odrzucili go. On pokazał również, jak głupie są wszystkie zasady. Ujawnił dużo rzeczy o średniowieczu i o tym, co się działo w klasztorach. Tak więc uważam, że również przyczynił się do ujawnienia pewnych prawd w ,,new age”.

M: Ale o tym możemy przeczytać w książkach. Oczywiście, zawsze, w każdym zakonie istnieje korupcja, ale nie ma sensu tak ekstremalnie do tego podchodzić.

Q:       Ja uważam go jednak również za narzędzie. Dla mnie był on narzędziem Najwyższego.

M: Seks nie jest jedyną rzeczą, która czyni ludzi tym, czym są.

Q:       O tak, jest tylko oczywiście niewielką cząstką w kształtowaniu całej osobowości.

M: Jedną niewielką cząstką. Tak, tak. Wielu ludzi, którzy nie uprawiają seksu, jest bardzo czystych, szczęśliwych. Wielu ludzi, którzy uprawiają często seks, jest także nieszczęśliwych i głupich. Nie szukaj usprawiedliwień. To jest nonsens! To nie to, że jestem przeciwna seksowi czy coś w tym rodzaju. Nie lubię tylko, kiedy z rzeczy, które są jedynie bardzo zwykłymi, nieistotnymi rzeczami, ludzie robią wielką sprawę. Robią z tego ideologię naszych czasów. Wszystko powinno być zwyczajne, naturalne.

Q:       Tak, też tak uważam.

M: Nikt nikogo nie musi uczyć seksu. Powiem wam prawdę, w dawnych czasach ludzie pobierali się, kiedy byli bardzo młodzi i nikt nie uczył ich, co należy robić. Rośli i mieli po dziesięcioro dzieci. A kto uczy seksu zwierzęta? One nie potrzebują żadnych książek i filmów. Prawda? I uważa się je za głupsze od nas. I wszystkie zwierzęta często uprawiają seks, z każdym, wszelkie rodzaje wyuzdanego seksu i nie stają się niczym lepszym. Nie osiągają oświecenia! Budda uprawiał seks z wieloma tysiącami kobiet, ponieważ był księciem i miał co najmniej pięćset pięknych kobiet wokół siebie, oprócz swojej żony, i nie osiągnął oświecenia. Jednak osiągnął oświecenie potem, mimo tego że kiedyś uprawiał seks. To mu nie przeszkodziło. Nie wpłynęło na jego oświecenie. Kiedy miał osiągnąć oświecenie, osiągnął je. Rozumiesz? A ludzie, którzy medytują całymi dniami, od dziecka aż się zestarzeją i jedzą tylko raz dziennie wegetariański posiłek, nie stają się w pełni oświeconymi istotami. Tak więc w ogóle nie można mówić o jakichkolwiek regułach. Nie, nie można!

Q:       To prawda.

M: Budda miał kilkaset żon i osiągnął oświecenie. Jezus nie miał ani jednej i też osiągnął oświecenie. A więc? Musimy myśleć logicznie. Bez fanatyzmu. To środkowa ścieżka.

Q:       Był ekstremistą prawdopodobnie także jeśli chodzi o samochody. Miał tyle Rolls-Roysów, a wystarczyłby mu tylko jeden. Może więc wszystko w jego zachowaniu było ekstremalne. Kładł taki nacisk na seks. Miał 36 Rolls Rojsów, i to jest również lekka przesada. Mistrzowi jeden samochód wystarczy. Jeśli musi jechać z jednego miejsca do drugiego...

M: Niektórzy lubią robić ekstremalne rzeczy, tylko po to, żeby szokować ludzi i żeby ich zauważono. Prawdopodobnie nie okazywano mu wystarczająco zainteresowania.

Q:       Tak więc, inaczej mówiąc, mistrz może być oświecony, lecz jednocześnie jego zachowanie może być bardzo dziwne?

M: Oczywiście, oczywiście! Mogą robić, co tylko chcą, jeśli są oświeceni. To na nich nie będzie miało wpływu.

Q:       I nie mają oni już żadnej karmy? Ich karma Kriyamana została wypalona, ich karma Sanchita została wypalona, tak więc są wolni!

M: Tak! Lecz trzeba być oświeconym!

Q:       Trzeba być oświeconym, bo inaczej ponosi się skutki wszystkiego, co się robi?

M: Tak, lecz nie sądzę, że on był oświecony.

Q:       Nie był doskonale oświecony?

M: Nie. Najwyżej drugi poziom.

Q:       A to, że ta jego uczennica, Hinduska, usiłowała go otruć, czy było to rezultatem przeszłej karmy?

M: Nie wiem. Szaleńcy robią szalone rzeczy.

Q:       Czy mogło tak być, że nie było wcale żadnego powiązania karmicznego?

 

~Supreme Master Ching Hai

23:21, pureocean
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 lipca 2010
Rozmowy o Prawdzie część 24

 Prawdziwy chrzest odbywa się poprzez światło i dźwięk

 

Q:       Dlaczego Jezus powiedział, że musimy być ochrzczeni i wodą, i duchem?

M: Nie. On tego nie powiedział.

Q:       Uważasz, że wymyślił to kościół?

M: On tego nie powiedział, nigdy tego nie powiedział.

Q:       Powiedział, że musimy być ochrzczeni wodą i duchem.

M: Nie! Jan, gdy go chrzcił, powiedział: ,,Dlaczego ja chrzczę Ciebie Mistrzu? Jesteś nade mną”, a Jezus odpowiedział: ,,Niech prawu stanie się zadość”. To znaczyło, niech wszystko będzie normalnie.

P: Jan Chrzciciel powiedział: ,,Po mnie przyjdzie ktoś inny, kto was ochrzci”.

M: Tak, Duchem, Duchem Świętym: Ja chrzczę was wodą, lecz ten który przyjdzie po mnie będzie mocniejszy niż ja, większy niż ja. On będzie was chrzcił Duchem Świętym. Chodzi o wewnętrzny przekaz - Ducha Świętego.

Q:       W jakiś sposób miał on więc na myśli, że tylko ogniem, że chrześcijanie tak naprawdę mają być chrzczeni ogniem?

M: Tak, ogniem i Duchem Świętym. To oznacza światło.

Q:       Ach, więc to to jest światło?

M: Tak, ogień.

Q:       A ,,mówienie językami”?

M: To jest dźwięk.

Q:       Aha, dźwięk!

M: Tak. Mówi się: Mówi językami, Duch Święty będzie mówił językami. No widzisz? Mówienie wewnątrz to jest dźwięk, a ogień oznacza światło. W tamtych czasach zawsze mówiono, że Bóg pojawia się jako wielki płomień. Pamiętacie? To był język tamtych dni. Tak więc teraz rozumiesz, skąd wiem, że Jezus praktykował Metodę Quan Yin. W końcu masz odpowiedź. Tak samo w Chinach, w dawnych czasach mówiono: ,,Przekaz lampy”, lampy, wewnętrznej lampy. Lampa oznacza światło. Reprezentuje światło. W tamtych czasach używano tego słowa jako symbolu przekazu światła. A parę pokoleń później ludzie stawiają lampy w świątyniach i dają sobie nawzajem lampy, mówiąc: ,,Patrz na lampę, a osiągniesz oświecenie”. Tak, więc nawet obecnie widzi się ludzi wpatrzonych w świece z nadzieją, że osiągną oświecenie. Jeśli będą patrzeć za długo, to oślepną. Wiem, że jeden bardzo sławny, współczesny mistrz, który zmarł niedawno, a który to był powodem wielu kontrowersji, udzielał ludziom inicjacji, używając małej latarki. Przykładał ją do czyjegoś czoła, o tak, (Mistrzyni demonstruje) i to było oświecenie. Wiecie, taka mała latarka? Tak, mała latareczka. I on świecił nią w trzecie oko. Zamykasz oczy i błysk. To było to, oświecenie!

Q:       Żartujesz, prawda?

M: Nie, to nie jest żart.

Q:       Naprawdę tak było?

M: Czytałam o tym w jego autobiografii. To nie mógł być żart. Czy to jest żart? Nie. Zapytaj ich, oni ci powiedzą. To nie jest żart.

 ~Supreme Master Ching Hai

20:47, pureocean
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 maja 2010
Rozmowy o Prawdzie część 23

Pieniądze, prezenty, a utrzymywanie wewnętrznej czystości

 

M: Jest jeszcze inna historia. W Indiach pewien mistrz miał pięciuset uczniów. Był to zwyczajny nauczyciel, żaden wysoki mistrz, lecz potrafił przewidywać przyszłość. Prawdopodobnie był to nauczyciel z drugiego poziomu. Więc zazwyczaj, kiedy szedł na jakieś przyjęcie, gdy go zapraszano, żeby złożyć mu ofiary, nigdy nie zabierał ze sobą swoich uczniów. Tak więc pewnego dnia uczniowie nie mogli już dłużej tego znieść. Powiedzieli do niego tak: ,,Mistrzu, zawsze sam chodzisz na przyjęcia. My tylko pracujemy i pracujemy, a ty nigdy nie pozwalasz nam na tę przyjemność. Jeśli i tym razem nas nie zabierzesz ze sobą, opuścimy cię”. No więc mistrz zabrał ich ze sobą. I od tego czasu zawsze ich ze sobą zabierał. Po tamtym życiu, ten mistrz odrodził się znowu jako czysty mnich, wyższej rangi, sławniejszy. Ale gdziekolwiek by nie poszedł, zawsze frunęło za nim 500 flamingów. To było tych 500 uczniów z poprzedniego życia, którzy nie mogli przyswoić zasług, pochodzących z ofiar otrzymywanych od ludzi, ponieważ nie starczyło im błogosławieństwa, nie byli wystarczająco czyści, nie mieli wystarczającej ilości zasług z praktykowania, żeby z nich korzystać. Tak, istnieją różnice między ludźmi, nie tylko między mistrzami a uczniami. Toteż uczę was, żebyście byli skromni, żebyście nie byli zachłanni i nie brali więcej, niż się wam należy. Żebyście nie wydawali więcej niż macie. Kiedy to jest konieczne, bierzemy, korzystamy z tego. Jeżeli nie, próbujemy tego nie robić. Bo inaczej możemy mieć kłopoty. Czasami możemy zachorować albo zapaść na nieuleczalną chorobę. Tak. Znam osobę, która praktykowała i zawsze starała się żyć na czyjś koszt, i zawsze miała biegunkę. To z powodu nieczystych ofiar. Czasami, kiedy przyjmujemy prezenty od innych ludzi, którzy nie są czyści, to również ma to na nas wpływ. Czasami nawet nie wiemy, że to na nas wpływa. Czujemy się tak, jakbyśmy byli coś winni jakiejś osobie lub innym ludziom. Czujemy się tak, jakbyśmy byli do nich przywiązani, i nie wiemy, dlaczego nie możemy odejść. Czasami tak jest. Stało się tak dlatego, bo przyjęliśmy od nich prezenty.

Q:       Jest taka historia o Guru Nanaku i dwóch ludziach, bogatym i biednym, którzy ofiarowali mu pieniądze. Lecz on przyjął tylko pieniądze od biednego. Zdenerwowało to bogatego, więc spytał Guru Nanaka: ,,Dlaczego nie przyjąłeś moich pieniędzy, dzięki którym mógłbyś zrobić tak wiele?”

M: Krew.

Q:       Guru Nanak dał każdemu z nich czapati. Następnie wziął czapati od bogatego, kiedy je ścisnął, wypłynęła z niego krew. A powodem była ciężka praca ludzi, których eksploatował bogaty. Potem wziął chapati od biednego człowieka i z niego wypłynęło mleko. Czy to dlatego, na przykład, Mistrz Czaran Singh i Satsangowie nigdy nie przyjmują prezentów od ludzi, bo wiedzą, że są one zanieczyszczone?

M: Oczywiście!

Q:       No i jeszcze to, że on przyjmuje tylko rzeczy związane z jego pracą, powiedzmy, dla głodnych, jeśli ktoś ofiarowuje jedzenie dla ludzi. Ale dla siebie nigdy nie przyjmuje prezentów, ani prezentów dla aszramu. A od niektórych ludzi nigdy nie przyjmuje niczego.

M: Płaci zawsze za to, co je lub co dostaje od swoich uczniów. Martwi się o swoją osobistą karmę. Martwi się o nią bardzo, ale to bardzo.

Q:       Martwi się o swoją karmę?

M: Tak, oczywiście, bo inaczej brałby, przynajmniej od swoich uczniów, a on płacił za każdy posiłek, który jadł, w każdym domu, nawet u swoich uczniów.

Q:       Och, w domu swoich uczniów także? Tego nie wiedziałam.

M: Pewnie nie miał wystarczająco dużo zasług i wiedział o tym. Także chciał dać przykład swoim uczniom, że nawet taki Mistrz nie ośmiela się przyjmować ofiar od innych, więc jak śmielibyśmy my? To dlatego uczę wszystkich moich uczniów, żeby nigdy niczego nie przyjmowali.

Q:       A co z innymi ludźmi, którzy nie są mnichami, którzy cały czas przez całe swoje życie wymieniają prezenty?

M: Uczyłam was, żebyście starali się nie przyjmować rzeczy, kiedy nie jest to konieczne, a kiedy ktoś wam coś daje, postarajcie się dać mu coś innego w zamian, nawet jeśli jest to wasz krewny. W małej książeczce uczyłam was tego. Po inicjacji dałam wam taką małą książeczkę.

Q:       Jeszcze jej nie przeczytałam, lecz dobrze to wiedzieć. Dobrze, że mi powiedziałaś.

M: Powinnaś ją przeczytać.

Q:       Dobrze, przeczytam.

M: Cokolwiek przyjęliście przed inicjacją, w porządku, dobrze, nie wiedzieliście. Lecz po inicjacji musicie uważać, co jecie, co przyjmujecie, a nawet, kogo dotykacie.

Q:       Och! Zaproszono mnie dzisiaj na herbatę. To nieważne, prawda? Wypiłam rumiankową herbatę.

M: Nawet to, kto obok ciebie siedzi, albo kto cię dotyka, ma duży wpływ na ciebie. Jeśli dobrze medytujesz i jeśli zawsze jesteś skoncentrowana na Bogu, to wtedy nie jest ważne, że ktoś ci coś daje, mówię o małych przedmiotach. To nie jest ważne. I to, kto cię dotyka lub obejmuje, nie będzie miało takiego efektu. Lecz jeśli nie medytujesz dobrze i dopiero weszłaś na tę drogę, nie uważasz na nic i jesz byle co, i obejmujesz byle kogo, czy dotykasz każdego, kogo spotykasz, to zawsze będziesz miała kłopoty. Oczywiście, jeżeli masz wiele błogosławieństwa i mocy, wtedy wszystko, czego dotkniesz, ulegnie przemianie. Lecz jeśli nie jesteś jeszcze wewnętrznie ustabilizowana, to oni zmienią ciebie. Rozumiesz? Dlatego, kiedy przebywasz z ludźmi nieuduchowionymi, czujesz większy ciężar i twój poziom spada, i bardzo szybko stajesz się prawie taka jak oni! Naprawdę, sama wiesz.

Q:       Tak, tak jest naprawdę. Wiem to z doświadczenia.

M: Tak, sama o tym wiesz. Tak! Tak! Nie mówię niczego, co nie jest prawdą. Nawet mistrz zostaje zanieczyszczony na jakiś czas, a co dopiero zwykli ludzie? Tak, ale oczywiście istnieje różnica między dorosłym a dzieckiem. Jeśli dziecku zdarzy się wpaść w błoto, to nie potrafi się ono samo z niego umyć. Lecz jeśli będzie to dorosły, to potrafi natychmiast się z niego wydostać i oczyścić. Taka jest różnica. Rozumiesz?

Q:       Rozumiem.

M: Uczę więc moich mnichów, że nawet, kiedy prowadzą samochód, albo biorą pieniądze lub dotykają ludzi, powinni wkładać rękawiczki.

Q: Rękawiczki?

M: Tak, rękawiczki. To dlatego dawni mnisi, a nawet współcześni mnisi, nigdy cię nie dotkną. Tak. Hindusi, kiedy dają ci błogosławione jedzenie, rzucają je w twoje ręce z odległości 2 kilometrów.

Q:       Tak, to prawda.

M: Postępują tak wobec mnichów i mniszek, nie tylko wobec zwykłych ludzi. Ze mną też tak się obeszli. Rzucali mi błogosławione jedzenie z nieba! Z sufitu! Nie wiem, kto kogo błogosławił. Podzieliłam się później tym błogosławionym jedzeniem z krowami. Stąd pochodzi obyczaj w Indiach związany z niedotykalnymi. Nie było to złe. Zaczęło się od inicjowanych, którzy starali się unikać, zmniejszyć zanieczyszczenie ze strony nie inicjowanych. Teraz przerodziło się to w zwyczaj pozbawiony sensu. Wszyscy razem są zanieczyszczeni. Co jest złego w dotykaniu czy w niedotykaniu? Rozumiesz? Oboje są tacy sami, ,,dotykający” i ,,dotykany”, tacy sami. Prawdziwi Brahmini to ci, którzy zostali zainicjowani w dawnych czasach, gdy mieli żyjącego mistrza. Po tym, jak mistrz umarł i wymarło tamto pokolenie, skończyła się linia przekazu. Dzieci urodzone w rodzinach tamtych Brahminów nie mają nawet mistrza, nie były inicjowane, nie są czyste, nie posiadają nic. Nie ośmielają się dotykać innych z powodu zwyczaju, chociaż oboje są zanieczyszczeni, oboje są brudni. Rozumiesz? Bardzo wiele zwyczajów pochodzi z duchowego dziedzictwa. Nie ma w nich naprawdę nic złego, tylko nie mają one już sensu, to wszystko. To tak jak Św. Jan, który był wielkim świętym, i jeśli nawet chrzcił ludzi tylko wodą, to posiadał moc przekazywania im energii. Lecz teraz w kościele pokropią cię samą wodą, zupełnie bez jakiejkolwiek mocy.

~Supreme Master Ching Hai

12:57, pureocean
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 marca 2010
Rozmowy o Prawdzie część 22

 Wygląd może być mylący

 

Q:       Jest jeszcze jedna historia o dwóch buddyjskich mnichach Zen. Wędrowali, i jeden z nich zobaczył kobietę.

M: Tak, tak! To jest znane.

Q:       Kobieta była z dzieckiem i szykowała się do przejścia przez rzekę, lecz bała się, że nie uda jej się przejść. Toteż mnich, który zauważył, że ona potrzebuje pomocy, natychmiast podszedł, wziął ją na ręce i przeniósł ją z dzieckiem na drugą stronę, zostawił ją tam i wrócił do drugiego mnicha. A ponieważ byli to mnisi Zen, mówili bardzo mało. Jednak po dwóch godzinach ten drugi mnich zapytał: ,,Jak śmiałeś dotknąć ciała kobiety?”

M: A nawet ją trzymać i przenieść na drugą stronę.

Q:       ,,A nawet ją trzymać i przenieść na drugą stronę”. Dwie godziny później ten pierwszy odpowiedział: ,,Ja ją przeniosłem i tam zostawiłem, ale ty wciąż ją niesiesz”.

M: Tak, cały czas ją jeszcze niesiesz aż tutaj. Tak. To jest przywiązanie.

Q:       Przywiązanie.

M: Przykazanie wewnętrzne i przykazanie zewnętrzne. Święci i Mistrzowie robią wszystko bez przywiązywania się do tego, co robią. Po prostu robią to, co mają zrobić. Natomiast inni ludzie robią wszystko z powodu swoich przyzwyczajeń i to ich pragnienia zmuszają ich do działania, chociaż na zewnątrz wygląda to tak samo. W Chinach był pewien mistrz, bardzo sławny, król kochał go tak bardzo, że podarował mu chyba z 13 żon. Taki był zwyczaj królów, rozumiesz, dawać w prezencie piękne kobiety komuś, kogo się faworyzowało. Tak. A jeśli nie zgodzilibyście się na przyjęcie podarku króla, to zgodzilibyście się na egzekucję. (Śmiech). Zgodzilibyście się na szubienicę. Tak więc oczywiście ten mistrz przyjął te kobiety. Toteż wszyscy uczniowie byli bardzo podekscytowani, wszyscy uczniowie rodzaju męskiego oczywiście. Mówili: ,,Mistrzu, jeżeli ty możesz mieć trzynaście żon, to nam jest wolno mieć przynajmniej jedną albo dwie. Moglibyśmy mieć dwie albo trzy”. Na to Mistrz wziął garść szpilek, połknął je i powiedział: ,,Jeśli potraficie zrobić to samo, możecie mieć nawet i trzydzieści”. Wszyscy uczniowie rozdziawili buzie i zamknęli się. Oczywiście było to zbyt ekstremalne ze strony tego mistrza. Nie musiał tego robić, popisywać się swoimi cudotwórczymi zdolnościami. Mógł posłużyć się logiką, to by wystarczyło. Są różnice między mistrzami a uczniami. Musi tak być, chociaż mistrz jest bardzo pokorny i nigdy tak nie uważa, ani nie okazuje tego. Lecz my musimy wiedzieć o tym z obserwacji, intuicyjnie, i zauważyć, co potrafią mistrzowie, a czego my nie potrafimy. To musiał być kiepski mistrz, skoro musiał uciekać się do magii, zwyczajnej magii, żeby wywrzeć wrażenie na swoich uczniach. Inaczej bowiem nie musiałby tego robić. Po kilku inicjacjach uczniowie powinni znać moc mistrza. Po usłyszeniu paru relacji od innych uczniów, powinni znać moc mistrza, nawet jeśli sami nie mieli doświadczeń, głębokich doświadczeń. Rozumiecie?

~Supreme Master Ching Hai

09:44, pureocean
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 marca 2010
Rozmowy o Prawdzie część 21

Sen u jednego mnicha, u innego jest medytacją

 

Q:       Bueno! Uświadamia on sobie, że są święci, że jest Bóg, czy więc żyjąc z taką myślą, może on być szczęśliwy przez cały czas?

M: Tak, z jednej strony, lecz z drugiej nie może pozwolić sobie na to, żeby zawsze pozostawać na tym poziomie. Musi cierpieć za grzechy ludzkich istot. Kiedyś jeden z wybitnych uczniów Buddy, miał on na imię...?

Q:       Ananda?

M: Nie, nie! Osoba świecka.

Q:       Kasyapa?

M: Nie, Kasyapa był mnichem. Chodzi mi o osobę świecką, to był bardzo sławny uczeń Buddy. Nieważne. Wiem, tylko zapomniałam. Dobrze? (Mistrzyni miała na myśli Vimalakirti). Był chory. Przewyższał poziomem wszystkich mnichów. Był bardzo mądry i oświecony. Wszyscy mnisi bali się go. Ktoś go kiedyś zapytał: ,,Dlaczego jesteś chory? Jesteś świętym, nie masz karmy. Jak możesz być chory?” On na to odpowiedział: ,,Wszystkie istoty są chore, dlatego ja jestem chory.” Ponieważ święci są bardzo wrażliwi. Są jednym ze wszystkimi istotami, dlatego potrafią odczuwać cierpienie każdej istoty i cierpią troszeczkę, troszeczkę za każdego, za każdą istotę. Dźwięk złamanego serca jest cichy. Nikt nie potrafi go usłyszeć, jedynie święty. Jest taka zabawna historia o dwóch mnichach z Chin. Jeden mnich, który mieszkał w górach, cały czas medytował, wiódł bardzo czyste i święte życie. A drugi mnich cały czas gdzieś wędrował, wyglądało na to, że nigdy nie medytował. Pewnego dnia, ten nigdy-nie-medytujący mnich przyszedł w góry do chaty tego medytującego mnicha i przespał tam jedną noc. Ten pierwszy mnich był bardzo święty, nie chciał tak naprawdę mieć z nikim nic do czynienia i nie chciał nikogo u siebie przyjmować, ale drugi mnich po prostu się tam wpakował i położył się spać. Cóż więc mógł tamten uczynić? I całą noc chrapał. Rano świątobliwy święty nakrzyczał na niego: ,,Chrapałeś całą noc i przeszkadzałeś mi w medytacjach! Ty wstrętny hałaśliwy mnichu! Sam nie medytujesz i w dodatku przeszkadzasz mi medytować!” Na to śpiący mnich odpowiedział: ,,Ty niegodziwy mnichu! Nie potrafiłeś nawet wejść w samadhi, kiedy medytowałeś. Wierciłeś się i zabiłeś jedną mrówkę, a drugiej złamałeś nogę. Tak bardzo płakała przez całą noc, że nie mogłem spać!” (Śmiech).

Q:       To świetna historia!

M: Różne poziomy. W porządku? To wszystko. A wy idźcie do domu i nie łamcie nóg mrówkom, i nie sprawiajcie mi kłopotów.

Q:       Pokazuje to względność medytacji.

M: Tak. Jest jeszcze inna historia o Mistrzu Lin Czi w Chinach. Kiedy Mistrz Lin Chi był jeszcze uczniem, zawsze spał. Spał wszędzie. Ale wy go nie naśladujcie! Dobrze? Mówię o Mistrzu Lin Czi, nie o was. Pewnego dnia spał w sali medytacyjnej, w kącie, i zobaczył, że wchodzi jego Mistrz. Udając, że się go boi, wziął swoją poduszkę i śpiwór, i poszedł schować się w drugim kącie, i spał dalej. Mistrz znał Lin Czi. Tak, znali się dobrze. Wtedy Mistrz poszedł prosto do sali medytacyjnej i zobaczywszy siedzącego tam mnicha, który medytował, kopnął go, mówiąc: ,,Ty śpiący mnichu! Udajesz, że co robisz? Powinieneś nauczyć się medytować tak jak Lin Czi tam w kącie”. (Śmiech). Mnich nie mógł w to uwierzyć. Bo wiesz jak siedzi mnich. W tych wszystkich szatach, dostojnie, przed posągiem Buddy..., i mimo to dostaje kopniaka w tyłek. (Śmiech). Paląc kadzidło przed sobą, rozumiesz. Nie poruszy się dotąd, aż nie wypali się całe kadzidło. Ale ruszał się cały w środku. Dlatego, chociaż Lin Czi był przykryty śpiworem, Mistrz powiedział, że on medytuje, a że tamten mnich, który siedział, śpi. Rozumiecie? To są różne poziomy. Tak, Lin Czi spał, lecz nigdy nie spał. Spało tylko ciało. Jego umysł był zawsze oświecony. Cokolwiek by nie robił, zawsze był skoncentrowany na sobie. Nigdy nie odrywał się od środka. Natomiast ten drugi mnich siedział jak kawał drewna, jego umysł podążał jednak we wszystkich kierunkach, a on nie potrafił na to nic poradzić. Starajcie się więc koncentrować i nie krytykujcie wyglądu innych ludzi. Współpraktykujący, niektórzy, nie są tacy na jakich wyglądają. Ktoś mnie przed chwilą zapytał: ,,Jaka jest różnica między twarzami i jak różne twarze mogą mieć ludzie?” Tak, nie ma żadnej różnicy. Jeśli ktoś towarzyszyłby mi codziennie, to pomyślałby: ,,Ach! Co takiego robi Mistrzyni? Je, śpi, nie robi nic”. Lecz inni uczniowie opowiadaliby różne historie, o tym jak Mistrzyni jest zajęta przez 24 godziny dziennie w różnych częściach świata. Rozumiecie? Dobrze. Tak więc to, jak mistrz wygląda i to, co mistrz robi, to są dwie różne sprawy. To jak wygląda mistrz zależy od naszego poziomu. Możemy zrozumieć mistrza jedynie wtedy, kiedy jesteśmy na jego poziomie, lub prawie na jego poziomie.

~Supreme Master Ching Hai

 

20:59, pureocean
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 marca 2010
Rozmowy o Prawdzie część 20

Tylko szaleni decydują się zejść tutaj na dół

 

Q:       Weźmy na przykład Bodhisattwę, musi on powracać tu w ludzkim ciele raz za razem. Tak więc sen byłby czymś w rodzaju małej ucieczki od patrzenia na cierpienia innych?

M: Po co? Po co Bodhisattwa miałby ciągle tutaj wracać?

Q:       Tak mi powiedziano w szkole Mahajany, że Bodhisattwa będzie powracał tutaj cały czas, dopóki wszyscy nie staną się Buddami.

M: Tak, lecz nie każdy. Bodhisattwowie generalnie przychodzą na zmianę. Niektórzy nigdy nie opuszczają Nieba.

Q:       Czy to jest ich wybór? Czy mogą tam ot tak po prostu pozostać?

M: Tak. Tylko szaleni decydują się zejść tutaj na dół. (Śmiech).

Q:       A mogliby przecież tam żyć w spokoju, szczęśliwie i czytać sobie pisma święte?

M: Tak, lecz wtedy... bez mistrzów.

Q:       Z mistrzami, dlaczego? Z mistrzami nigdy nie cierpimy.

M: Nie! Jeśli wszyscy mistrzowie pozostawaliby szczęśliwi w Niebie, wtedy wy tutaj cierpielibyście.

Q:       Och, tak, jeśli nie byłoby mistrza, aha! To prawda!

M: Tak! Bez mistrza cierpielibyście tutaj.

Q:       To na pewno

M: Tak więc pewni szaleni mistrzowie muszą zejść tutaj.

Q:       W pewnym więc sensie mistrz, kiedy tutaj przychodzi jest już oświecony, tak jak ty?

M: Oczywiście. Czy myślisz, że schodzi tu na ślepo, albo skacze przez pomyłkę? Czy że może wsiadł do niewłaściwego autobusu? (Śmiech.)

Q:       No tak, ale na przykład, kiedy Guru Govinda Singh, dziesiąty guru Sikhów widział swoje dzieci postawione pod murem i grzebane żywcem, i wcześniej wiedział, że tak się stanie, ponieważ mistrz zna przyszłość, więc dlaczego się na to zgodził? Czy nie mógł on tego zmienić, żeby nie musiały one w ten sposób umrzeć?

M: Nie, nie mógł. Mógł, lecz nie chciał. Dlaczego mielibyśmy przeszkadzać woli Boga? Dlaczego mielibyśmy troszczyć się bardziej o ciało niż o duszę? Gdy Bóg już nie chce dłużej korzystać z twojego ciała lub czyjegokolwiek ciała, zabiera je w jakikolwiek sposób. Pogrzebani żywcem czy martwi, to to samo. Prędzej czy później i tak będziemy pogrzebani, żywi albo martwi. Jeśli chodzi o mistrzów, im prędzej odejdą tym lepiej. Mniej będą cierpieć. Cóż jest dobrego w życiu w tym fizycznym ciele? Co ten fizyczny świat może zaoferować mistrzowi?

 ~Supreme Master Ching Hai

22:05, pureocean
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 marca 2010
Rozmowy o Prawdzie część 19

Jeść i spać czy nie

Q:       Na Shivaratri mieszkali dwaj jogini, którzy pozwalali ludziom się im przyglądać. Nigdy nie jedli, nigdy nie spali i mieszkali w małych chatkach. Raz w roku pozwalali ludziom przybyć w odwiedziny na Shivaratri. Jogini siedzieli na zewnątrz. Mieli olbrzymie brzuchy. Dlaczego? Nigdy nie mogłam tego zrozumieć. Mieli bardzo grube szyje i długie włosy. Nie jedli i nie spali w ogóle.

M: Odżywiali się powietrzem! Byli ,,oddychaczami”! Tego też się można nauczyć.

Q:       Jak?

M: Naucz się od nich.

Q:       Ale oni nie uczą. Zawsze ukrywają się w tych dwóch domkach. Nikt nie może z nimi rozmawiać, ani ich widywać.

M: Gdyby za długo rozmawiali, umarliby.

Q:       Oni nie rozmawiają. W dniu, w którym wychodzą na zewnątrz, też nic nie mówią. Tylko siedzą. Można ich oglądać przez 12 godzin, ale oni nie odzywają się.

M: Na Tajwanie była taka osoba, kobieta, mniszka. Nie jadła nic przez jakieś dwadzieścia kilka lat zanim umarła. Święta Teresa z Niemiec, z Bawarii, też nie jadła.

Q:       Przyjmowała tylko hostię.

M: Tak, w niewielkich ilościach. Możemy oduczyć się nawyku jedzenia. W Indiach opowiedziano mi historię o pewnym człowieku. Był to zwykły człowiek, żaden praktykujący czy cokolwiek, codziennie pił tylko trochę osolonej wody i to wszystko. Nie jadł nic. Nie jest to w żadnym wypadku nic duchowego. Nasze ciało łatwo się przystosowuje, możemy je wyćwiczyć na różne sposoby. Kiedyś prawie zerwałam z nawykiem jedzenia, lecz Bóg tego nie chciał. Powiedział: ,,Nie rób tego”, więc musiałam znowu zacząć jeść.

Q:       A jesz tak niewiele.

M: Wtedy bałam się jedzenia. Jak tylko coś zjadłam, czułam się taka zanieczyszczona, było mi niedobrze i nie chciałam już w ogóle nic jeść. Przestałam na długo. Ale Bóg wtedy powiedział: ,,Nie, bądź nadal normalna. Bo inaczej ludzie będą przychodzić do ciebie tylko dlatego, że nie jesz”. Zapomną zupełnie o oświeceniu. Będą pytali tylko o to, co masz w żołądku. Pewna mniszka z Formozy, która głodowała, nie jadła, też nie rozmawiała. Lecz była jeszcze jedna kobieta w Indiach, także bardzo sławna. Ona też nie jadła, ale mówiła.

Q:       Tak, słyszałam o niej. Miałam ją odwiedzić.

M: Myślę, że teraz już jej tutaj nie ma.

Q:       Tak. Pewnie już umarła.

M: Tym lepiej dla niej.

Q:       A więc tych, którzy szukają Boga, nie powinno wcale obchodzić, czy ich mistrz je czy nie je, czy się ubiera, czy nie. Mam na myśli, że to nie jest wcale ważne.

M: Tak. Nie powinni się tym zajmować.

Q:       Tak więc jest to ogólną zasadą, że ciało potrzebuje pokarmu?

M: Nie jest to regułą. Zwykle tak jest, ale wcale nie musielibyśmy jeść, jeśli potrafilibyśmy nauczyć się nie jeść i jeśli niejedzenie byłoby naszym przeznaczeniem. Jeśli w poprzednim życiu wyczerpały się nasze zasługi jedzenia, to w tym życiu nie powinniśmy już jeść. Jeżeli nie zebraliśmy zasług jedzenia, nie powinniśmy jeść. Jeśli je zmagazynowaliśmy, to musimy jeść. Bo inaczej musielibyśmy powrócić tu znowu i zjeść to wszystko w następnym życiu. Tak więc trzeba być normalnym. W porządku?

Q:       Czy tak samo jest ze snem? Bo zauważyłam, że wielu mistrzów nie śpi.

M: Och! Spać czy nie spać. Tylko ciało śpi, dusza nie śpi nigdy. Ja mogę spać, ale mogę też nie spać. Nie ma to dla mnie żadnej różnicy. Jak zabiłabym czas, gdybym nie spała? Zawsze jestem wdzięczna, kiedy mogę spać, tak szybciej mija czas. W samadhi jestem zawsze, czy to we śnie, czy na jawie. Co to więc za różnica?

 

~Supreme Master Ching Hai

22:43, pureocean
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 marca 2010
Rozmowa o Prawdzie część 18

Fascynujący świat cudotwórczych mocy

M: Tak. Lecz gdy nauczysz się zbyt wiele, to potem jest tak jak w..., no wiesz, jak w książce Aleksandry...

Q: Aleksandra Wielkiego? Jego masz na myśli? Aleksandra Wielkiego, który pojechał do Indii?

M: Nie, nie. Tę, która pojechała do Tybetu, Francuzkę.

Q: Aha, wiem, Aleksandrę Neel.

M: Tak, Neel.

Q: Znam ją. Tak, czytałam jej książki.

M: Kiedy pojechała do Tybetu...

Q: Przebrana za mężczyznę, za biedaka.

M: W Himalajach widziała wielu ludzi, nagich mężczyzn. Na przykład widziała Tybetańczyków, których całe ciała okręcone były łańcuchami, żelaznymi łańcuchami, a kiedy gdzieś frunęli, to musieli zabierać te łańcuchy ze sobą, ponieważ zbyt długo praktykowali fruwanie i ich ciała stały się zbyt lekkie. Fruwaliby wiecznie bez tych łańcuchów. Tak więc musieli używać ich, żeby kontrolować własną wagę, żeby czasami zatrzymać się na ziemi i coś zjeść. Tak, i czasami słyszała: ,,Dzyń, dzyń, dzyń”. Rozumiecie, to był dźwięk łańcuchów, kiedy ktoś taki lądował na ziemi. (Śmiech). Więc jeżeli chcecie, to możecie pojechać do Tybetu i nauczyć się tego. Potrzeba wielu lat, żeby doskonale opanować tę sztukę latania.

Q: Wiesz, lamowie zaprosili mnie na trzyletnie odosobnienie ,,tumo”, co oznacza umiejętność kumulacji ciepła, a ja powiedziałam: ,,Nie, a po co?” Nie miało to dla mnie żadnego sensu.

M: Mamy grzejniki. Mamy centralne ogrzewanie.

Q: Mamy centralne ogrzewanie, a na dodatek mnie interesuje Bóg, poznanie Boga.

M: A nie ogrzewanie, tak? Chociaż wiesz, powinnaś była się tego nauczyć.

Q: Po co?

M: Nie musiałabyś używać suszarek do ubrań. Mogłabyś suszyć swoje ubrania w kilka sekund. Bez potrzeby suszenia po praniu, to znaczy wkładania ubrań do suszarki. Tak, oszczędziłabyś pieniądze na suszeniu, to by było bardzo opłacalne.

Q: Suszyłabym je na słońcu.

M: Ale wiesz co? W Tybecie nie ma słońca, więc tam oni tego potrzebują.

Q: Tak, to prawda. Tam jest mróz.

M: Mróz, oooch! Wyobraź sobie, gdybyś miała rodzinę i wewnętrzny ogrzewacz, to cała rodzina mogłaby oszczędzić dużo pieniędzy, susząc ubrania na twoim ciele, ubrania całej rodziny. Po upraniu ubrań, rodzina mówiłaby ci tylko: ,,Ej ty, chodź tutaj, włóż to na siebie”. I wszystko byłoby suche w kilka sekund.

Q: Ale ja bym zamarzła, siedząc trzy lata w Himalajach. To nie jest warte, żeby przez trzy lata marznąć.

M: To dlatego, bo nie nauczyłaś się ogrzewania tumo. Widziałam wielu joginów, którzy chodzili po zaśnieżonych górach Himalajów, nagich, z bosymi stopami, bez butów, bez niczego! A ich ciała były różowe i gorące.

~Supreme Master Ching Hai

17:53, pureocean
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 lutego 2010
Rozmowa o Prawdzie część 17

Guru Nanak

 

Q:       Mistrzyni, czy słyszałaś o Guru Nanaku?

M: Tak.

Q:       Kiedy zaczynał nauczać, powiedział, że tylu jest mnichów i mniszek, i każdy się modli, oddaje Bogu cześć, na miliony sposobów, 24 godziny na dobę na tej ziemi wszyscy czczą Pana, a mimo to jednak, popatrz, jak niewielu jest tutaj mistrzów.

M: Tak, a ilu z nich jest w pełni oświeconych?

Q:       No więc dlaczego tak się dzieje? Dlaczego był tylko jeden Guru Nanak, chociaż miliony go czciły?

M: Tak, ludzie, którzy szczerze poświęcali się na różne sposoby i żyli w ascezie.

Q:       W ascezie, przez lata!

M: Tak samo Budda. Tylko jeden w epoce, najwyżej dwóch. Tylko jeden Jezus. Wszyscy czczą i modlą się do Boga, wierzą w Boga i poświęcają się na wszelkie sposoby, żeby zbliżyć się do Boga, lecz nikt tego nie może osiągnąć. Tylko Jezus. Tylko Budda. Jedynie Guru Nanak. Tylko tacy Mistrzowie jak oni.

Q:       Ale dlaczego? Czy jest to już z góry ustalone? Na przykład czy dlatego Guru Nanak osiągnął oświecenie i stał się założycielem religii Sikhów?

M: Tak.

Q:       A więc jest to z góry przeznaczone.

M: On został wybrany, wyznaczony przez Niebo. Zobacz, Guru Nanak gdy był dzieckiem, już był inny.

Q:       Był piękny, był święty.

M: No nie, nie tylko piękny. Otóż, kiedy spał pod drzewem i słońce się przesuwało, cień się nie przesuwał, ponieważ drzewo chciało osłaniać go, kiedy spał. Natomiast Jezus był współczujący już za młodu. Powiedział swojej matce, żeby oddała ubrania biednym. A kiedy ona wciąż wahała się, czy powinna oddać swoje ostatnie ubranie, powiedział: ,,Oddaj je”. Był wówczas dzieckiem. Z kolei Budda był wybitnie uzdolniony.

Q:       I małemu ptaszkowi ocalił życie.

M: Miał w sobie dużo litości. Ocalił życie małemu ptaszkowi i innym istotom. Oni są inni. Mówi się, że Budda był Bodhisattwą z Nieba Tushita. Nie był zwyczajnym człowiekiem. Urodził się w zwyczajny sposób, żeby zabrać zwyczajne istoty z powrotem do domu. To dlatego mówi się, że Jezus był Synem Nieba, Budda Bodhisattwą z Nieba Tushita, a Guru Nanak urodził się w Niebie. Nawet za młodu przejawiał cechy świętego. To nie tylko legenda, część z tego jest prawdą.

Q:       Ktoś mi opowiedział historię o tym, jak Guru Nanak pojechał do Mekki, położył się i wyciągnął swoje nogi w kierunku czarnego kamienia.

M: Tak, a jest to ich święte wyobrażenie Boga.

Q:       Nie dotykał tego kamienia. Wyciągnął nogi i skierował stopy w kierunku czarnego kamienia.

M: A jest on uważany za bardzo...

Q:       ...za bardzo święty kamień...

M: Tak i nikt nie powinien tego robić.

Q:       Właśnie. Wtedy jakiś człowiek podszedł do niego i powiedział: ,,Nie wolno ci wyciągać nóg w kierunku tego czarnego kamienia!” Na to Guru Nanak odrzekł: ,,Dobrze, więc weź moje nogi i połóż je tam, gdzie nie ma Boga.”

M: Tak, ponieważ skoro tam leży kamień, wszyscy uważają, że jest tam również i Bóg. On powiedział tak: ,,Pokaż mi więc miejsce, gdzie Boga nie ma, żebym mógł położyć tam nogi”. Wtedy wskazano mu drugą stronę, a on położył tam nogi, wtedy kamień przesunął się.

Q: Kamień się przesunął.

M: Tak, kamień się przesunął. Przesunął się wraz z jego stopami. Więc co chciałabyś wiedzieć?

Q:       Mówią też, że potrafił fruwać. Pewnego razu znajdował się w Arabii Saudyjskiej, czy gdzieś w tamtych stronach, i przyfrunął do Mekki. Czy to prawda? Razem ze swoim uczniem o imieniu Mardana, który grał i komponował muzykę razem z nim, i śpiewał dla Boga.

M: To może być prawdą, a może też nie być. Fruwania można się nauczyć.

Q:       Lewitacji?

 

~Supreme Master Ching Hai

 

00:18, pureocean
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 lutego 2010
Rozmowa o Prawdzie cześć 18

Fascynujący świat cudotwórczych mocy

 

M: Tak. Lecz gdy nauczysz się zbyt wiele, to potem jest tak jak w..., no wiesz, jak w książce Aleksandry...

Q:       Aleksandra Wielkiego? Jego masz na myśli? Aleksandra Wielkiego, który pojechał do Indii?

M: Nie, nie. Tę, która pojechała do Tybetu, Francuzkę.

Q:       Aha, wiem, Aleksandrę Neel.

M: Tak, Neel.

Q:       Znam ją. Tak, czytałam jej książki.

M: Kiedy pojechała do Tybetu...

Q:       Przebrana za mężczyznę, za biedaka.

M: W Himalajach widziała wielu ludzi, nagich mężczyzn. Na przykład widziała Tybetańczyków, których całe ciała okręcone były łańcuchami, żelaznymi łańcuchami, a kiedy gdzieś frunęli, to musieli zabierać te łańcuchy ze sobą, ponieważ zbyt długo praktykowali fruwanie i ich ciała stały się zbyt lekkie. Fruwaliby wiecznie bez tych łańcuchów. Tak więc musieli używać ich, żeby kontrolować własną wagę, żeby czasami zatrzymać się na ziemi i coś zjeść. Tak, i czasami słyszała: ,,Dzyń, dzyń, dzyń”. Rozumiecie, to był dźwięk łańcuchów, kiedy ktoś taki lądował na ziemi. (Śmiech). Więc jeżeli chcecie, to możecie pojechać do Tybetu i nauczyć się tego. Potrzeba wielu lat, żeby doskonale opanować tę sztukę latania.

Q:       Wiesz, lamowie zaprosili mnie na trzyletnie odosobnienie ,,tumo”, co oznacza umiejętność kumulacji ciepła, a ja powiedziałam: ,,Nie, a po co?” Nie miało to dla mnie żadnego sensu.

M: Mamy grzejniki. Mamy centralne ogrzewanie.

Q:       Mamy centralne ogrzewanie, a na dodatek mnie interesuje Bóg, poznanie Boga.

M: A nie ogrzewanie, tak? Chociaż wiesz, powinnaś była się tego nauczyć.

Q:       Po co?

M: Nie musiałabyś używać suszarek do ubrań. Mogłabyś suszyć swoje ubrania w kilka sekund. Bez potrzeby suszenia po praniu, to znaczy wkładania ubrań do suszarki. Tak, oszczędziłabyś pieniądze na suszeniu, to by było bardzo opłacalne.

Q:       Suszyłabym je na słońcu.

M: Ale wiesz co? W Tybecie nie ma słońca, więc tam oni tego potrzebują.

Q:       Tak, to prawda. Tam jest mróz.

M: Mróz, oooch! Wyobraź sobie, gdybyś miała rodzinę i wewnętrzny ogrzewacz, to cała rodzina mogłaby oszczędzić dużo pieniędzy, susząc ubrania na twoim ciele, ubrania całej rodziny. Po upraniu ubrań, rodzina mówiłaby ci tylko: ,,Ej ty, chodź tutaj, włóż to na siebie”. I wszystko byłoby suche w kilka sekund.

Q:       Ale ja bym zamarzła, siedząc trzy lata w Himalajach. To nie jest warte, żeby przez trzy lata marznąć.

M: To dlatego, bo nie nauczyłaś się ogrzewania tumo. Widziałam wielu joginów, którzy chodzili po zaśnieżonych górach Himalajów, nagich, z bosymi stopami, bez butów, bez niczego! A ich ciała były różowe i gorące.

~Supreme Master Ching Hai

 

19:01, pureocean
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 lutego 2010
Rozmowa o Prawdzie cześć 15

Wszyscy jesteśmy jednym

Q: A kiedy wszyscy razem zostaniemy wyzwoleni, to buddyści, hindusi, sikhowie, wyznawcy sufizmu, chrześcijanie, wszyscy tam będziemy razem?

M: Oczywiście. Religie nie istnieją. Tak naprawdę istnieją tylko nauki mistrzów, nauki, które pozostawili po sobie dawni mistrzowie.

Q: Jezus powiedział, że religie nie istnieją, to w jaki sposób się rozpoznamy? To znaczy, jak już wszyscy umrzemy, nie będzie już religii, nie będzie już ciała, i wtedy ...

M: Och, nie. Masz na myśli zwykłych ludzi czy inicjowanych?

Q: Inicjowanych.

M: Inicjowani pójdą wyżej z mistrzem. Po co miałabyś tam zostawać i pytać: ,,Ty jesteś sikhem? A czy ty jesteś chrześcijaninem?” Co za nonsens! My już teraz nie zadajemy takich pytań. Już teraz nie pytamy, dlaczego mielibyśmy później? Już teraz wiemy, że wszyscy jesteśmy jednym, dlaczego więc mielibyśmy o to pytać po śmierci, jesteś niemądra!

Q: W porządku, masz rację. W takim razie, co my tam razem w wieczności będziemy robić?

M: Uczyć się. Uczyć się tego, czego powinniśmy się nauczyć, aż osiągniemy poziom mistrza, aż zostaniemy mistrzem.

Q: Aha, więc mówisz, że jesteśmy zainicjowani, ale jeszcze nie jesteśmy oświeceni?

M: Jesteśmy oświeceni, ale nie tak doskonale oświeceni jak mistrz. Kiedy zapisujesz się na uniwersytet jako studentka, nie jesteś jeszcze profesorem na tym uniwersytecie ani jego absolwentką. Musisz się uczyć.

Q: Tak więc możemy zostać absolwentem, kiedy to ciało umrze?

M: Nie. Już teraz, możesz już teraz, jeśli masz wystarczająco... Ale nie każdy. Ci, którzy osiągają to w ciągu jednego życia, to tacy jak Budda, Jezus, Dziewczynka Smok czy Milarepa. Tak? Możesz być jedną z nich.

Q: Mogę? Wszyscy możemy! A ci którzy nie mogą, jak oni się uczą? Tam nie ma książek, prawda?

M: Nie. Mistrz ich będzie uczył odpowiednio do ich poziomu, później, kiedy opuszczą Ziemię. Mistrz ich nie opuści, aż do chwili, gdy staną się Buddą, to znaczy, aż zostaną Mistrzem.

Q: Czy tak jest naprawdę?

M: Tak.

Q: Nigdy nie opuszczają oni swoich dzieci?

M: Nie.

Q: Tak samo jak Jezus swoich owieczek? Wszystkich chrześcijan, którzy są prawdziwymi chrześcijanami, wszystkich, którzy za nim pójdą?

M: Nie, nie wszystkich chrześcijan, którzy żyją obecnie. Opiekuje się tylko tymi, których on uczył kiedy żył, aż staną się mistrzami. Wiesz, że prawdziwi chrześcijanie, to ci, którzy byli jego wyznawcami, kiedy żył. Prawdziwi buddyści to ci, którzy byli wyznawcami Buddy, kiedy ten żył. Prawdziwymi sikhami byli ci, którzy byli wyznawcami Mistrzów sikhijskich, kiedy ci żyli.

(Supreme Master Ching Hai)

00:37, pureocean
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 lutego 2010
Rozmowa o Prawdzie część 14

Dusza

Q: A teoria atmana? Budda powiedział, że w rzeczywistości duszy nie ma, Jezus jednak powiedział, że dusza istnieje.

M: To jest tak samo jak ktoś raz mówi, że Bóg istnieje, a potem mówi, że Boga nie ma. Rozumiesz? To jest ich sprawa. Nas to nawet nie powinno obchodzić. Mówili oni do różnych ludzi, do ludzi na różnych poziomach. Musieli używać różnych nazw.

Q: Tak. Budda też raz mówił, że dusza nie istnieje, a kiedy indziej, że dusza istnieje.

M: Tak. Mówił, że to jest ,,Wielkie Ja” lub: ,,Prawdziwy człowiek, prawdziwe ja”. Tak? To jest dusza. To jest to samo. On chciał jedynie zniszczyć przywiązanie ludzi do słów. Ludzie wyobrażają sobie duszę w ten sposób, jakby w czymś zawartą. Więc musiał to wyobrażenie zniszczyć. Powiedział: ,,Nie ma czegoś takiego. Jesteś tylko ty”.

Q: Tak więc, to co się reinkarnuje, to nie jest osobowość?

M: To są przyzwyczajenia, energia przyzwyczajeń. Sposób, w jaki myślimy, sposób, w jaki wszystko robimy, nasze oczekiwania. To wszystko staje się masą energii, która się reinkarnuje. Ale ponieważ istnieje dusza, energia myślenia, która jest zawarta w tej masie energii, musi ona razem z tym cierpieć. Jeśli dusza oderwie się od tej zamkniętej energii, już nie będzie musiała więcej cierpieć.

Q: To wtedy następuje iluminacja, kiedy ona się odrywa? Czy to jedyny sposób?

M: Tak.

Q: Dlaczego? Gdyż wtedy dusza nie jest przywiązana do tych nawyków?

M: Tak. Nikt nie uczy duszy, że jest niezależna, że nie musi wiecznie nieść ze sobą tego całego śmietnika, że nie musi wkładać na siebie tych ubrań, że może je podrzeć, że może je zrzucić i być wolna. Konieczne było, żeby przez jakiś czas ciągnęła za sobą ten śmietnik, ale nie może tego robić wiecznie. Na przykład, już o tym mówiłam, ale powiem jeszcze raz. Kiedy nurkujemy do morza, to musimy mieć ze sobą maskę i butlę z tlenem, ten cały obrzydliwy ekwipunek i ,,żabi kombinezon”. Ale w rzeczywistości tak nie wyglądamy. Musimy włożyć na siebie te wszystkie rzeczy, żeby móc zanurkować do morza, tamten świat jest inny, nie moglibyśmy tam przetrwać bez tego obrzydliwego sprzętu.

Tak więc, kiedy udajesz się w głąb morza, to po jakimś czasie musisz wrócić na powierzchnię. Jeśli byś tam została, zaczęłyby się kłopoty ze sprzętem. Jest on przeznaczony do tego, żeby ci pomagać, ale jeśli zostaniesz tam zbyt długo, to przywiążesz się do niego, chociaż będzie już zepsuty. Zaczną się kłopoty. Umrzesz, umrzesz z powodu przywiązania do tego ekwipunku. Powinnaś wrócić do góry, zamiast mówić: ,,Nie, nie. Mówisz, żebym wróciła do góry, ale jak mogłabym tam żyć bez butli z tlenem? Zawsze, przez cały czas, mam maskę i tlen, a ty mówisz mi, żebym powróciła na górę i je zdjęła. Jak mogłabym to zrobić? Nie, nie. Zostanę tutaj. Jak bez nich mogłabym pływać?” Nie wiesz, że kiedy wrócisz na ląd, to nie będziesz już musiała pływać. Nie będziesz potrzebowała tej maski i tlenu. Masz wszystko, czego potrzebujesz i jest to nawet piękniejsze. To słaby przykład, ale łatwy do zrozumienia. Gdyż do morza nurkujemy tylko na krótko i wciąż pamiętamy o życiu na ziemi. Ale kiedy nurkujemy do morza tego fizycznego istnienia, to trwa to wiele kolejnych żyć, i przywiązujemy się do tych wszystkich ryb w tym morzu cierpienia. Lubimy oglądać piękne scenerie morza i nie chcemy ponownie wracać na ląd. Wtedy nam się wydaje, że ten sprzęt jest nam niezbędny; ta butla z tlenem, która jest jak nasz mózg, czy nasze ciało fizyczne, które jest jak ,,żabi strój”, który wkładamy, kiedy chcemy zanurkować w zwyczajnym morzu. Kiedy mistrz mówi: ,,Zapomnij o ciele dla ducha. Nie musisz obawiać się śmierci. Zapomnij o rzeczach materialnych i pójdź za mną”, wy odpowiadacie: ,,Nie! Rzeczy materialne to wszystko co mam! Moja rodzina! Moi przyjaciele! Mój dom! Moje dzieci! (Śmiech). Moje konto w banku! Moja karta kredytowa! I tak dalej.” Tak! To wszystko jest niepotrzebne, kiedy udajemy się do nieba. Kiedy wychodzimy na ląd, musimy zdjąć maskę i butlę z tlenem. Inaczej umarlibyśmy. Tak. Już wkroczyliśmy na drogę do osiągnięcia poziomu świętych, i powoli musimy zdjąć tę maskę i butlę z tlenem, które przedtem były konieczne, ale teraz już nie są. Jednak niektórzy ludzie są przywiązani do swoich ubrań. To jest oczywiste. Nosili je zbyt długo, zaczęły one przylegać do ciała, i stały się ciepłe. Tacy ludzie mówią: ,,Tak jest mi dobrze, jest mi przyjemnie. Dlaczego miałbym je zdejmować?” Ale jeśli nie zdejmą ich we właściwym czasie, umrą. Butla z tlenem wystarcza jedynie na jakiś określony czas. Jeśli się do niej przywiążemy i kiedy wrócimy na ląd, nie będziemy oddychać normalnym tlenem, wtedy umrzemy przez ten niegdyś przydatny przedmiot.

Q: Mówisz, że umrą. Jezus powiedział: Niech martwi grzebią martwych. Czy to znaczy, że ci ludzie nigdy nie będą mieć życia duchowego, będąc w tym ciele, gdyż są przywiązani do tych wszystkich rzeczy? Do ubrań, do mebli, do samochodów, do pieniędzy?

M: Tak, tak. To dlatego Jezus powiedział: Niech martwi grzebią martwych. Bo nawet żywi są martwi. Martwi w sensie duchowym. Nie wierząc w mistrza, czy w inicjację przez mistrza, wszyscy jesteśmy martwi, ruszający się martwi. Jak by to powiedzieć? Chodzący martwi.

Q: Jeżeli ci, którzy umierają, już są martwi i nie mają duszy, to czy kiedy umierają, ich materia po prostu rozkłada się, a ich przyzwyczajenia pozostają i reinkarnują się ponownie?

M: Tak.

Q: Pozostali, którzy są na ścieżce duchowej, osoby, które służyły mistrzowi, które praktykowały, czciły i kochały Boga mają światło duchowe, ciało ze światła. Tak więc, kiedy one umierają, to ich ciało duchowe ze światła przechodzi poza przyzwyczajenia i przywiązania. I w ten sposób ciało duchowe przechodzi z mistrzem do wyższego poziomu?

M: Tak, tak. Tak właśnie jest.

Q: To dlatego mistrzowie tak bardzo chcą wydostać ludzi z tego bagna, jakim jest ciało ludzkie, gdyż to jest jedynie rozkładająca się materia?

M: Tak.

Q: Czy wobec tego istnieje między uczniami a mistrzem jakaś więź? W Indiach mówiono mi często, że jesteśmy ze swoim mistrzem przez wieki.

M: Tak! Dlatego Jezus powiedział: Nigdy was nie zostawię, ani was nie porzucę, aż do końca świata. Za życia Buddy jego uczniowie byli na różnych poziomach. Niektórzy osiągnęli wyzwolenie w ciągu jednego życia, inni w następnym, jeszcze inni mieli przed sobą cztery życia, byli też tacy, którzy mieli przed sobą jeszcze siedem żyć, zanim mogli zostać przez niego wyzwoleni. Ale ja już nie chcę wracać, tak więc chcę was wszystkich zabrać w tym życiu. (Oklaski).

- Supreme Master Ching Hai

23:27, pureocean
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 13

Rośliny, zwierzęta i człowiek

M: Bóg polecił człowiekowi, aby rządził, był królem zwierząt. To znaczy, że mamy opiekować się nimi, mamy uczyć je i pomagać im się rozwijać. Kiedy inne zwierzęta dorastają do poziomu, by stać się ludźmi, to muszą istnieć pewni ludzie, którzy już się rozwinęli, stali się mądrzejsi, po to, żeby uczyć tych nowych ludzi. Rozumiesz? Drzewa, kamienie, minerały, muszą się rozwinąć, by stać się ludźmi. Jeśli one przejdą wyżej i nikt ich nie będzie dalej uczył, to znowu powrócą do królestwa minerałów i drzew.

Q: Ale jak na przykład roślina może nauczyć się rozróżniać, co jest dobre, a co złe?

M: Uczą się one powoli, poprzez doświadczenia wielu tysięcy lat, poprzez wchłanianie nauk z energii, z otaczającej je atmosfery. Ale ich rozumienie i system trawienny są bardzo powolne. Muszą one pozostawać w tego rodzaju atmosferze przez wiele, wiele tysięcy lat, aż w końcu się przebudzą i zrozumieją: ,,Ach, tak, to jest to!” Wtedy otrzymają ludzkie ciało. Są to młode dusze. Tak samo jak łatwo jest powiedzieć młodszemu bratu czy młodszej siostrze, co mają robić, ale trudno jest wyjaśnić młodszym dzieciom, czego pragniesz. Dużo czasu upłynie, zanim będą potrafiły cię zrozumieć. Dużo czasu upłynie, zanim wstąpią na uniwersytet. A na uniwersytecie muszą być jacyś profesorowie, którzy będą ich uczyć. Jeśli każdy po ukończeniu uniwersytetu odszedłby i nie pozostałby tam nikt, to kto witałby nowo przybyłych, nowych studentów. Nie wszyscy muszą zostać nauczycielami na uniwersytecie. Nauczyciel w szkole podstawowej też jest ważny. Prawda? Za dużo mówię. Czy nie uważacie, że już wystarczy? (Publiczność zaprzecza).

- Supreme Master Ching Hai

18:52, pureocean
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 12

Oświecony Mistrz zbawia używając logiki

 

Q: Wiesz, Pan Budda powiedział kiedyś: ,,Jeśli mógłbym was wszystkich zabrać z tego cierpienia i ignorancji, zrobiłbym to natychmiast. Ale nie mogę”.

M: Tak, tak.

Q: Więc w jakimś sensie nie jest on wszechmogący. Ale Pan jest wszechmogący. Tak więc...

M: Budda jest wszechmocny, ale my musimy chcieć.

Q: Dlaczego nie może nas on po prostu wyzwolić?

M: Nie może. Wtedy nie byłoby to zabawne.

Q: Ale cierpienia jest więcej niż zabawy. (Śmiech).

M: Ludzie lubią cierpienie. Budda i Jezus nie mogli zmusić tych ludzi, jeśli oni nie chcieli za nimi podążać. Ludzie mają wolną wolę, w tym cały problem. Ten świat jest negatywny. Muszą oni pracować w zgodzie z zasadami tego świata. Nie mogą wszystkiego zniszczyć. Jest to królestwo Pana Karmy. Kiedy wchodzi się do tego królestwa, to należy działać w zgodzie z jego prawami. Święci przychodzą tutaj, aby wytłumaczyć to ludziom, aby logicznie tłumaczyć to ludziom, by zachęcić ich do odejścia z własnego wyboru, z mądrości i z wyboru, nie za pomocą sztuczek magicznych, nie za pomocą hipnozy. To właśnie dlatego praca mistrza jest trudna i pełna cierpienia. Inaczej, każdy mógłby zostać mistrzem, i jeden mistrz wystarczyłby, żeby zabrać tam do góry cały świat, a tutaj nikt by nie pozostał. Ale to nie jest dozwolone, bo jacyś ludzie muszą tutaj zawsze być, po to, żeby święci mogli przyjść tutaj i nawiązywać łączność z niebem. Bo dopóki na tym świecie przebywają ludzie, inne istoty mogą się tutaj rozwijać. Pamiętasz Biblię, Stary Testament?

Q: Tak.

 

- Supreme Master Ching Hai

23:14, pureocean
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 11

Władcy różnych poziomów

 

Q: Czy Najwyższy Bóg może ukazać się w fizycznym ciele?

M: Tak. On może ukazać się w fizycznym ciele.

Q: Czy w każdym wybranym przez Siebie ciele? Czy wyznawcy różnych religii, kiedy modlą się do Boga, są w tym szczerzy i głęboko wierzą w Pana, to czy naprawdę mogą oni kontaktować się z Panem piątego poziomu?

M: Przeważnie komunikują się oni z Panem Karmy.

Q: Pan Karmy pochodzi z drugiego poziomu. Żydzi nazywają go Jahwe, ale to nie to samo co Jama czy Pan Śmierci?

M: Nie, Pan Śmierci przebywa w krainie piekła, w pierwszym poziomie.

Q: Wygląda więc na to, że Najwyższy Bóg przekazał odpowiedzialność za różne poziomy różnym Władcom.

M: Jama współpracuje z Panem Karmy.

Q: Tak więc będą oni pracować jedynie do końca naszych dni tutaj, na Ziemi?

M: Tak. Będą pracować, aż skończy się ich kadencja.

Q: Czy masz na myśli kalpę? Tak jak na przykład u hindusów są cztery kalpy, czy w tym znaczeniu?

M: Aż Pan..., aż ich karma się skończy.

Q: Masz na myśli, że to poprzez tę służbę oczyszczają się.

M: To jest skomplikowane.

Q: Tak, to jest skomplikowane.

M: Kiedy zajmują oni tę pozycję, to mają Moc Boga, żeby wykonywać swą pracę.

Q: Ale ryszi i święci mogą wpływać na te prawa; w wielu przypowieściach mówi się o tym, że mogą oni zmieniać te prawa.

M: Tak. Mistrzowie są ponad wszystkim. Zazwyczaj nie wykorzystują oni swojej pozycji mistrza, żeby je likwidować. Jedynie z nimi współpracują i przeprowadzają duszę przez tę krainę. Ale nigdy ich nie likwidują. Tak jak doradca prezydenta. Ma on władzę nad wszystkimi ministrami, a nawet strażnikami przy bramie, nigdy jednak by nie powiedział: ,,Ej ty, jesteś tylko strażnikiem tej bramy”. Nie zrobiłby tego. Wiesz o tym. On ich szanuje i gdy przyjeżdża, to pokazuje swoją kartę identyfikacyjną i czeka, aż strażnik otworzy bramę i pozwoli mu wjechać. Nie wjeżdża tak po prostu przez bramę, nic nikomu nie mówiąc, chociaż dobrze zna pałac, bo szanuje pracę każdego. Ale oczywiście, jeśli zechce zabrać ze sobą kogoś, komu normalnie nie pozwolono by przebywać w pałacu, to może to zrobić. Dzięki jego obecności i, jak by to można powiedzieć, poręczeniu, strażnik pozwoli każdemu w jego towarzystwie wejść do prezydenta. Inaczej taka osoba nie mogłaby wejść do pałacu prezydenta. Rozumiesz? Każda zwyczajna osoba, która towarzyszy wpływowej osobistości, może wejść do pałacu prezydenta.

 

- Supreme Master Ching Hai

00:07, pureocean
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 10

Jezus medytował metodą Quan Yin

Q: A na przykład Jezus, jaką metodą medytował?

M: Quan Yin.

Q: Skąd wiesz?

M: Wiem.

Q: Więc Jezus miał także wszechwiedzący umysł?

M: Tak, tak. Miał.

Q: Miał?

M: Och, proszę, nie pytaj mnie. Jeśli powiem ci zbyt wiele... (Ktoś inny z publiczności chce zadać pytanie). Tylko ty możesz mnie pytać. Zadajesz inteligentne pytania, więc pytaj dalej. Innych ludzi nie chcę już słuchać. Pytali mnie już o to tysiące razy i męczyli mnie tysiące razy, już dłużej im na to nie pozwolę.

Q: Jezus, na przykład, pochodził z Esseńczyków. Esseńczycy to był święty zakon zamieszkujący okolice Morza Martwego. Wiedziałaś o tym?

M: Tak. Pochodził z zakonu Esseńczyków, którzy byli wegetarianami od tysięcy lat. W tamtych czasach mieli oni linię przekazu.

Q: W tamtych czasach?

M: Nazywali się Białym Braterstwem, przekazywali światło i dźwięk. W tamtych czasach bardzo trudno było wstąpić do ich zakonu. Należało ślubować życie w celibacie, i że nigdy nie ujawni się ich nauk poza zakonem. Każdy, kto wstępował do tego zakonu, musiał zostać wprowadzony przez starszego członka i musiał przejść przez lata prób zanim został zainicjowany do faktycznego zakonu, dopiero wtedy mógł założyć biały habit. Był to bardzo niezwykły zakon. Byli oni ,,inkarnacjami miłości”. A Jezus złamał ślub milczenia. Ale to oczywiście nastąpiło z polecenia Najwyższego. Otrzymał on wewnętrzny nakaz. Bo nikt z tego zakonu nigdy przedtem tak jawnie nie nauczał. Po pierwsze, z powodu ślubowania. Po drugie, to było niebezpieczne. Dlatego, po tym, jak zaczął otwarcie nauczać, przed ukrzyżowaniem, Białe Braterstwo obserwowało go uważnie, próbowało go ochraniać na różne sposoby. Ale nie zdołali mu pomóc. To właśnie oni wykradli go z krzyża, czy z jaskini. Tak czy inaczej, za dużo mówię, za dużo mówię o nieważnych sprawach. Zadaj mi jakieś inne pytanie.

Q: Mistrzyni, powiedz coś na temat Egipcjan.

M: Egipcjan?

Q: Egipcjanie też byli wysoko inicjowani.

M: Tak, bo w tamtych czasach mieli żyjącego mistrza - Mojżesza. Kiedy Mojżesz żył, ludzie przez niego zainicjowani przez pewien czas zachowywali linię przekazu. To dlatego wierzyli oni, w tamtych czasach, że są dziećmi Boga. Tak samo jak teraz wy, po inicjacji, wierzycie, że jesteście dziećmi Boga. Każdy, kto ma żyjącego mistrza, jest wysoko inicjowany. Bez mistrza, czy to Egipcjanin czy Palestyńczyk, czy obojętnie kto, nie może być wysoko inicjowany. Otwieramy się poprzez mistrza, dzięki jego wewnętrznej mocy, a nie dzięki świętym tekstom i zewnętrznym obrzędom.

Q: W takim razie powiedz mi, dlaczego Mojżesz popełnił te dwa błędy? Pierwszy, kiedy zabił tych Egipcjan, po czym odszedł na pustynię na czterdzieści lat.

M: Stało się to, zanim osiągnął oświecenie.

Q: A także to, kiedy nie posłuchał Ojca, gdy Ten powiedział mu o wodzie. Nie uwierzył i dalej robił swoje.

M: Tak. To była ludzka strona Mojżesza.

Q: Ludzka strona Mojżesza?

M: Dużo jest nonsensów. Na przykład: Bóg... Jest tyle nonsensów w pismach świętych. Nie chcę o tym mówić, dobrze? Czy muszę o tym mówić?

Q: Tak, proszę.

M: Na przykład: Bóg stworzył ten świat w ciągu siedmiu dni... sześciu dni. Ale kiedy chciał stworzyć dziesięć przykazań, wtedy zabrało mu to czterdzieści dni. Miały one być bardzo święte i szanowane. Kiedy jednak Mojżesz przyszedł i zobaczył, że wszyscy się bawią i piją, i robią różne głupie rzeczy, zniszczył je. Zniszczył przykazania Boga, których stworzenie trwało czterdzieści dni. Zniszczył je. Zniszczył kamienie, na których spisane były przykazania Boga! Były one podobno spisane ręką Boga. Czyż nie? A kiedy ludzie wyrazili skruchę, to poszedł i stworzył je na nowo. Tym razem szybciej! (Śmiech). Jeśli zadasz mi jeszcze jedno takie pytanie, to będziemy mieć kłopoty. Mogę powiedzieć coś, co nie spodoba się kościołowi, czy komuś innemu. Czasami nie mówię pewnych rzeczy, bo nie chcę nikogo obrazić. Nie obraziłam nikogo?

Q: Nie, mówią, że nie.

M: Wszyscy jesteście chrześcijanami. Cóż mogę poradzić?

Q: Ja jestem i buddystką, i chrześcijanką. Posłuchaj, a wtedy, kiedy Bóg się rozgniewał? Jak Bóg może rozgniewać się na Swoich ludzi?

M: To jest interpretacja ludzi. Kiedy mówimy, że Bóg się gniewa, to znaczy, że działa prawo karmy. I to jedynie Pan, Bóg Karmy jest rozgniewany, nie Wszechmogący.

Q: Czy to z tego powodu Mojżesz nie mógł wejść do ziemi obiecanej? Mógł ją jedynie zobaczyć? Jego własna karma powróciła do niego, czy tak?

M: To była jakby zbiorowa karma tej grupy Żydów. Bóg pomagał im w czasie wielu klęsk, i uczynił dla nich wiele cudów podczas ich exodusu. Pomagał im, ratował ich, dawał im pożywienie i picie, nigdy nie musieli się o nic martwić. Ale oni okazali nieposłuszeństwo wobec Boga. Rozumiesz? I chcieli czegoś, co było sprzeczne z poleceniami Boga. Nie przestrzegali poleceń Boga. Zatem tego, co odrzucili, nie mogli dostać ponownie. Albo przynajmniej wymagałoby to ponownego rozpatrzenia po upływie długiego czasu. Na przykład, kiedy masz nagły atak choroby, idziesz do lekarza i lekarz chce natychmiast się tobą zająć. Ale ty patrzysz na tego lekarza i on ci się nie podoba, albo nagle czujesz się zdrowa i niewdzięczna mówisz: ,,Ach, już cię nie potrzebuję. Chcę tego, a może tamtego”. Oczywiście lekarz nie może się z tobą dłużej spierać, bo musi zająć się kimś innym. Później jednak robi ci się przykro i wzywasz go znowu. Niestety! Ktoś inny jest w kolejce przed tobą i musisz poczekać. Przedtem odmówiłaś. Teraz lekarz operuje kogoś innego i nie może zostawić go nie zoperowanego, z otwartym brzuchem, tylko dlatego, bo ty byłaś wcześniej. Ty odmówiłaś, kiedy była twoja kolej. A jeszcze potem mówisz, że to lekarz pogniewał się na ciebie. To nieprawda.

Q: Powiedz mi coś o wojnie między Żydami i Arabami, która trwa po dziś dzień. Bóg powiedział, że ukarze tych ludzi, gdyż byli mu nieposłuszni, że rozproszy ich po całym świecie, a Arabowie będą walczyć z nimi aż do końca swych dni.

M: To dlatego, bo czcili oni zazdrosnego Boga. Czcili Władcę drugiego świata. Czcili Pana Karmy, który jest w drugim poziomie i to ten Bóg ich ukarał. Jeśli czciliby Wszechmogącego, lub jeśli ich mistrz Mojżesz byłby wielkim świętym, nie musieliby przez to wszystko przechodzić. Także, jeśli już raz straciłaś szansę, musisz cierpieć przez wiele, wiele pokoleń, wiele tysięcy lat, aż koło się zamknie i będziesz naprawdę mieć wszystkiego dosyć, i okażesz prawdziwą skruchę. Wtedy przybędzie mistrz i zbawi cię.

Jeden z moich uczniów, kiedy po raz pierwszy mnie zobaczył, po wysłuchaniu wykładu poszedł do domu. Nie chciał przyjąć inicjacji. Odmówił jej przyjęcia. Uważał, że to nie jest konieczne. Uważał, że jest dobrym człowiekiem, że praktykuje, od czasu do czasu medytuje, robi tylko dobre rzeczy i nie potrzebuje mistrza. A jeszcze do tego kobieta, kobieta - mistrz! ,,A pisma buddyjskie przecież mówią, że kobieta nie może zostać Buddą” - tak powiedział. Ale on w poprzednim życiu dobrze praktykował. Miał tę zasługę, że spotkał Buddę i osiągnął oświecenie. Poza swym wielkim ego, było w nim też coś dobrego. Tak więc kiedy przyszedł na wykład, poczuł, wiedział, miał wizję, zobaczył mnóstwo światła i Buddów. Wiedział, że tzw. Mistrzyni Czing Hai nie jest kimś zwykłym. Wiedział to. To nie to, że on nie wiedział. Wiedział, ale odmówił. Stwierdził, że nie jest mu to potrzebne, że sam sobie wystarczy. Robił dobre uczynki, zawsze dawał na ofiarę w świątyniach buddyjskich i dawał jałmużnę, i wszystko było jakby w porządku. Poszedł więc do domu. Ale niektórzy z naszych uczniów w pewnym sensie namawiali go: ,,Dlaczego nie przyjmiesz inicjacji? To taka dobra okazja. Nigdy nie wiadomo, możesz umrzeć bez inicjacji. Nigdy nie wiadomo, kiedy Mistrzyni znów przyjedzie, wiesz, wszystko może się zdarzyć. Przyjmij inicjację”. I w ten sposób, jak by to można powiedzieć, został wytrącony ze swojego postanowienia.

 

- Supreme Master Ching Hai

12:47, pureocean
Link Dodaj komentarz »
Rozmowa o Prawdzie część 9

Mistrz poświęca swoje fizyczne ciało

Q: Tak. Przyjrzyjmy się teraz Jezusowi. Widzimy, że Jezus znał dobrze stare pisma żydowskie i sam stał się częścią przesłania o Mesjaszu.

M: Już skończyłaś?

Q: Tak więc, kiedy myślę o Żydach, to zadaję sobie takie oto pytanie: Pan Jezus wiedział, że będzie musiał umrzeć w sposób, w jaki umarł, ponieważ w pewnym momencie prosi Boga: Proszę Panie, czy możesz zabrać tę moją czarę? Nie chciał tak umierać.

M: Czy możesz ode mnie zabrać tę czarę z gorzkim napojem? Nie chciał go wypić. Jest to ludzka strona każdego mistrza. Poprosiłabym o to samo, jeśli miałabym być ukrzyżowana. Proszę o to samo, kiedy Bóg domaga się ode mnie czegoś, czego nie chcę zrobić. W końcu i tak to robię. Mistrz robi wiele nadludzkich rzeczy i wytrzymuje każdą sytuację, jego cierpliwość i miłość są nieskończone. Ale to nie znaczy, że mistrzowie lubią wszystko, co robią. Otóż oni też się boją. Oni też muszą robić rzeczy, których nie chcą zrobić, ale muszą je zrobić. Jeśli lubiliby wszystko, co robią, to jaką wartość miałoby ich poświęcenie? Rozumiesz?

Q: Tak, rozumiem.

M: Na przykład, bardzo lubisz pieniądze. Zależy ci na nich i zarabiasz dużo, ponieważ chcesz i ciężko na nie pracujesz. Ale kiedy jest to konieczne, to dajesz je innym. Nie robisz tego dlatego, że nie lubisz pieniędzy. Jeśli byś nie lubiła pieniędzy, to po co pracowałabyś tak ciężko? Ale musisz je oddać dla dobra innych. Dlatego pieniądze, które ofiarowujesz mają nawet większą wartość, bo lubisz je mieć. Kiedy oddajesz coś, czego nie lubisz, albo coś, czego chcesz się pozbyć, to czy wtedy jest sens o tym mówić?

Q: Ale dlaczego Bóg chciał, żeby Jezus umarł w taki sposób?

M: Bo bez tego grzechy jego uczniów nie zostałyby zmyte. Ciało mistrza istnieje w dwóch celach. Pierwszy: po to, żeby uczniowie w tym fizycznym świecie mogli je widzieć. Nie potrafią zobaczyć astralnego ciała mistrza. Drugi: ciało mistrza istnieje po to, by mistrz mógł je poświęcać. Istnieje ono po to, żeby zbierać na siebie wszystko to, czego muszą pozbyć się uczniowie. Żeby zbierać grzechy uczniów, które potem muszą zostać oczyszczone. Podobnie jak śmieciarze, którzy muszą najpierw zebrać śmieci, posługując się swoim ciałem, prawda? Muszą użyć swoich rąk, aby podnieść pojemnik ze śmieciami i wsypać je na śmieciarkę, a później wyrzucić do morza lub na teren śmietniska. Ale zanim to nastąpi, ich ciało jest brudne i cuchnie tak samo jak śmieci. Śmieci nie pozostają z nimi, smród nie pozostaje z nimi na zawsze. Ale muszą oni poczekać, aż pojadą do domu i umyją się, gdy będą mieć czas, by się wymyć. Kiedy podnoszą śmieci, to śmieci są z nimi, chociażby tylko przez 5 minut czy 5 sekund. Rozumiesz?

Q: Budda także miał uczniów, a nie musiał tak umierać.

M: Z różnych względów. Po pierwsze: Budda żył w Indiach. Indie to był święty kraj. Od wielu tysięcy lat ludzie tam żyjący byli wegetarianami i czytali św. teksty, i praktykowali, i czcili świętych. Mieli czyste serca. Po drugie: Budda także cierpiał, ale inaczej, psychicznie. Pewnego dnia już nie mógł tego wytrzymać. Zostawił wszystkich uczniów i odszedł samotnie w dżunglę na trzy miesiące. Oczywiście mistrzowie rzadko mówią o wewnętrznym cierpieniu, ale ono istnieje. Żaden mistrz od niego nie może uciec. A czasami to cierpienie jest tak wielkie, jest zbyt duże, tak że objawia się ono na ciele w formie choroby bez powodu, czy w formie ataku na otoczenie lub krytyki. Widzisz, to wewnętrzne cierpienie jest gorsze niż cierpienie fizyczne. Jest ono gorsze niż piekło. Czasami, kiedy mistrz się śmieje, żartuje, tańczy, czy nawet kiedy spożywa posiłek z uczniami, nikt nie wie, co się dzieje w jego wnętrzu. Mistrz często cierpi za zamkniętymi drzwiami. Pamiętasz Milarepę?

Q: Tak, pamiętam.

M: Mimo że nie miał wielu uczniów. Nie był on w tamtych czasach taki sławny i ukrywał się w jaskiniach w Himalajach. Nie schodził nawet do miasta, żeby udostępnić swoje nauki wiekszej grupie ludzi. Tylko nieliczni, którzy o nim słyszeli, przyszli do niego. I wiesz, w tamtych czasach nawet pójście w Himalaje, by się z nim spotkać, nawet to było czymś wyjątkowym. Niewiele osób było na to stać. Wiesz, jak bardzo niedostępne są pewne miejsca w Himalajach, możesz sobie więc wyobrazić, że niewielu ludzi go poznało. Mimo to cierpiał. Został otruty. Został otruty z zazdrości. To było przyczyną jego śmierci. Wiedział, że tak będzie, ale zgodził się na to. Tak samo jak Jezus wiedział, że będzie ukrzyżowany, ale pogodził się z tym. Nie ma wyboru. Nie ma wyboru. Kiedy Bóg czegoś chce, nie masz wyboru.

Q: Dlaczego Bóg chce takich rzeczy?

M: By zmyć grzechy uczniów.

Q: Czy nie mógł wymyślić jakiegoś pozytywnego sposobu na zmywanie grzechów uczniów?

M: Nie, ponieważ ten świat nie jest pozytywny. Jest to świat mocy negatywnej. Kiedy tutaj przychodzisz, musisz postępować zgodnie z prawem karmy. W przeciwnym razie naruszysz prawo królestwa tego fizycznego świata i zapanuje w nim chaos. I wtedy każdy będzie robił to, na co tylko będzie miał ochotę i nie będzie za to karany. Ludzie będą zabijać, kraść, robić te wszystkie złe rzeczy i nikt nie będzie za to ukarany.

Q: Jak wiesz, Rama Maharishi umarł na raka, Swami Shivananda też. Czy oni także brali na siebie karmę?

M: Tak. Ale to jedynie ostatni akt tej sztuki. Bardziej dramatyczne rzeczy działy się za ich życia.

Q: A co ze Swamim Vivekanandą? On nie umarł w taki sposób.

M: A jak?

Q: Nie wiem. Nie słyszałam, żeby miał raka, czy trąd, czy coś w tym rodzaju.

M: Może to było coś innego. Nie wszyscy umierają na raka czy zostają ukrzyżowani.

Q: Tak jak Śri Arubindo, on po prostu wszedł w samadhi. I Matka także.

M: Wewnętrzne cierpienie, cierpienie w środku, cierpienie psychiczne jest gorsze niż ból fizyczny. Ale, jak już powiedziałam, mistrzowie też różnią się poziomem. Jeśli nie inicjujesz uczniów i nie bierzesz na siebie ich karmy, to nie musisz cierpieć. Vivekananda nie był mistrzem na tym poziomie.

Q: A Śri Arubindo?

M: O to mnie nie pytaj, bo zaraz wszyscy zaczną mieć pretensje. Mistrzowie różnią się od nauczycieli.

Q: Ale wszyscy oni muszą medytować. Znaczy to, że kluczem do bycia mistrzem jest zawsze medytacja.

M: Są różne medytacje.

 

- Supreme Master Ching Hai

01:39, pureocean
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 8

Poziom nauk zależy od poziomu ucznia

M: Nie obchodzą mnie nawet święte teksty. Bo Budda raz mówił do pewnej grupy uczniów z pewnego punktu widzenia, a kiedy indziej zwracał się do innej grupy. Mówił dwie różne rzeczy. Niektóre wypowiedzi zawarte w pismach nie zostały nawet wypowiedziane na Ziemi, dlatego ich poziom jest inny. Na przykład tekst o Buddzie Wrota Ziemi, o Bodhisattwie Wrota Ziemi został wygłoszony w Niebie. Na samym początku tej sutry jest powiedziane, że Budda udał się do takiego a takiego Nieba, i że zebrali się tam wszyscy bodhisattwowie. Prawda? Uczniowie na wyższym poziomie udali się tam także i wszystko słyszeli, zapamiętali, wrócili i spisali to. W ten sposób można wyjaśnić różnice, czy niekiedy nawet paradoksy pojawiające się w tekstach. To dlatego, że Budda uczył ludzi na Ziemi w inny sposób, a ludzi w Niebie w inny, a jeszcze w inny sposób uczył bodhisattwów. Wiele tekstów nie zostało wypowiedzianych na Ziemi, tak jak np. Sutra ,,Flower Gallon”. Nie odnosi się ona do Ziemi.

Q: Sutra Serca też.

M: Och, to jest jeszcze coś innego. Sutrę Serca Budda skierował tylko do jednego ucznia, do Sariputry.

Q: Aha, do Sariputry. Gdyż tylko on jeden mógł zrozumieć, o czym mówił Budda.

M: Tak. Dzisiaj ludzie czytają ją na głos i codziennie powtarzają, nic nie rozumiejąc, bo oni nie są na poziomie Sariputry.

Q: Tak jak ja, kiedy zaczęłam studiować Sutrę Lotosu, to także jej nie mogłam zrozumieć.

M: Ale to jest bardzo proste.

Q: Nie, trudne.

M: Teraz jest to proste.

Q: Tak?

M: Przeczytaj ją jeszcze raz.

Q: Muszę spróbować.

M: Ja często przytaczam Sutrę Lotosu, zwłaszcza rozdział o bodhisattwie Quan Jin.

Q: Powiedz nam o tym.

M: Jeśli znałabyś chiński, byłoby to dla ciebie jasne, już byś ją zrozumiała. Nie mogę ciągle powtarzać tych samych rzeczy. Już o tym mówiłam w innym języku.

Q: Powiedz nam jeszcze raz, powiedz.

M: Nie, nie mam teraz nastroju. Do tego musi być odpowiednia chwila. Zostało to nagrane w języku chińskim, tutaj, podczas Odosobnienia. Możesz poprosić kogoś, żeby ci przetłumaczył to na hiszpański. No dobrze, możesz zapytać mnie o to, czego tam nie rozumiesz.

Q: Na przykład, kiedyś pewien człowiek, który wierzył w Boga, zapytał Buddę, czy Bóg istnieje, inny człowiek, który nie wierzył w Boga, także zapytał, czy Bóg istnieje, a bodhisattwa, który też tam był, również czekał na odpowiedź. Wtedy Pan Budda ...

M: ... dał im trzy różne odpowiedzi.

Q: ... dał im trzy różne odpowiedzi.

M: Czy tak?

Q: Tak. Tak więc był on w jakimś sensie jak lustro, ale nigdy nie dał jednoznacznej odpowiedzi. Wyjaśnij to proszę.

M: Powiedz, której odpowiedzi nie rozumiesz.

Q: Wiesz, pierwszemu człowiekowi, temu, który wierzył, odpowiedział właśnie to, w co ten człowiek już wierzył. Powiedział mu: ,,Tak, Bóg istnieje”. Temu, który nie wierzył, powiedział: ,,Boga nie ma”. Więc zaprzeczył swojej pierwszej odpowiedzi.

M: A trzeciemu?

Q: Do bodhisattwy oczywiście w ogóle się nie odezwał.

M: To bardzo miłosiernie. Powinien był go zbić. Wkracza w zaszczytny poziom bodhisattwy, a ciągle jeszcze zadaje to głupie pytanie. Nie rozumiesz? Co do człowieka, który wierzył, że Bóg istnieje: wierzył on tak mocno, że tzw. Bóg pomaga mu w życiu, że życie to utrzymuje w porządku i dyscyplinie, toteż Budda nie chciał niszczyć jego światopoglądu, nie mając czasu na to, by zbudować mu nowe wyobrażenie o Bogu. Na przykład, ja także zawsze mówię o Bogu. Jeśli ludzie wierzą w Boga i żyją w wewnętrznej czystości i dyscyplinie, a także medytują o Bogu, to dlaczego miałabym mówić im, że Boga nie ma. Nie byłoby to dla nich dobre. Wprowadziłoby to zamęt w ich umysłach i zniszczyłoby wszystko, na czym im zależy i co zbudowali. A oni przecież na tym opierają swoje życie. A co do tego, który wierzył, że Boga nie ma, to prawdopodobnie był to człowiek oświecony. Wiedział, że nie istnieje taki Bóg, jakiego sobie wyobrażamy. Ale musimy być oświeceni, by wiedzieć, że Bóg jest energią mocy miłości i mądrości. To nie jest tzw. Bóg, w którego wierzy większość ludzi. Znasz wyobrażenia ludzi. Taki Bóg nie istnieje. To Budda miał właśnie na myśli. Drugi mężczyzna twierdził, że takiego Boga nie ma. Oczywiście Budda rozumiał, o co mu chodziło i znał jego poziom, więc to potwierdził: ,,Tak, tak. Boga nie ma.” Ponieważ tamta osoba zrozumiała już, czym jest Bóg, że nie jest On indywidualną osobą, czy kimś, kto na waszą prośbę, jak sobie wyobrażacie, zrobi to czy tamto itp., Budda to potwierdził. Powiedział: ,,Tak, masz rację. Dobrze”. To nie znaczy jednak, że Budda był ateistą, a tylko, że tamten człowiek naprawdę rozumiał, czym jest Bóg; nie jedynie przyjęty powszechnie wizerunek, ale prawdziwy Bóg. Bóg o którym nie trzeba nawet mówić ,,Bóg”. Rozumiesz? Mądrość, moc miłości i wszechmiłosierdzie.

Q: Uniwersalne, nie jednej osoby, nie jednej osoby.

M: Tak, nie taki Bóg jak większość ludzi sobie wyobraża.

Q: Tak.

M: A ten trzeci, bodhisattwa, oczywiście nie powinien zadawać takiego głupiego pytania, jeśli sam siebie nazywa bodhisattwą!

Q: Nie jestem pewna, czy bodhisattwa zadał jakieś pytanie. On jedynie siedział koło Buddy, i dlatego Budda się uśmiechał.

M: Tak, tak. Były trzy odpowiedzi.

Q: Tak? On nie powinien był o to pytać, to prawda.

M: Otóż bodhisattwa powiedział tak: ,,Dlaczego odpowiedziałeś pierwszemu: tak, a drugiemu: nie?” Oczywiście głupie pytanie. Po pierwsze nie miało to z nim nic wspólnego. To nie jego sprawa, czy Budda powiedział tak czy nie. Powinien to rozumieć. Czy jeszcze coś? Czy już wszystko jest jasne?

21:56, pureocean
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie cześć 7

W Królestwie Bożym nie ma ani kobiet ani mężczyzn

Q: Istnieją też święci, hinduscy święci, którzy nie uznają podziału na mężczyzn i kobiety. Ale widzisz, trudno jest znaleźć świętą kobietę. Ty jesteś drugą, jaką spotkałam w swoim życiu, bo ich po prostu nie ma. Święci zawsze przychodzą jako mężczyźni.

M: Są silniejsi, więc zabierają wszystkie miejsca. Kobiety nie mogą walczyć z mężczyznami, więc im ustępują. Także to, że zazwyczaj kobiety nie mają dużego ego. Mężczyźni mają duże ego i kiedy toczy się wielkie wpółzawodnictwo, kobieta raczej mówi: ,,Niech ci będzie, weź sobie to miejsce.” Kobiety uczy się, żeby w rodzinie zajmowały drugorzędną pozycję, tak samo jest w królestwie świętych. Mężczyźni są zazwyczaj bardzo agresywni i mają wielkie ego. Nic dziwnego, że zajmują wszystkie pozycje, nawet pozycje świętych. Tak to wygląda. Kobiety oddają wielkie usługi ludzkości. Bez kobiety nie narodził się żaden mężczyzna. Ale jak się już urodzą, zaczynają atakować kobietę, i poniżają ją. Po tym, jak kobieta ich nosiła w swoim łonie, karmiła i uczyła. Tak czy inaczej, jest to walka ego. W Królestwie Bożym nie ma mężczyzn i kobiet. Tak. Ja czuję się kobietą, kiedy chcę czuć się kobietą, i czuję się mężczyzną, kiedy chcę czuć się mężczyzną.

Q: To prawda. Ja tak samo.

M: Odpowiednio do sytuacji.

Q: Tak.

M: I odpowiednio do danej sytuacji. Bo w przeciwnym razie, nie jestem ani mężczyzną ani kobietą. Jeśli byłabym mężczyzną, to nie mogłabym być Buddą. Jeśli byłabym kobietą, to także nie mogłabym być Buddą. Bo kiedy jest się określonym w jakiś sposób, nie można być Buddą. Należy być elastycznym.

Q: Ale czy wiesz, że powszechnie uważa się, że było wielu Buddów, ale wszyscy byli mężczynami, nie było ani jednej kobiety. Wszystkie imiona Buddów są męskie.

M: Nie czytałaś Sutry Lotosu? Buddyjskiej Sutry Lotosu? W czasach, kiedy żył Budda, żył też bodhisattwa Mandziuśri. Pewnego razu wszyscy bodhisattwowie zebrali się razem i zapytali Mandziuśriego: Nauczałeś w wielu miejscach, czy ktokolwiek dzięki twoim naukom został Buddą? Mandziuśri odrzekł: Tak, tak. Była jedna mała dziewczynka Smok. Ona została Buddą. Miała tylko 8 lat. Tak więc jest to policzek dla wszystkich mężczyzn. Żaden mężczyzna nie został Buddą w tak młodym wieku, z Buddą Siakjamunim włącznie. Wszyscy musieli przekroczyć trzydziestkę, jako mężczyźni i jako ludzie. Ta mała dziewczynka Smok, ośmioletnia, została Buddą. Oni czasami sobie tak żartują. (Śmiech). Zatem, jeśli mała dziewczynka Smok mogła zostać Buddą, to dlaczego ja nie mogłabym, dlaczego nie mogłabym zostać Buddą? Jeśli ona miała tylko osiem lat, to ile czasu mogła praktykować? Najwyżej osiem lat. I już mogła zostać Buddą! Ja mam ponad trzydzieści lat, czterdzieści, dlaczego nie mogłabym zostać Buddą? To jest nielogiczne! Więc widzisz, zaprzeczają sami sobie.

19:29, pureocean
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie cześć 6

Dyskryminacja kobiet nadal istnieje część 2

Q: Wiesz, kiedyś byłam w Himalajach w Jyotirmath. Przebywa tam Shankaracharia. Jest on papieżem hindusów. Wiesz, że kobieta, że kobiety nie mają prawa tam przebywać. Chodziłam wtedy w moich mnisich szatach, z ogoloną głową i oni myśleli, że jestem mężczyzną.

M: Tak więc tobie pozwolili.

Q: Tak, pozwolili mi, a ja im nic nie mówiłam, tylko grałam przed nimi tę rolę. Mieszkałam ze wszystkimi mnichami, jadaliśmy razem obiady. Mój głos brzmi jak męski. Klepałam ich po plecach, zachowywałam się więc jak mężczyzna i byłam w pełni akceptowana. Kiedy brałam prysznic, opierałam stopy o drzwi, żeby inni mnisi nie mogli ich otworzyć i zobaczyć, że jestem mniszką, a nie mnichem. I tak, było gdzieś koło szóstej wieczorem i rozmawialiśmy już z Shankaracharią od kilku godzin i słuchaliśmy jego wykładu. Wydawał mi się bardzo oświeconą istotą. Naturalnie wówczas uważałam, że jest on bardzo oświecony, ten najwyższy papież hindusów. Ale wtedy usłyszałam kobiecy głos dochodzący z dołu. Wszyscy byliśmy na pielgrzymce w Jyotirmath i były tam tysiące pielgrzymów. Ta mniszka była z Saraswati Math. Jest to ten sam zakon co Shankacharii. Na dole było kilku mężczyzn i ona sama. Broniła się, gdyż ją atakowali. Jej stopy krwawiły, bo szła na pielgrzymkę bez butów. Broniła się, bo wyrzucali ją stamtąd. Odnosili się do niej bardzo agresywnie.

M: Z dużą nienawiścią. Wiem, wiem. Oni naprawdę nienawidzą kobiet. Uważają, że kobiety są niebezpieczne, ale nie wiedzą dlaczego. Brak w tym logiki. Jedynie ślepo przestrzegają tej reguły. Każda kobieta, która do nich przyjdzie, zostanie pobita i wyrzucona. Nie obchodzi ich, co się z tobą stanie. Oni muszą jedynie przestrzegać reguł. To wszystko. Ślepo przestrzegają reguł, nie biorąc pod uwagę nic, nie rozumiejąc tych reguł.

Q: Nie rozumiejąc ich i nie podążając za naukami Shankaracharii. Pierwsze, co Shankaracharia powiedział, to: ,,Wszyscy jesteśmy jednym”.

M: Uważają oni, że kobiety zbrukają ich zakon, że skalają ich samą swoją obecnością. Uważają, że kobieta jest czymś niższym niż mężczyzna.

Q: Uważają, że kobieta jest diabłem. Do tego już doszli.

M: Tak.

Q: Tak więc oczywiście potraktowali ją w ten sposób, z pogardą i zupełnie bez współczucia, bo już był wieczór, mróz ze śniegiem, a ona nie mogła już dalej iść, bo była zupełnie wycieńczona i jej stopy krwawiły.

M: Tak, fanatycy.

Q: Fanatycy, rozumiesz. A był z nią mnich, także z zakonu Saraswati Math, ale nic nie mówił. Ona stała tam sama, pośród około dwudziestu atakujących ją mężczyzn. Nie mogłam więc sobie tak po prostu tam pozostać, mając do dyspozycji wygodne mnisie łóżko i przespać w nim tę noc, a potem spotkać się z Shankaracharią o dziewiątej rano, tak jak się umówiliśmy. Nie mogłam tego zrobić. Musiałam jej bronić, bo sama przecież także jestem kobietą. Tak więc wtrąciłam się.

M: Tylko po to tam byłaś.

Q: Właśnie tylko po to.

M: Tylko po to, żeby dać im nauczkę.

Q: Żeby dać im nauczkę. Wiedziałam, że wszyscy myśleli, że jestem mnichem.

M: To zostało zaaranżowane, żebyś tam była.

Q: Rozumiesz, Bóg tak chciał.

M: Inaczej nikt nie mógłby być aż tak ślepy, żeby nie zauważyć twojej figury i wziąć cię za mnicha, chyba że za ,,małpkę” (to gra słów w jęz. angielskim: monk - mnich i monkey - małpa).

Q: Za małpkę może, ale za mnicha?! Wszyscy myśleli, że jestem mnichem, wszyscy. Wszyscy wierzyli, że jestem mnichem, mężczyzną. Nie przypuszczali nawet, że mogłabym być kobietą. Rozumiesz, nie chciałam ich oszukać. Ja tylko przyjęłam rolę, jaką mi narzucili i kontynuowałam tę grę. Tak więc naturalnie, kiedy ta kobieta zaczęła wołać o pomoc, pobiegłam jej bronić. Powiedziałam tym mnichom, że oni wszyscy pochodzą z ciała kobiety, że urodziły ich kobiety. I doprawdy nie mogłam tego zrozumieć, ponieważ w hinduizmie bardzo szanuje się Matkę. Święta Matka jest dla nich bardzo ważna.

M: Tak, tak.

Q: Oni nie dali jej żadnego miejsca, nawet koło łazienki, w jakimkolwiek osłoniętym miejscu. A znajdowaliśmy się na wysokim wzgórzu, a to oznaczało, że ta mniszka musiałaby zejść z tego wzgórza na krwawiących stopach, półżywa, musiałaby przejść całe to wzgórze.

M: A oni czczą Świętą Matkę.

Q: Tak. Czczą Świętą Matkę. Ale nie widzieli Jej w tej biednej mniszce. Naturalnie więc poczułam się odpowiedzialna za to, by zaopiekować się tą mniszką, znaleźć dla niej jakieś miejsce, gdzie mogłaby przenocować i coś zjeść. Więc powiedziałam im prawdę, także to, że nie jestem mężczyzną.

M: Reguły są po to, żeby chronić osoby praktykujące. Nie powinniśmy przywiązywać się do nich, zatracając elastyczność krzywdzić innych. Teraz w końcu zaczęłaś przestrzegać swoich zasad.

Q: Tak, by mówić prawdę. Tak więc rozumiesz, zabrałam tę biedną mniszkę oraz tego mnicha z Saraswati ze sobą. Pozostali mnisi byli przerażeni. I powiedziałam im jeszcze, że nie zobaczę się z Shankaracharią.

M: Byli przerażeni.

Q: Tak, przerażeni. I powiedziałam im, że skoro Shakaracharia uczy nas, że wszyscy jesteśmy jednym, to musimy także stosować się do tego w swoich czynach. Potem z tym drugim mnichem zabraliśmy tę nieszczęsną mniszkę. Wiesz, całe to miejsce było wypełnione tysiącami pielgrzymów. Czy zgadniesz, gdzie znaleźliśmy miejsce dla tej mniszki, tej hinduskiej mniszki? U sikhów.

M: Gdzie? Ach, tak, tak.

Q: U sikhów. Wiesz, że hindusi i sikhowie walczyli wtedy ze sobą i zabijali się nawzajem.

M: Sikhowie przyjęli ich, kiedy nigdzie nie było dla nich  miejsca.

Q: Jedynie sikhowie otworzyli drzwi przed hinduską mniszką. Wtedy zobaczyłam absurdalność religii.

M: Tak, tak. Jedynie miłość się liczy, nie religia. Sikhowie są dobrzy.

Q: Są piękni. Przebywałam z nimi i studiowałam pisma świętych sikhijskich.

M: Tak, z tego co wiem, to hindusi także są dobrymi ludźmi, ale są wśród nich też fanatycy, jakich spotkałaś.

20:15, pureocean
Link Dodaj komentarz »
Rozmowa o Prawdzie cześć 5

Dyskryminacja kobiet nadal istnieje częśc 1

Q: Mistrzyni, co powiesz o Biblii i Dharmapadzie, w obydwu mówi się o kobietach. Obydwie jesteśmy kobietami, więc jest to dosyć ważny temat. W Dharmapadzie Pan Budda powiedział, że nie chce, by kobiety wstępowały do zakonu.

M: Nie winię go za to. Kobiety są niebezpieczne. Czy możesz wyobrazić sobie sanghę pełną kawalerów, wszyscy to piękni mężczyźni o silnych ciałach i seksualnym, fizycznym pożądaniu? A tutaj przychodzą kobiety. Jak myślisz? Już i tak jest im ciężko walczyć ze sobą, a teraz jeszcze dochodzi pokusa. Co o tym sądzisz? Byłoby im jeszcze trudniej. Poza tym Budda miał też na uwadze społeczne obyczaje w ówczesnych Indiach. A także trudności życia w sandze, bo musiała się ona zawsze przemieszczać, panowały w niej trudne i surowe warunki, kobieta nie mogłaby prawdopodobnie ich znieść. Nawet niektórzy mężczyźni, nie mówiąc już o kobietach, nie radzili sobie.

Niektórzy mnisi, kiedy ze mną jeżdżą, mówią: ,,Nie mogę nadążyć za Mistrzynią. Za dużo tego, za szybko, za dużo”. Wszyscy narzekają, ale po jakimś czasie przyzwyczajają się. Czasami jest ciężko. Podczas mojej wizyty na Filipinach towarzyszyło mi kilku mnichów i kilku świeckich uczniów. Między nimi byli też mężczyzna i kobieta, zupełnie nowi, dopiero co zaczęli praktykować. Mężczyzna spał całymi dniami, a kobieta ledwo mogła nadążyć. W grupie był także nie inicjowany mężczyzna, polityk. Musiałam wtedy zajmować się sprawą wietnamskich uchodźców, zmuszeni więc byliśmy pracować z nie inicjowanymi osobami. Był on bardzo wystraszony, widząc, w jaki sposób się poruszam. Tak sapał (Mistrzyni zabawnie go naśladuje). I kiedyś zapytałam go o tę kobietę. Spytałam: ,,Gdzie jest taka a taka kobieta? Gdzie jest ta uczennica?” A on odpowiedział: ,,Umarła”. (Mistrzyni śmieje się). ,,Jest półżywa”. Ja na to: ,,Co? Ja odjeżdżam, a ona nawet nie przyszła na lotnisko pożegnać się ze mną? Co z niej za uczennica? Co ona takiego robiła? Prawie nic!” A on spojrzał bardzo nieszczęśliwie i powiedział: ,,Mistrzyni, ona jest tylko zwyczajną kobietą”. (Mistrzyni śmieje się). Spytałam: ,,Co masz na myśli mówiąc, że jest ona tylko zwyczajną kobietą? A ja to co?” Naprawdę nie rozumiałam. Nie chciałam sprawiać nikomu kłopotu, tylko byłam zdziwiona. Chciałam jej powiedzieć, żeby coś dla mnie zrobiła, potem, jak wyjadę, a jej nie było, więc byłam, rozumiesz, w jakimś sensie oburzona. A on powiedział: ,,Och, nikt nie może pracować w taki sposób jak ty”. Tak po prostu. (Mistrzyni śmieje się). ,,Ty nie jesteś kobietą. Nie jesteś z tego świata. Nikt za Tobą nie może nadążyć”. Powiedział mi to prosto w twarz. Dodał jeszcze: ,,Nawet mężczyźni nie mogą za Tobą nadążyć, nie mówiąc już o kobietach”. Byłam tak zaskoczona, że musiałam pomyśleć o tym. Musiałam to przemyśleć, nie potrafiłam nic na to odpowiedzieć. Ciągle jeszcze się zastanawiam, czy to prawda.

20:09, pureocean
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie cześć 4

Mistrz uczy każdego w inny sposób

Q: Mistrzyni, wyjaśnij mi jeszcze jedno. Pan Budda uczył zazwyczaj na czterech poziomach, zależnie od ludzi, od słuchaczy, Pan Jezus natomiast zwykle uczył na jednym poziomie; nigdy nie powiedział, że daje różne nauki.

M: Jakie cztery poziomy?

Q: Kiedy byliśmy u lamów, uczono nas, że istnieją cztery rodzaje ludzi. Niektórzy są bardzo rozwinięci. I tak, odpowiednio do inteligencji ludzi, Budda uczył ich w inny sposób.

M: Tak, tak, ale tylko wewnątrz. Inicjacja jest taka sama. Wewnątrz mistrz uczy każdego inaczej i nawet najbliższy przyjaciel tej osoby o tym nie wie. Nawet mąż i żona wewnątrz otrzymują inne nauki. To nie są tylko cztery poziomy, to są cztery tysiące poziomów, cztery miliony poziomów, itd.

Q: Więc Jezus uczył w ten sam sposób?

M: Tak.


Czasy, w jakich żyli Jezus i Budda

M: Jezus nie miał dużo czasu, żeby nauczać. Miał tylko trzy i pół roku zanim został ukrzyżowany. Musisz także wiedzieć, że za czasów Jezusa bardzo trudno było nauczać. Ze względu na ówczesną sytuację polityczną, on i jego uczniowie nie mogli swobodnie nauczać swojej doktryny. W tamtych czasach każdy, kto zdobył sławę, narażony był na zawiść ze strony kościoła i rządu imperatora. I powinnaś wiedzieć, że ówcześni ludzie byli na niskim poziomie rozwoju duchowego. We wszystkich świątyniach ciągle zabijano zwierzęta, by złożyć ofiarę. I dym unosił się aż do nieba, czerniały od niego sufity w kościołach, a ręce kapłanów umazane były krwią. Okropny swąd wypełniał wiele zakątków pod niebem Egiptu i Palestyny.

Q: A Budda?

M: Budda miał szczęście. Urodził się w Indiach, gdzie nauki duchowe były już rozwinięte, większość ludzi była wegetarianami i czciła świętych. I rywalizacja polityczna w tamtych czasach nie była niebezpieczna. Ponadto Budda urodził się księciem. Każdy wiedział, że porzucił całe królestwo, żaden król nie przypuszczał więc, że mógłby próbować zostać królem i z nim rywalizować.

Jezus natomiast nie pochodził z rodziny arystokratycznej, a istniała przepowiednia, że narodzi się król Żydów. Istniała obawa, że Jezus przeprowadzi rewolucję i ogłosi się królem Żydów, tak więc to wywołało niepokój rzymskiego rządu. Widzisz, musisz spojrzeć także na tło historyczne, aby zrozumieć, dlaczego Jezus i Budda tak się od siebie różnili, i dlaczego chrześcijaństwo rozwinęło się w takim kierunku, a buddyzm w innym. To jest poziom fizyczny, rozumiesz? Istnieją także inne przyczyny, które musimy wziąć pod uwagę, takie jak boski plan i duchowy poziom rozumienia ludzi w tamtych czasach. Jezus jednak miał szczęście, że go ukrzyżowano. Umarł w chwale. Umarł u szczytu swojej popularności. Jeśli żyłby dłużej, prawdopodobnie zadano by mu więcej cierpień, może nawet poniżej jego godności.

Q: Jezus zawsze mówił, że on tylko pragnie wypełniać pismo święte. Cokolwiek by nie zrobił, jakich słów by nie użył, jakie by nie były jego czyny, on zawsze wypełniał posłanie pisma świętego.

M: Nie przyszedłem, by niszczyć prawo, ale by je wypełniać. Cóż, każdy mistrz robi to samo. Przychodzą tu jedynie po to, aby lepiej wyjaśnić ludziom święte teksty. Bez pomocy naprawdę oświeconego mistrza niewielu potrafi zrozumieć, o czym mówią święte teksty. Widzisz, zaistniało mnóstwo nieporozumień. Znasz wszystkie święte pisma. Większość tych tekstów zabrania jedzenia mięsa. A zobacz, w kościele, od tych postawionych bardzo wysoko po najniższych, biskupi i wyznawcy, wszyscy jedzą mięso i piją wino. Bóg powiedział: Kto kazał wam zabijać te wszystkie kozy, woły na ofiarę dla mnie? Wasze ręce pełne są niewinnej krwi. Powinniście zaprzestać czynienia tych wszystkich grzechów, bo inaczej, kiedy będziecie się modlić, odwrócę Swoją głowę, nie wysłucham was. Okażcie skruchę i przestańcie, bo inaczej nie wybaczę wam. Czyż nie?

Jeśli Bóg zabrania nam zabijać nawet na ofiarę dla Niego, jak moglibyśmy się ośmielić jeść mięso i ofiarowywać je samym sobie? Tak? To jest nielogiczne. Poproś papieskich dygnitarzy o odpowiedź na to jedno tylko pytanie. Jedno zdanie tylko, nie musimy omawiać całej Biblii. Bez żyjącego mistrza każdy jest duchowo ślepy. Dlatego bycie niewidomym w sensie fizycznym to nic. Uważam, że ci, którzy do mnie przychodzą, są naprawdę bardzo oświeceni, bardziej niż te miliony ludzi, którzy mają oczy, ale nie mogą zobaczyć. Dlatego Biblia mówi: Patrzysz i widzisz, ale nie dostrzegasz, słuchasz i słyszysz, ale nie rozumiesz. Każda osoba po inicjacji wszystko lepiej rozumie. Nie rozumiała ona tych rzeczy wcześniej. To jest iluminacja, tak, oświecenie. Jesteśmy oświeceni. Znamy Prawdę, bo mistrz rzucił światło na Prawdę, nie odkrytą dotychczas Prawdę w każdej Biblii, w każdym świętym tekście i pozwala nam poznać tę Prawdę, która jest w nich zawarta. Nawet takie proste zdanie, jak to, które właśnie zacytowałam z Biblii, ilu jednak chrześcijan je zna? Ilu je zna, nie mówiąc już o jego zrozumieniu. Codziennie czytają Biblię. W kościele księża znają Biblię na pamięć. Muszą ją znać, aby zdać egzaminy, prawda? Ale nie zdadzą egzaminów w niebie, jeśli będą postępować niezgodnie z Biblią. Mięso dla brzucha i brzuch dla mięsa, a Bóg zniszczy oba, mięso i brzuch.

19:45, pureocean
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 3

Mistrzowie biorą na siebie karmę swoich uczniów

Q: Czy mistrzowie nie inicjują ich dlatego, że mogliby przejąć od nich trochę karmy?

M: Tak.

Q: Myślałam, że on nie inicjował niewidomych dlatego, że, jak mówił, jest to najgorsza karma, jaką można mieć.

M: Och, jest jeszcze gorsza karma.

Q: Gorsza niż to? Na przykład?

M: Ślepota fizyczna jest lepsza niż ślepota duchowa. Osoba, która nie widzi mistrza, ale rozpoznaje jego wielkość, jest lepsza od osoby, która widzi mistrza, a nie pojmuje tego.

Q: Ale na przykład, kiedy inicjujesz osoby niewidome, to czy bierzesz na siebie jakieś grzechy tych osób?

M: Cały czas je biorę.

Q: Cały czas?

M: Biorę je, kiedy ludzie modlą się w domu. Biorę je, kiedy ktoś usłyszy moje imię. Biorę je, kiedy ktoś usłyszy o mnie. Biorę je zawsze. Biorę je, kiedy kogoś zobaczę.

Q: Jak więc oczyszczasz tę karmę?

M: To jest właśnie moja praca (śmiech). Poczekaj, aż sama zostaniesz mistrzem, wtedy ci powiem. Teraz trudno byłoby ci to zrozumieć. Dzieje się to dzięki duchowej dyscyplinie, dzięki zasługom pochodzącym z bilionów, trylionów lat mojej praktyki, za sprawą niezwykłej wytrzymałości fizycznej i dzięki mojej bezgranicznej miłości. Rozumiesz?

Q: Tak. Dziękuję.

M: Tak samo jest w buddyzmie. Budda nie przyjmował osób, które nie miały sprawnych wszystkich pięciu zmysłów, jeśli któryś z pięciu zmysłów nie był sprawny. Za życia Buddy należało spełnić wiele warunków, aby otrzymać inicjację w buddyzm. Ale ja ślubowałam zbawiać najgorszych, dla mnie więc nikt, kto przychodzi do mnie, nie jest pozbawiony nadziei. Wśród naszych uczniów są najgorsi ludzie, jakich można sobie wyobrazić. Nawet Buddowie w dziesięciu kierunkach nie mogli ich zbawić.

Q: Pan Budda powiedział, że istnieje pięć niewybaczalnych grzechów. Na przykład: zabicie Buddy.

M: Tak, jeśli zabijemy Buddę, lub jeśli zranimy Buddę do krwi.

Q: Tak, lub arhata. Kiedy zabijemy arhata lub ojca. Jeśli zabijemy swojego ojca lub matkę, lub kiedy spowodujemy rozłam sanghi.

M: Kiedy zabijemy swojego ojca lub matkę, i jeśli spowodujemy konflikt w sandze.

Q: Budda powiedział, że te grzechy są niewybaczalne.

M: Tak.

Q: Więc Ty akceptujesz także tych?

M: Także.

Q: Tak więc?

M: A kto inny ich przyjmie?

Q: Tak, to prawda. Nikt.

M: Nikt.

Q: Ale wobec tego, jak ci ludzie mogą zostać zbawieni, skoro Budda powiedział, że te grzechy są niewybaczalne?

M: Zmieniam ich za pomocą swojej miłości.

Q: Wobec tego, może jest to Twoja chrześcijańska strona, gdyż Pan Jezus zawsze wybaczał, wybaczał nawet najgorszym grzesznikom, zbrodniarzom. Czy wobec tego musisz brać na siebie karmę tych ludzi?

M: Tak. Prawo karmy musi być uszanowane. Kiedy jednak mistrz bierze na siebie karmę, to nie jest to samo, gdyby uczeń brał na siebie karmę. Na przykład, kiedy Jezus był prześladowany, przybity do krzyża, wtedy jego uczniom i zwolennikom zostały wybaczone ich grzechy. Ale jeśli wzięłabyś kogoś z ulicy, i ta osoba zostałaby ukrzyżowana za grzechy innych ludzi, to i tak nic nikomu nie zostałoby wybaczone. Nikt nie odniósłby z tego żadnych korzyści. Rozumiesz? Ciało mistrza, chociaż wygląda tak samo, różni się od ciał innych ludzi. Na przykład, wszystkie samochody wyglądają podobnie, ale mercedes ma inną konstrukcję i wytrzymałość niż volvo.

Czy możesz więc sobie wyobrazić, że aby mistrz mógł zainicjować tysiące czy setki ludzi, to musi on mieć przynajmniej tyle mocy błogosławieństwa, żeby każda z tych osób mogła otrzymać swoją część? Rozumiesz? By dać je tym setkom czy tysiącom ludzi; zależy, ilu ich jest. A część przeznaczona dla jednej tylko osoby otwiera jej oko mądrości i wtedy ta osoba może mieć wizje, zobaczyć gwiazdy i nieba, i piekła, a nawet więcej. Ta energia musi być tak silna, by mogła oczyścić karmę zebraną w ciągu dziesiątek tysiącleci wcieleń każdej osoby. Budda zatem powiedział, że gdyby karma lub grzechy jednej tylko osoby przybrały kształt, to nie pomieściłby ich cały wszechświat. Aby spalić wszystkie grzechy i karmę jednego człowieka, wliczając w to co najmniej karmę pięciu jego pokoleń, sama chyba rozumiesz, jak dużo energii to wymaga. Jeśli to się nie stanie, to nie będzie mogła ona usłyszeć dźwięku, nie będzie mogła zobaczyć światła, bo będzie zbyt obciążona i zablokowana swoją własną karmą. Tak więc, aby ta moc mogła dotrzeć do świata, to musi ona najpierw przejść przez ciało mistrza. Kiedy mistrz inicjuje tysiące ludzi, to moc musi być wielka. Zwykła osoba nie wytrzymałaby takiej mocy. Zbyt wielkie napięcie nawet dobrej energii może spowodować utratę przytomności. Rozumiesz? Podobnie, aby ta tutaj żarówka mogła świecić, potrzebne jest duże napięcie prądu. Mimo że wygląda ona tak samo jak inne żarówki, to jednak jest ona inaczej skonstruowana. Aby świecić takim jasnym światłem, musi być w stanie wytrzymać wyższe napięcie elektryczne. Musi być w stanie wytrzymać ten rodzaj napięcia elektrycznego. A więc, bez wątpienia, ciało mistrza jest inne. Zazwyczaj jednak mistrzowie nie mówią o tym, chyba że ktoś ich o to zapyta. Mistrzowie są zwykle bardzo skromni. I nie zawsze powinno się o czymś mówić, jeśli jeszcze nie nadeszła właściwa pora. Rozumiesz? Również audytorium musi być odpowiednie.

23:39, pureocean
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Rozmowa o Prawdzie część 2

Czy niewidomi mogą być przyjęci na uczniów?

 

Q:       Wielki Mistrz z Beas w Indiach, Charan Singh, który odszedł już w wielką nirwanę, inicjował wszystkich, z wyjątkiem niewidomych.

M: Dlaczego?

 

P: O to właśnie chciałam Mistrzyni zapytać, bo powiedziałaś, że masz niewidomych uczniów.

M: Mam niewidomych uczniów. Wszyscy o tym wiedzą. Tak, taka jest zasada, podstawowa zasada. Aby otrzymać inicjację od mistrza, należy mieć wszystkie pięć zmysłów w doskonałym stanie. Od pradawnych czasów obowiązuje taka generalna zasada. Budda też o tym mówił. Ale ktoś musi ich inicjować, prawda?

 

Q:       Pewien uczeń tego Mistrza pragnął, aby jego matka także otrzymała inicjację, lecz nie powiedział Mistrzowi, że była niewidoma. Poprosił go tylko: ,,Proszę, Mistrzu Charan Singh, zainicjuj moją matkę.” ,,Dobrze, dobrze. Przyprowadź swoją matkę, zainicjuję ją”. Tak więc, kiedy uczeń ją przyprowadził, Mistrz zobaczył, że jest ona niewidoma i powiedział: ,,Ależ mówiłem ci, że nie mogę inicjować niewidomych, nie mogę zainicjować twojej matki”. Uczeń bardzo się wtedy zdenerwował i nalegał: ,,Proszę Mistrzu, proszę Cię, to moja matka, proszę, zainicjuj ją”. Więc Mistrz sprawił, że przed inicjacją ta kobieta odzyskała wzrok, i dopiero wtedy ją zainicjował. Podczas inicjacji widziała.

M: Tylko podczas inicjacji.

Q:       Tylko wtedy.

M: A potem?

Q:       Potem ślepota powróciła.

M: Na Tajwanie, kilka osób też odzyskało wzrok podczas wykładów, nie przychodząc na inicjację nawet. Po fakcie przyjęły inicjację i potem napisały listy, czy też opowiedziały o tym, że odzyskały wzrok podczas mojego wykładu.

Q:       Odzyskały wzrok na zawsze?

M: Na zawsze. Jedna z nich była niewidoma od dzieciństwa, przez ponad dwadzieścia lat.

Q:       Ale, czy inicjujesz ich nawet, jeśli są niewidomi?

M: Tak! Mają takie same wewnętrzne doświadczenia. Wewnątrz widzą Mistrza. (Śmiech).

Q:       Zobaczyli Mistrza wewnątrz.

M: Taka osoba zawsze wie, kiedy zbliżam się do niej. Pewna moja niewidoma uczennica zawsze wie, kiedy jestem blisko niej. Uśmiecha się i wtedy ja wiem. Klepię ją po ramieniu i ona to rozumie. Jesteśmy wtedy bardzo blisko.

07:27, pureocean
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2